Piotr Kaczmarek ma za sobą dwie dekady doświadczenia w finansach: pierwszą z Leszkiem Czarneckim i drugą bez niego. Teraz zaczyna trzecią: ponownie z Czarneckim.
Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki? Piotr Kaczmarek, który z początkiem czerwca obejmie stery Getin Holdingu, najwyraźniej nie bierze sobie tego powiedzenia do serca: znów stanie się najbliższym współpracownikiem jednego z największych prywatnych inwestorów na naszej giełdzie.
Po raz pierwszy spotkali się na początku lat 90., gdy Leszek Czarnecki rozkręcał Europejski Fundusz Leasingowy. Kaczmarek zaczął od kierowania w EFL departamentem prawnym, po dwóch latach został członkiem zarządu firmy, w 1998 r. jako pierwszy wiceprezes był już prawą ręką Leszka Czarneckiego. W 2002 r., niedługo po tym, jak Czarnecki sprzedał EFL, Kaczmarek zastąpił go na stanowisku prezesa.
Później jednak ich drogi się rozeszły: Czarnecki postawił na samodzielną realizację nowych pomysłów (głównie w ramach Getin Holdingu), a Kaczmarek pozostał wierny Francuzom z Credit Agricole. W EFL pozostał do 2005 r., a później awansował na senior project managera, odpowiedzialnego w grupie CA za Europę Wschodnią. W 2006 r. został wiceprezesem w należącym do Francuzów Index Banku Ukraine.
W 2008 r. rozstał się z Credit Agricole, ale pozostał na Ukrainie – wszedł do zarządu Alfa-Banku, należącego do jednej z największych rosyjskich prywatnych grup finansowych (obecne aktywa Alfa-Banku na Ukrainie to równowartość nieco ponad 10 mld zł), gdzie pracował do tej pory. Tam również odpowiadał za biznes detaliczny. Z sukcesami. Tylko w ubiegłym roku nagradzane były usługi dla najzamożniejszych klientów Alfa-Banku, wyróżniono bezpieczeństwo depozytów czy też zwracano uwagę na zaawansowanie technologiczne (bank jako pierwszy na Ukrainie przeprowadził transakcję z wykorzystaniem telefonu komórkowego w technologii NFC).
Podobno Leszek Czarnecki od czasu do czasu namawiał Kaczmarka na powrót do kraju. Ten jednak odmawiał. Do zmiany zdania w pewnym stopniu przyczynił się kryzys na Ukrainie, mocno odczuwany przez instytucje finansowe. Ale paradoksalnie także to, że w nowej pracy wcale ze wschodnimi rynkami się nie rozstanie.
Dla analityków wybór Kaczmarka na prezesa Getin Holdingu w miejsce Rafała Juszczaka, który od czerwca będzie wiceprezesem, to swego rodzaju zaskoczenie. – Trudno tu o komentarz. Zmiany personalne w Getinie są dość częste, a jakimi kryteriami kieruje się główny właściciel, nie bardzo wiadomo – mówi Dariusz Górski, analityk w DM BZ WBK. Zaznacza, że w relacjach z rynkiem dotychczasowy prezes wypadał dobrze. – Getin to wzrostowy biznes, ostatnio kupił przecież bank w Rumunii i ma tam ambitne plany, ale biorąc pod uwagę, że duża część działalności przypada na Rosję i Ukrainę, teraz to będzie przypominało trochę survival – zaznacza.
Jakim menedżerem jest Kaczmarek? – Ważne są relacje z ludźmi i pociągnięcie ich za sobą. Żeby to zrobić, używam przeróżnych technik, potrafię przebierać się w mundur, rozdzierać koszulę, zaskakiwać. Ale oprócz tego jestem zabójczo konsekwentny. W tej egzekucji jestem jak buldog, który gdy chwyci projekt, to nie popuści. Każdy lider lubi wyjmować flagę i porywać ludzi za sobą, ale z tego jeszcze nic nie wynika. Bez morderczej konsekwencji niczego się nie osiągnie – miał o sobie powiedzieć w jednym z wywiadów. – Ale kiedy odchodził z EFL, ludzie płakali. Nawet faceci – wspomina jeden z jego ówczesnych podwładnych.
BIZNES FACE TO FACE
Sylwetki innych znanych przedsiębiorców www.twarzebiznesu.pl