Pierwszy stopień wyższego wykształcenia daje pięciokrotnie mniejszą stopę zwrotu niż magisterka. – To nieopłacalna inwestycja – komentuje prof. Janusz Czapiński, współautor badania. Dodaje, że nakłady zarówno finansowe, jak i czasowe na te trzyletnie studia po prostu nie zwracają się w postaci lepszego wynagrodzenia, pracy w zawodzie i kariery.

Mimo to dyplom licencjata cieszy się niesłabnącą popularnością – w ciągu dwóch lat liczba absolwentów z dyplomem licencjackim wzrosła o 20 tys. W roku 2008/2009 było ich 74,5 tys., a dwa lata później ponad 95 tys. Liczba magistrów w tym samym czasie pozostała na podobnym poziomie – ok. 100 tys. wśród absolwentów.

Popyt na I stopień wyższej edukacji rośnie. Gorzej z popytem na takie osoby wśród pracodawców. – Jak firma ma do wyboru osobę z magisterką lub licencjatem, wybiera oczywiście tę pierwszą – tłumaczy prof. Czapiński. Rynek się nasycił, pracodawcy mogą przebierać w osobach z wyższym wykształceniem. Dopiero doktorat pozwala do pewnego stopnia wyróżnić się na rynku pracy. W efekcie, jak wynika z Diagnozy, dyplom magistra daje pięciokrotnie wyższą stopę zwrotu niż licencjat. Gdy po pełnych studiach wyższych absolwenci średnio zarabiają o 42 proc. więcej niż ich rówieśnicy z gorszym wykształceniem, to w przypadku licencjatów ta różnica wynosi już zaledwie 8 procent.

>>> Czytaj także: Coraz łatwiej dostać się na studia dzienne. Na wielu uczelniach rekrutacja jeszcze trwa

– Dla dużej części pracodawców licencjat tak naprawdę wciąż nie jest wyższym wykształceniem. Duże firmy, korporacje z działami HR, owszem, wiedzą, co oznacza i jakie daje kompetencje, ale już wśród małych i średnich przedsiębiorstw, których szefowie i pracownicy kończyli naukę w starym systemie, nie jest on doceniany – przyznaje Dorota Pisula, kierownik biura karier na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

"Polska gospodarka przemysłowo-surowcowa nie jest już w stanie wchłonąć rosnącej rzeszy absolwentów studiów licencjackich zgodnie z ich kompetencjami. Część z nich musi podejmować prostsze prace, gorzej opłacane i otrzymywać za nie tyle, ile osoby po szkole średniej” – piszą autorzy Diagnozy Społecznej 2013. Analitycy rynku pracy zgadzają się z tą tezą.
– W Warszawie mamy 56 tys. zarejestrowanych bezrobotnych, a co czwarty z nich ma wyższe wykształcenie. Kilka lat temu taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia – mówił Lech Antkowiak, zastępca dyrektora Powiatowego Urzędu Pracy w Warszawie, podczas konferencji EduTrendy. – Nie ma się co oszukiwać: wyższe wykształcenie nie jest już gwarantem zatrudnienia – dodawał. 

Według Diagnozy Społecznej w Polsce i tak o wiele korzystniej jest inwestować w wykształcenie niż w krajach o podobnym poziomie rozwoju. Najsłabiej ta sytuacja wygląda w przypadku licencjatów – ich opłacalność systematycznie spada. Według ubiegłorocznych badań Ernst & Young osoby z wyższym wykształceniem na poziomie magistra zdobywają pracę w 78,8 proc. Absolwenci z tytułem licencjackim – o 15 proc. rzadziej. 

– Papierek z napisem „licencjat” nic mi nie dał. Wszyscy świetnie wiedzą, i studenci, i pracodawcy, że aby go zdobyć, trzeba się natrudzić naprawdę niewiele. A w pracy i tak na nic się nie przydał, bo robię to, co lubię. Gdybym miał szukać pracy, rozsyłając CV, to wątpię, czy ten dyplom by mi pomógł – mówi Krzysztof, który od kilku lat pracuje w radiu. Zdaniem prof. Czapińskiego system narzucony przez proces boloński, wprowadzający trzy stopnie kształcenia, sam się zweryfikuje. Jak tłumaczy, zaczną padać szkoły oferujące tylko licencjat, a powstanie więcej szkół wyższych zawodowych.

>>> Czytaj także: Sposób na niskie bezrobocie? Zawodówki autorskie

Spada nie tylko znaczenie licencjatu, lecz także niektórych do tej pory popularnych kierunków. Pokazują to wyliczenia z Diagnozy Społecznej, w której analitycy podliczyli stopę zwrotu ze studiów. Opiera się ona na stosunku kosztów studiów do zarobków po ich ukończeniu i porównaniu z zarobkami osób w tym samym wieku z niższym wykształceniem. W ostatnich latach najbardziej spadła opłacalność studiowania marketingu, ekonomii i prawa. Mimo to prawo i medycyna to wciąż jedne z bardziej opłacalnych kierunków. Pierwsze miejsce zajmuje jednak informatyka, ostatnie – nauki rolnicze.

Co ciekawe, mimo narzekania na brak inżynierów i uruchomienia przez państwo dopłat na kierunkach ścisłych stopa zwrotu z inwestowania w takie studia od początku ubiegłego wieku wcale aż tak znacząco się nie zmieniła. – Same studia i dyplom w branżach technicznych, innowacyjnych to dziś już po prostu za mało. Pojawia się wręcz nowe zjawisko: coraz więcej pracowników nawet w największych firmach albo z własnymi start-upami w ogóle nie ma wyższego wykształcenia, bo porzuciło szkołę na rzecz pracy i praktycznego zdobywania doświadczenia – mówi nam Luis Murguia, wiceprezes międzynarodowej firmy SAP odpowiadający za obszar Europy Środkowej, Azji i Afryki. – Do niedawna działy HR z miejsca odrzucały takie kandydatury, a dziś pracodawcy, szczególnie ci z branży innowacyjnej, starają się zatrudniać ludzi nie tyle z dyplomami, ile z talentami – dodaje Murguia. 

Stąd też decyzje niektórych studentów o zakończeniu edukacji na licencjacie – uważa Piotr Müller, przewodniczący Parlamentu Studentów RP. – Sam mam wśród znajomych osoby, które po tym jak zaczęły stażować czy pracować, zdecydowały, że studia pierwszego stopnia im wystarczą i wolą zdobywać wykształcenie niż dyplom magistra – dodaje Müller. 

Co nie znaczy, że wyższe wykształcenie w ogóle przestaje się liczyć na rynku pracy. Coraz bardziej rośnie – skok był ponaddwuipółkrotny w przypadku doktorów. Jak tłumaczy prof. Janusz Czapiński, pracodawcy szukają speców z danej dziedziny. Gdy np. firma otwiera dział zajmujący się innowacyjnymi badaniami, wtedy zatrudnia z dobrą pensją kogoś z odpowiednim wykształceniem. Także w administracji publicznej okazuje się to opłacalna inwestycja. 

>>> Polecamy: Przeedukowanie - czy młodzi Polacy rzeczywiście pracują poniżej kwalifikacji?