Powrót krajów Europy Środkowo-Wschodniej na łono „Matki Europy” zaraz po upadku Muru Berlińskiego niewątpliwie dał tym państwom większe poczucie bezpieczeństwa. Wejście do tego „europejskiego raju” dokonało się poprzez akcesję krajów naszej części Europy do Unii Europejskiej i Sojuszu Północnoatlantyckiego (NATO) po długim okresie banicji po wschodniej stronie Żelaznej Kurtyny.

Bezpieczeństwo, wolność i perspektywa lepszego jutra były fundamentalnymi wartościami, które postrzegano jako świetną bazę do budowania wzrostu gospodarczego oraz politycznego i społecznego postępu.

Jeśli w obliczu ostatniego kryzysu narody Europy Środkowo-Wschodniej okazały się bardziej odporne niż Europa Zachodnia na wprowadzanie coraz ostrzejszej polityki oszczędności, to po części dlatego, że kraje te miały za sobą ciężkie doświadczenie komunizmu oraz w znacznie mniejszym stopniu przywykły do tzw. dobrego i wygodnego życia. Co więcej, mieszkańcy tej części Europy w większym stopniu cenili sobie takie rzeczy, jak wolności polityczne, wolność podróżowania, wartości rodzinne, demokracja, bezpieczeństwo i gotowość do poświęceń w imię lepszego jutra.

Pod wieloma względami idea zjednoczonej Europy jest tutaj bardziej żywa niż gdziekolwiek indziej na Starym Kontynencie, gdyż mieszkańcy byłego Bloku Wschodniego zbyt dobrze pamiętają wysoką cenę, jaką zapłacili za przywileje, które były powszechnie dostępne przez wiele lat dla mieszkańców Europy Zachodniej.

>>> Zobacz także: Stratfor: Nacjonalizmy mogą ponownie rozsadzić Europę

W ostatnim czasie jednak Europa Środkowo-Wschodnia poczuła, że ziemia osuwa się jej spod nóg, a wspomniane dobrodziejstwa odchodzą powoli w przeszłość. Dziś nasza część Europy czuje się wciśnięta pomiędzy rosnącą pod względem agresywności Rosję, a pogrążoną w kryzysie, coraz mniej zjednoczoną Europę i pozbawione dawnego zaangażowania Stany Zjednoczone. Powody do niepokoju znajdują się także w bliskim sąsiedztwie: zamieszki w Turcji, niepewna sytuacja na Ukrainie, program Partnerstwa Wschodniego, który nie spełnił pokładanych w nim nadziei, delikatna sytuacja na Kaukazie, etc.

Poczucie bezpieczeństwa odchodzi zatem w przeszłość. Dodatkowo odkąd Rumunii i Bułgarii odmówiono wstępu do strefy Schengen, oskarżając te kraje o zalewanie migrantami zarobkowymi bogatego ale i coraz bardziej ksenofobicznego, rasistowskiego Zachodu, zagrożone są również wolności polityczne. Na pewno nie sprzyja to poczuciu przynależności tych krajów do Europy.

>>> Czytaj również: Stratfor: w 2013 roku rozstrzygnie się przyszłość UE

Demokracja w wielu miejscach wciąż kuleje, szczególnie na Węgrzech, podczas gdy obietnica wzrostu gospodarczego i wzrostu standardów życia okazała się być iluzją czasu, gdy kraje Europy Środkowej były beneficjentami europejskiej solidarności.

Ostatni szczyt głów państw Europy Środkowej w Bratysławie, który odbywał się w tym roku pod hasłem "Strategia wzrostu na rzecz odbudowy po kryzysie", jest tylko jednym z przykładów starań krajów regionu, aby umocnić swoją pozycję w Europie i przemówić jednym głosem – w nadziei, że europejski rdzeń, który z trudem słucha tej części kontynentu, tym razem ten głos usłyszy. Szczyt ten dotyczył zaangażowania w budowę UE, europejskiej jedności, solidarności i wspólnego rozwiązywania problemów. Pokazano również zainteresowanie integracją z sąsiadami Unii oraz wyrażono obawę, że polityka oszczędności negatywnie wpłynie na standardy życia.

