Istnieje bowiem wiele wyzwań, jakie stoją przed wartą 720 mld dol. gospodarką.

Inwestorzy z ulgą powitali zakończenie pięciomiesięcznego impasu w Turcji. Do władzy powrócili ludzie, którzy wcześniej przez 13 lat przyczynili się do osiągania dobrych wyników wzrostu PKB, zahamowania inflacji i przyciągania międzynarodowego biznesu. Ale już we wtorek można było zauważyć pewne oznaki niepokoju. Otóż turecka lira nieco się osłabiła na wieść o tym, że nowy rząd może chcieć zmienić uprawienia banku centralnego, aby ten mógł działać na rzecz wzrostu gospodarczego.

Partia AK przejmuje władzę w znacznie gorszych warunkach niż jej poprzednicy. W ciągu ostatnich dwóch lat w Turcji czterokrotnie przeprowadzano wybory, a kraj był świadkiem coraz szerszej fali przemocy. Odbiło się to na gospodarce: wzrost PKB słabnie, turecka waluta należy do najsłabszych na świecie, a zaufanie wśród konsumentów znajduje się blisko 6-letniego minimum.

Zanim prezydent Erdogan i premier Ahmet Davutoglu przywrócą wysoki wzrost gospodarczy, inwestorzy będą się bacznie przyglądać kilku kwestiom.

Niezależność banku centralnego

Reklama

Wśród powodów osłabienia się tureckiej liry znalazły się liczne ataki tureckich polityków na szefa banku centralnego Erdema Basci’ego, aby ten obniżył stopy procentowe w celu pobudzenia wzrostu PKB. Co prawda krytyka polityki banku centralnego nieco osłabła, ale zwycięstwo AKP bardzo szybko może ją odnowić.

Prorządowy dziennik „Sabah” pisał w we wtorek, że nowy rząd „planuje zmiany w strukturze” banku centralnego tak, aby instytucja ta skupiała się na „wzroście i stabilności”. Gazeta nie podała, skąd posiada takie informacje.
„Możemy teraz obserwować ponowny nacisk na bank centralny, aby złagodził swoją politykę monetarną” - komentuje Abbas Ameli-Renani, strateg ds. rynków wschodzących z londyńskiego Amundi.
Przywrócenie wiarygodności banku centralnego jako niezależnego aktora jest dziś kluczowym warunkiem napływu inwestycji do Turcji. Jeśli to się nie stanie, turecka lira znów zacznie tracić na wartości – uważa William Jackson z Capital Economics w Londynie.

Warto także pamiętać, że kadencja obecnego szefa banku centralnego upływa w kwietniu. Jest bardzo prawdopodobne, że stanowisko to zostanie obsadzone jednym z przyjaciół Ergodana, których poglądy gospodarcze w mniejszym zakresie sprzyjają rynkom.

Reformatorzy: na boisku czy na ławce rezerwowych?

Kolejnym ważnym pytaniem, jakie zadają sobie inwestorzy, jest skład przyszłego rządowego zespołu, który ma się zajmować gospodarką.

Wielu inwestorów z nadzieją parzy na Ali’ego Babcana i byłego ministra finansów Mehmeta Simseka. To m.in. dzięki nim udało się utrzymać turecki deficyt budżetowy w ryzach nawet w czasach niskiego wzrostu gospodarczego. Jeśli kluczowe z punktu widzenia gospodarki stanowiska zajmą ludzie związani z Babcanem i Simsekiem, będzie to dobra decyzja – komentuje Tim Ash, strateg kredytowy z Nomura International.

>>> Polecamy: Niemiecka kanclerz jest nieugięta. Drzwi dla imigrantów będą otwarte na oścież

Obawy biznesu

Kolejnym problemem jest poziom zaufania wśród biznesu. A ten regularnie spadał od 2011 roku, czyli od czasu, gdy poziom inwestycji stanął w miejscu. Daron Acemoglu i Murat Ucer z Global Source Partners w Stambule uważają, że spadek inwestycji to nic innego jak odbicie przekonania wśród przedsiębiorców, że odkąd AKP stała się Turcji zbyt silna, zagrożone są rządy prawa.

Firmy, które były postrzegane jako nieprzyjazne wobec partii AK, zostały obłożone specjalnym podatkiem, a niekiedy dochodziło także do przejęć przez skarb państwa. Działania takie stały się bardziej powszechne od czasu wielkich antyrządowych protestów w 2013 roku.

A kilka dni przed wyborami, turecka policja wtargnęła do Koza-Ipek Holding, konglomeratu medialno-górniczego, zaś tureccy prokuratorzy narzucili firmie nowy zespół zarządzający.

W okresie powyborczym najprawdopodobniej będziemy mieli do czynienia z dalszymi atakami na krytyczne wobec rządu media i firmy. Wraz z kolejnymi nadużyciami prawa, środowisko biznesowe będzie coraz bardziej zaniepokojone – uważa Naz Masraff, analityk z Kurasia Group w Londynie.

>>> Czytaj też: Kryzys imigracyjny: Turcja stawia warunki Europie