Niemcy nie zamkną granicy w obliczu największego od II wojny światowej napływu imigrantów. Tymczasem niemieckie władze ostrzegają: rośnie liczba ataków na imigrantów, a nastroje społeczne w niemieckim społeczeństwie są coraz bardziej radykalne.

Angela Merkel nie uległa wewnątrzpartyjnej presji.

„Pracuję nad tym – tak jak tego oczekujecie – aby liczba uchodźców była coraz mniejsza. Zamknięcie granicy z Austrią nie rozwiąże problemu napływu imigrantów” - mówiła niemiecka kanclerz podczas poniedziałkowego spotkania z jej partią CDU w Darmstadt

Reklama

Merkel podczas wczorajszego spotkania opowiedziała się za tym, aby Niemcy, zamiast zamykać się w sobie, w bardziej aktywny sposób odpowiadały na wyzwania geopolityczne.

Doświadczamy czegoś bezprecedensowego. Problem, który jeszcze wczoraj wydawał się być czymś odległym, dziś jest już u naszych granic – mówiła.

Rosnące obawy społeczne i malejące poparcie to dodatkowe przeszkody, z którymi musi mierzyć się weteranka niemieckiej polityki. I choć Angela Merkel nie znajduje się w stanie bezpośredniego zagrożenia politycznego, to dzisiejsza sesja parlamentarna w Bundestagu będzie swoistym barometrem antymerkelowskich nastrojów wśród niemieckiej klasy politycznej.

>>> Czytaj też: Czy to koniec ery Angeli Merkel w UE?

Bawarska brama

W ostatni weekend niemiecka kanclerz spędziła 10 godzin na rozmowach z bawarskim premierem Horstem Seehoferem – swoim największym krytykiem wewnętrznym. W czasie tego spotkania Merkel zaproponowała pomoc w obsłudze tzw. stref tranzytowych, w których dokonywano by rozróżnienia na imigrantów ekonomicznych i uchodźców. Jednocześnie niemiecka kanclerz stwierdziła, że deportowanie migrantów do ich krajów pochodzenia, gdyby okazały się bezpieczne, nie rozwiąże problemu.

Horst Seehofer, premier Bawarii, zagroził Angeli Merkel, że jeśli Berlin nie podejmie efektywnych kroków w celu zmniejszenia liczby imigrantów, Bawaria zacznie działać na własną rękę. Ten południowy land graniczy z Austrią. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy do Bawarii napłynęło 344 tys. uchodźców.

Z drugiej strony niemiecka kanclerz musi mierzyć się z opinią wicekanclerza z koalicyjnej SPD Sigmara Gabriela, który uważa, że budowa stref tranzytowych nie przyniesie oczekiwanych rezultatów, a może jedynie pogorszyć sytuację.

Pomimo coraz ostrzejszych głosów ze strony współkoalicjantów, Angela Merkel trzyma się swoich kluczowych postulatów: z jednej strony nie chce za pomocą kwot ograniczyć liczby napływu imigrantów, z drugiej strony nie zamknie niemieckiej granicy.

Tymczasem skala napływu jest rekordowa. Tylko w październiku przez Morze Śródziemne przedostały się 218 394 osoby. To więcej niż przez cały ubiegły rok.

Polityka otwartych drzwi ma jednak swoją cenę. Poparcie dla partii Angeli Merkel spadło o dwa punkty procentowe do poziomu 36 proc. Jeszcze w sierpniu wynosiło ono rekordowe 43 proc.

Niemieckie władze ostrzegają, że rośnie liczba ataków na imigrantów, a nastroje społeczne w niemieckim społeczeństwie są coraz bardziej radykalne.