Wiele z tych spotkań niestety tylko na poziomie deklaratywnym spotyka się z zainteresowaniem w całej UE. Zachodnia część Starego Kontynentu jest pogrążona w dyskusji pomiędzy niechętną integracji Wielką Brytanią, oskarżanymi o egoistyczny dyktat Niemcami, sfrustrowaną utratą wpływów Francją, bardziej niezależną Skandynawią, a pogrążonym w chaosie południem. W tych warunkach w dyskusji pozostaje niewiele miejsca na jedność i solidarność, a europejski kryzys wewnętrzny nie sprzyja zainteresowaniu sąsiadami Unii.
Poszerzenie UE co prawda powoli wkroczyło w nową fazę, teraz dodatkowo okraszone lękiem o „strategiczne rozciągnięcie”, ale problemy wewnętrzne pozostają wciąż nierozwiązane i oddziałują na całą Unię (jak np. problemy korupcji w nowych krajach członkowskich).

W tych warunkach nic dziwnego, że być może największą atrakcją szczytu w Bratysławie było pierwsze spotkanie prezydentów Serbii i Kosowa po ostatnim historycznym porozumieniu tych krajów. Ze względu na błędy i niedociągnięcia programu Partnerstwa Wschodniego, kraje Europy Środkowo-Wschodniej same coraz bardziej angażują się w stabilizację sytuacji na Bałkanach.

Odkąd Unia Europejska chce zdjąć ze swoich pleców ciężar zajmowania się Bałkanami, perspektywy dla Kosowa są coraz lepsze. To Słowacja – państwo, które nie uznało oficjalnie Kosowa - było gospodarzem historycznego szczytu, na którym spotkali się prezydenci Serbii i Kosowa, a prezydent Rumunii (kolejnego państwa, które nie uznało Kosowa) pochwalił działania 20 państw regionu, które uczestniczyły w szczycie. Kwestia bałkańska obok zmniejszającego bezpieczeństwa regionu oraz gospodarczej niepewności były głównymi tematami tego spotkania.

>>> Polecamy: Stratfor: Polska potrzebuje nowej strategii. Warszawa powinna inwestować w obronność

Trudna droga emancypacji Europy Środkowej

Region Europy Środkowej, zanim uzyskał własną siłę ekonomiczną, był początkowo postrzegany jako rynek zbytu dla reszty państw Unii. Później zaś jako strategiczny korytarz tranzytowy dla energii, handlu a także strategiczny region militarny pomiędzy Europą a Azją.

Amerykańskie wojska i tarcza rakietowa zostały umieszczone w Europie Wschodniej. Region ten walczył również przez długi czas o dostęp do alternatywnych szlaków tranzytu gazu i ropy (Nabucco, Nordstream, Southstream, etc.). Zbudowano także strategiczne partnerstwa pomiędzy głównymi graczami w regionie: Polską, Rumunią i Turcją z jednej strony, a energetycznymi gigantami z Azji Centralnej z drugiej strony. Jak się zdaje, połączenie energetyczne pomiędzy Europą a Azją Centralną staje się kluczowym elementem przyszłego rozwoju.

Być może ważniejszą kwestią, wraz ze wzrostem importu z Azji, jest potencjał uzyskania statusu regionu, który będzie niezwykle ważnym mostem pomiędzy Azją a Europą – zarówno pod względem morskich i jak lądowych możliwości transportowych. Takiego mostu, czy też wrót do Europy w Polsce i na Węgrzech szukały i szukają Chiny. Indie również włączyły się w ten wyścig. Kazachstan, Azerbejdżan, a nawet Japonią i Malezja, co prawda na inną skalę, ale także próbują uzyskać połączenie z tą częścią Europy.

Wszystkie te próby połączenia Europy Środkowej z Azją nie przebiegały zawsze łatwo i lekko. Z punktu widzenia bezpieczeństwa, region ten poczuł się zagrożony potężnymi interesami z zewnątrz, np. z Rosji, która próbowała i próbuje wykupić swoją dawna strefę wpływów, od sektorów metalurgii w Rumunii (ALRO, Mechel, etc.) po sektor energetyczny (MOL na Węgrzech czy chorwacki Plinacro).

