Przed zbliżającymi się Światowymi Dniami Młodzieży resort infrastruktury chce zmusić koncesjonariusza odcinka autostrady A4 do poprawienia płynności ruchu na bramkach. Minister Adamczyk nie wyklucza nawet częściowego odtajnienia umów między rządem a spółkami autostradowymi.

Aby uniknąć na autostradzie A4 gigantycznych zatorów, w których w lipcu utkną pielgrzymi w drodze na ŚDM, rząd prowadzi trudne negocjacje ze spółką Stalexport, która zarządza 60-kilometrowym odcinkiem między Katowicami a Krakowem. W grę wchodzi otworzenie bramek, jeśli zaczną tworzyć się korki. – Są analizowane różne scenariusze, zarówno te, które obejmują działania przyspieszające przejazd przez place poboru opłat, jak i te, które obniżają koszty przejazdu dla pielgrzymów. Ostateczne decyzje w tym zakresie jeszcze nie zapadły – mówi nam Elżbieta Kisil, rzeczniczka resortu.

Problem w tym, że zmuszenie koncesjonariusza do czegokolwiek nie jest takie proste. Spółkę autostradową chronią zapisy umowy koncesyjnej z 1997 r., które ponadto są utajnione. – Nie mamy możliwości zdecydować o całkowitym zaprzestaniu pobierania opłat podczas ŚDM. Stworzenie warunków do takiego działania leży więc po stronie resortu, który powinien określić swoje oczekiwania oraz odpowiednio dostosować porządek prawny. Czekamy na propozycje strony publicznej w tym zakresie – odpowiada nam Rafał Czechowski, rzecznik Stalexportu.

Przedstawiciele władz spółki twierdzą jednak, że jest możliwe zastosowanie preferencyjnych warunków dla autokarów z pielgrzymami, np. niższych stawek. To jednak wymagałoby ustalenia sposobu identyfikacji pojazdów i przygotowania procesu rejestracji planowanych przejazdów. Wciąż jednak nie wiadomo, co o pomyśle sądzi strona rządowa, której przede wszystkim zależy na uniknięciu zatorów na bramkach.

Minister Andrzej Adamczyk chce wykorzystać nadarzającą się okazję do szerszego uregulowania relacji państwa z koncesjonariuszami autostradowymi. Jak wynika z jego deklaracji, będzie dążył do częściowego odtajnienia umów podpisanych przez poprzednie rządy ze spółkami (więcej obok, w rozmowie z ministrem).

Koncesjonariusze nie kryją zdumienia. – Te zapisy są fundamentem umów finansowania budowy i eksploatacji autostrad zawartych z bankami i inwestorami. Stanowią know-how obu stron i dlatego nie powinny być upubliczniane – mówi nam Robert Nowak, wiceprezes Autostrady Wielkopolskiej.

Trzydziestoletni kontrakt ze Stalexportem od dawna budzi kontrowersje przede wszystkim z powodu wygórowanych stawek: 20 zł za 60 km między Katowicami a Krakowem. Podobne emocje budzą stawki na odcinku A2 zarządzanym przez AWSA.

Odtajnienia koncesji chcą też samorządy. Nie podobają im się wpisane do umów i utajnione możliwości rozbudowy dróg, które mogą stanowić trasy alternatywne dla płatnej A4, m.in. dróg krajowych nr 94 i 79. Próbę odtajnienia umowy na odcinek A4 Kraków–Katowice podjęły władze Jaworzna, które przed laty złożyły wniosek do ministra infrastruktury o upublicznienie dokumentu wraz z załącznikami i aneksami. W marcu 2011 r. sąd rejonowy zobowiązał ministra do jej odtajnienia, ale Stalexport się odwołał. Sąd Okręgowy w Warszawie w grudniu 2011 r. przyznał rację koncesjonariuszowi, zaś Sąd Najwyższy odmówił przyjęcia skargi kasacyjnej.

Co spółka, to inna umowa

W zarządzie trzech prywatnych koncesjonariuszy (GTC, Autostrada Wielkopolska i Stalexport Autostrada Małopolska) jest w sumie 467 km, czyli niespełna jedna trzecia autostrad w Polsce. Reszta należy do Skarbu Państwa i jest zarządzana przez GDDKiA.

W połowie 2015 r. rząd przyjął nowelizację ustawy o płatnych autostradach. Dzięki niej minister infrastruktury dostał uprawnienie do tymczasowej rezygnacji z pobierania opłat na drogach, na których utworzy się zator i trzeba podnieść szlabany. Dotyczy to jednak autostrad, które są zarządzane przez państwo, np. A4 Gliwice–Wrocław.

Oprócz tego rząd może otwierać dowolnie bramki na odcinkach koncesyjnych, na których wysokość stawek ustala minister, a wynagrodzenie dla koncesjonariusza nie jest uzależnione od wysokości wpływów z bramek (tak jest na odcinku A1 Gdańsk–Toruń). Niewielkie pole manewru minister ma na drogach, na których to koncesjonariusz wyznacza wysokość stawek i zatrzymuje całość wpływów, czyli np. na A4 Kraków–Katowice i A2 z Nowego Tomyśla do Konina.

Od lat w różnych planach strategicznych polski rząd podtrzymuje zobowiązanie, że po wygaśnięciu istniejących koncesji na A2 i A4 to państwo na stałe przejmie zarządzanie kontrowersyjnymi odcinkami tych arterii.

>>> Czytaj też: Rusza proces ws. afery Amber Gold