Kiedy cztery lata temu Kazimierz Jarząbek, ówczesny prezes polskiej Grupy Nordis, będącej trzecim graczem na rynku mrożonek, przejmował Porcelanę Krzysztof w Wałbrzychu, nikt nie przypuszczał, że firma w tak krótkim czasie powróci na drogę sukcesu i zacznie przynosić zyski. A tu już w 2013 r. spółka sprzedała towary za kwotę 36,79 mln zł, zarabiając ponad 6 mln zł.

Dla porównania w 2011 r., czyli w pierwszym roku funkcjonowania w nowej strukturze, jej przychody wynosiły 23,57 mln zł. Pod nowymi rządami przedsiębiorstwo notuje więc stały, ok. 20-proc. wzrost sprzedaży, który zamierza utrzymać także w tym roku, kiedy to spodziewa się sprzedać produkty o wartości 44 mln zł.

– Wynik osiągnięty w styczniu jest dowodem na to, że jesteśmy na dobrej drodze. Sprzedaliśmy w tym miesiącu porcelanę za rekordową kwotę ponad 4,5 mln zł, czyli niemal za dwa razy więcej niż w roku ubiegłym – chwali się Dorota Serwadczak, prezes zarządu spółki Porcelana Krzysztof.

W największym stopniu jest to zasługą odbiorców z zagranicznych rynków, których nowym właścicielom nie tylko udało się utrzymać, ale i zwiększyć ich liczbę. W ciągu czterech lat eksport fabryki wzrósł bowiem o 70 proc. Poza Polską sprzedawane jest 85 proc. produkcji.

Wyroby z Wałbrzycha trafiają do Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Hiszpanii, krajów Beneluksu i skandynawskich. Wędrują również na południe, do Czech, Grecji czy Turcji. Firma ma też stałych odbiorców na Wschodzie, w byłych krajach WNP, a także w krajach arabskich, w Ameryce Północnej (Stany Zjednoczone, Kanada) oraz w Azji (Japonia czy Korea Południowa).

– Obecnie można zauważyć szybko rosnące zapotrzebowanie z krajów Europy Zachodniej, która odwróciła się od tanich wyrobów chińskich. Szczególnie istotne jest zwiększenie zapotrzebowania z krajów skandynawskich, nastawionych na porcelanę o najwyższych parametrach jakościowych – wyjaśnia Dorota Serwadczak.

O sukcesie, jaki odnosi spółka, świadczyć też mogą sami odbiorcy jej produktów. Wykonana i ręcznie dekorowana porcelana trafiła m.in. do Baracka Obamy i Białego Domu, na dwór królowej Elżbiety oraz na ślub księżniczki Wiktorii. Jest też użytkowana przez polskie ambasady za granicą.

A jeszcze w 2010 r. jedyny scenariusz, jaki wydawał się prawdopodobny dla fabryki, to była jej likwidacja. I czysty przypadek sprawił, że do niej nie doszło. Kazimierz Jarząbek, poszukując świątecznych prezentów, zjawił się w firmowym sklepie w Wałbrzychu.

Wybierając serwis, usłyszał od pracowników, że to ostatnia okazja na zakupy, ponieważ Porcelana Krzysztof właśnie zbankrutowała i zostanie wystawiona na sprzedaż. Biznesmen zadecydował błyskawicznie o przystąpieniu do przetargu. Nordis zapłacił syndykowi masy upadłościowej za fabrykę 11 mln zł i zadecydował o utrzymaniu wszystkich 300 miejsc pracy i przywróceniu produkcji.

Porcelana Krzysztof obecnie

Obecni właściciele, czyli Grupa Nordis, w tym córki nieżyjącego już Kazimierza – Patrycja Jarząbek-Dyląg i Margareta Jarząbek – przyznają, że spółka nie byłaby w tym miejscu co teraz, gdyby nie udało się przekonać ówczesnych jej odbiorców do utrzymania współpracy.

– Daliśmy klientom gwarancję ciągłości dostarczania porcelany o tej samej jakości. Dzięki temu ci postanowili dalej zamawiać produkty. Podnieśliśmy też efektywność pracy załogi oraz wydajność maszyn – tłumaczy Dorota Serwadczak.

W pozyskaniu nowych odbiorców pomogła zmiana oferty, którą wzbogacono o designerskie kolekcje porcelany zaprojektowane przez młodych polskich twórców. Wśród nich znalazły się m.in. bogato zdobione złotem i platyną wyroby, które pozwoliły firmie na podbój Arabii Saudyjskiej i Rosji. Podjęto też decyzję o budowie marki Kristoff, która dotychczas nie istniała.

– Nie trzeba było wiele. Wystarczyło tylko zauważyć, docenić i zachować cechy firmy, która dysponuje dobrze zdefiniowanymi rynkami zbytu, wieloma fasonami porcelany oraz parkiem maszynowym pozwalającym wykonywać bardzo skomplikowane wzory. Do tego dochodzi ogromne doświadczenie załogi oraz opanowanie umiejętności precyzyjnego przekładania designu na produkt – tłumaczy Margareta Jarząbek, zajmująca się w Porcelanie Krzysztof marketingiem.

Choć fabryka dysponuje sporymi rezerwami zarówno w zakresie czasu pracy pieców do wypalania porcelany, jak i przygotowania wyrobów, zamierza dalej inwestować w zwiększanie produkcji, modernizację i ujednolicanie parku maszyn i urządzeń.

– Naszym celem jest skrócenie czasu przygotowywania wzorów porcelany z kilku miesięcy do kilku dni. Chcemy to osiągnąć, wykorzystując rewolucję, jaka dokonuje się w tej chwili za sprawą drukarek 3D – podkreśla Margareta Jarząbek.

Dodaje, że firma prowadzi też prace nad zredukowaniem zużycia gazu wykorzystywanego w procesie wypalania porcelany, który jest jednym z większych kosztów stałych.

Firma zdaje sobie sprawę z konieczności tych inwestycji. Konkurencja na europejskim rynku porcelany zaostrza się, do czego przyczyniają się konsumenci odwracający się od tanich, słabej jakości chińskich serwisów. Swojej szansy w nowym trendzie upatruje też pięć innych fabryk z Polski, które łączą siły, by zwiększyć swoją przewagę na rynku. Przykładem mogą być Polskie Fabryki Porcelany „Ćmielów” i „Chodzież”, firmy, która powstała w ubiegłym roku z połączenia dwóch zakładów.

Grupa Nordis wierzy w jakość wytwarzanej w swoich zakładach porcelany i utwierdza się w przekonaniu, że warto było wchodzić w zupełnie nowy obszar biznesu.

– Przede wszystkim dlatego, że udało nam się spełnić początkowe założenia, tzn. uratować zatrudnienie i fabrykę o ponad 180-letniej tradycji, a także dalej projektować i produkować ładne przedmioty i zarabiać na tym – komentuje Dorota Serwadczak.

Można więc powiedzieć, że historia zatacza koło. Założona w 1831 r. przez Karla Kristera Porcelana Krzysztof w niecałe 20 lat stała się wiodącym producentem porcelany na rynku europejskim. Spółka pod obecnym zarządem ewidentnie zmierza w tym kierunku. Pytanie tylko, czy uda jej się powielić sukces.

>>>Czytaj dalej: Banki ruszą z kredytową ofensywą. Jest szansa, że konsumpcja wzrośnie