>>> Zobacz też: Stratfor: Dzięki łupkom Polska w XXI w. może stać się mocarstwem średniego szczebla

Niedorozwinięta infrastruktura, postrzeganie regionu jako pasa tranzytowego, brak większej współpracy regionalnej, prywatyzacja państwowych zasobów, na której skorzystały elity władzy, korupcja oraz nacisk koncernów międzynarodowych, aby utrzymać niskie koszty pracy – te wszystkie czynniki stanowiły dodatkowe bariery i problemy na drodze rozwoju lokalnych sił gospodarczych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Co więcej, ostatni kryzys pokazał, że zachodnie banki eksternalizowały dochody do swych rodzimych krajów, podczas gdy koszty pozostawały w krajach Europy Środkowej, od których dodatkowo wymagano bolesnych reform i polityki oszczędności. Wyjątkiem od tego mogą być kraje, które odniosły sukces, czyli Polska i Estonia.

W efekcie siła robocza w krajach Europy Środkowej nie jest już tak tania, infrastruktura wciąż pozostaje w tyle, a region dostrzegł swoją kolejną wadę – stosunkowo niewiele rodzimych firm, które mogą pomóc wzrostowi gospodarczemu i budować wpływy poza granicami kraju. Przez to z kolei głos państw z Europy Środkowej na forum negocjacji budżetowych czy też dyskusji o metodach walki z kryzysem w Unii nie jest tak silny.

Chociaż Polska jest ulubionym miejscem dla biznesu, to kraj ten posiada niewiele narodowych czempionów: państwowy i największy w regionie PKN Orlen, Lotos czy PKO BP. Węgry mają petrochemicznego giganta MOL, Czesi – CEZ, RWE Transgas i Skodę.

Pod pewnymi względami Rumunię również można postawić w tym szeregu (choć biorąc pod uwagę jej rozmiar, narodowych czempionów jest tu za mało). Wśród rumuńskich firm, które odniosły sukces, można odnaleźć narodowe przedsiębiorstwo energetyczne Petrom (które dziś należy do austriackiego OMV), producenta samochodów Dacia-Renault (który osiąga wysokie zyski ze sprzedaży na bazie produkcji niskokosztowej), Siveco z branży IT czy operatora kolejowego GFR/GRAMPNET (który jako jedyny w regionie ma strategiczny potencjał w infrastrukturze kolejowej do połączenia Morza Północnego z Morzem Czarnym i Adriatykiem). W istocie, trwające prywatyzacje w Rumunii, Bułgarii i Chorwacji pokazały, że zachodni operatorzy nie są aż tak zainteresowani tym regionem, a polityczne powiązania z Azją Centralną nie są jeszcze aż tak silne.

Wygląda zatem na to, że głównym problemem Europy Środkowo-Wschodniej w obliczu opuszczenia jej przez kraje rdzenia Unii jest zdefiniowanie na nowo swojej atrakcyjności i strategicznych zalet, postęp w negocjacjach zarówno z Berlinem oraz Brukselą, jak i z „ekonomicznymi drapieżcami” pokroju Rosji czy Chin.

Kraje regionu Europy Środkowo-Wschodniej w coraz większym stopniu podejmują te wyzwania wspólnie, np:

  • ostatni szczyt Globsec w Bratysławie, który miał głównie na celu promocję polskich kandydatów na wysokie stanowiska w organizacjach typu NATO czy ONZ;
  • współpraca gospodarcza i obronna w ramach Grupy Wyszehradzkiej;
  • Wrocław Global Forum, gdzie dyskutowano o tym, jak politycy mogą zniszczyć demokrację,
  • szczyt głów państw w Bratysławie, który pokazał zainteresowanie krajów regionu pokojowym rozwojem sytuacji w Serbii i Kosowie,
  • szczyt Partnerstwa Wschodniego w Wilnie.

Wiele z tych ważnych spotkań obywało się bez udziału istotnych partnerów z Europy Zachodniej. A ci, choć mogą się zaangażować we współpracę z poszczególnymi krajami w konkretnych obszarach, to nie postrzegają interesów regionu Europy Środkowej jako całości przy podejmowaniu decyzji dla całej UE.

Po tym, jak państwa naszego regionu znienacka znalazły się na peryferiach coraz mniej zintegrowanej Europy, Europa Centralna podejmuje coraz większe starania, by być faktycznie „centralną”. 

Tekst opublikowano za zgodą ośrodka Stratfor.

Central Europe Feeling Marginal is republished with permission of Stratfor.

Oana Popescu - dyrektorka Centrum Wczesnego Ostrzegania i Zapobiegania Konfliktom (Center for Conflict Prevention and Early Warning).