Kwestiom dotyczącym między innymi Ukrainy i Krymu poświęcona była rozmowa telefoniczna prezydentów Białorusi i Rosji. Służby prasowe obu liderów wydały różniące się w tonacji komunikaty. O ile rosyjski komunikat z entuzjazmem mówi o historycznym znaczeniu aneksji Krymu, a także podkreśla jednogłośną wolę mieszkańców, Białoruś w sposób dalece bardziej wstrzemięźliwy informuje jedynie o rozmowie Putina i Łukaszenki.

Służba prasowa prezydenta Białorusi poinformowała ogólnikowo, że „Aleksander Łukaszenka i Władimir Putin omówili szereg bieżących spraw, między innymi wymienili się poglądami odnośnie Ukrainy i sytuacji związanej z referendum przeprowadzonym na Krymie”.

Tymczasem według służby prasowej Kremla, w trakcie rozmowy zwrócono uwagę „na wagę i historyczne znaczenie dzisiejszego wydarzenia - do którego doszło w pełnej zgodzie z praktycznie jednogłośną wolą mieszkańców Krymu - ponownego zjednoczenia półwyspu z Federacją Rosyjską”.

Osetia, Abchazja, Krym, Białoruś?

W opinii ekspertów, te komunikaty służb prasowych pokazują, że Białoruś będzie grać na czas z uznaniem aneksji Krymu do Rosji. Politolog Denis Miljanocu zwrócił uwagę, że tak było ze sprawą uznania Osetii Południowej i Abchazji. Białoruś do dziś nie uznała niepodległości tych zbuntowanych gruzińskich prowincji, mimo że jest bliską sojuszniczką Rosji.
Takie stanowisko władz w Mińsku jest zrozumiałe.

- Los Ukrainy może podzielić i Białoruś - powiedział Uładzimir Niaklajeu. Ten były kandydat na prezydenta i poeta przekazał ambasadzie Ukrainy w Mińsku list poparcia dla Kijowa podpisany przez 100 białoruskich intelektualistów.