Unia Europejska - tak jak inne polityczne konstrukcje - pewnego dnia zniknie. Albo zostanie zastąpiona przez inne twory, albo będzie trwała pod tą samą nazwą, ale de facto będąc już czymś zupełnie innym. Obecnie nie jest możliwe przewidzenie, kiedy dokładnie nastąpi ta transformacja, ani jak dużo czasu zajmie. Niemniej istnieją pewne tropy na temat kształtu nowej Europy - czytamy w analizie ośrodka Stratfor.

Przyszłość Unii Europejskiej jest przedmiotem debaty od czasu ostatniego kryzysu finansowego. Ale pytań o ścieżkę, po której będzie kroczyć Wspólnota, jest coraz więcej. Pytania te rodziły się m.in. wtedy, gdy Grecja była bliska opuszczenia strefy euro, a także wtedy, gdy Wielka Brytania zdecydowała, że na dobre chce się rozstać z UE. „W przypadku rozpadu Unii nie powinno się pytać czy, ale kiedy to nastąpi” – argumentują eurosceptycy. Euroentuzjaści tymczasem odpowiadają, że „Unia jest nieodwracalna”.

Tak jak wszystkie polityczne twory, Unia Europejska to chwilowa konstrukcja na tle szerokiej historii. Pewnego dnia zniknie – albo zostanie zastąpiona przez inne twory, albo będzie trwała pod tą samą nazwą, ale de facto będąc już czymś zupełnie innym niż dzisiejsza Unia. Obecnie nie jest możliwe przewidzenie, kiedy dokładnie nastąpi ta transformacja, ani jak dużo czasu zajmie. Niemniej istnieją pewne tropy, dotyczące tego, jak będzie wyglądać nowa Europa oraz – co ważniejsze – jakie mogą być czynniki zmian. Pomimo wielu dekad i prób osłabienia państwa narodowego, obecny europejski kryzys przypomina, że to właśnie państwo narodowe pozostaje najsilniejszą jednostką polityczną w Unii Europejskiej. I tak jak teraz znów wyłania się ono z gruzów eksperymentów integracyjnych, tak też w przyszłości odegra kluczową rolę jeśli chodzi o przyszłość Starego Kontynentu.

Unia jako kostium

Nie wszyscy członkowie Unii Europejskiej są równi. Utrata państw, które należą do strefy euro, stanowi znacznie większe zagrożenie dla całego systemu, niż utrata państw, które znajdują się poza unią walutową. Perspektywa, że Grecja miałaby opuścić strefę euro w 2015 roku była prawdopodobnie bardziej przerażająca dla Francji i Niemiec niż perspektywa, że Unię Europejską rok później opuści Wielka Brytania. Oczywiście oba wydarzenia mogłyby mieć duży wpływ na Unię, ale to Grexit zatrząsłby fundamentami całej unii walutowej. Tymczasem konsekwencje Brexitu będą bardziej stopniowe.

Poparcie dla instytucji Unii Europejskiej waha się w zależności od kraju. Według Pew Research Center, aż 72 proc. Polaków postrzega Unię pozytywnie. Tymczasem dla Francji analogiczny wynik to tylko 38 proc.

Z kolei poparcie dla strefy euro to aż 82 proc. w Luksemburgu i 54 proc. we Włoszech -wynika z najnowszego Eurobarometru.

Eurosceptycyzm przybiera różne formy: francuski Front Narodowy chce opuszczenia Unii Europejskiej, a włoski Ruch Pięciu Gwiazd domaga się wyjścia kraju ze strefy euro. W tym samym czasie umiarkowane siły polityczne w coraz większym stopniu są skłonne ograniczać wolny przepływ osób i wprowadzać kontrole na granicach – pomimo swojego członkostwa w Unii Europejskiej.

W obliczu tego typu żądań, a także ryzyka Grexitu i perspektywy Brexitu, Unia Europejska jest zmuszona do rozważenia procedury opuszczania Wspólnoty oraz tego, czy dany kraj może zachować atrybuty członkostwa tylko w pewnych obszarach, a w innych nie. W czasie dyskusji na temat bailoutu Grecji w ubiegłym roku niektóre kraje argumentowały, że opuszczenie strefy euro oznacza też opuszczenie Unii Europejskiej. Inni twierdzili, że należy zawiesić członkostwo Aten w unii walutowej, podczas gdy pozwolić jej pozostać w Unii Europejskiej. Po roku pytania te powracają, ale przy okazji perspektywy Brexitu. Wiele krajów Wspólnoty stoi na stanowisku, że dostęp do wspólnego rynku ma swoją cenę – jest nią akceptacja dla wolnego przepływu osób oraz pozostałych 3 wolności UE. Bez względu na to, jak potoczą się rozmowy Brukseli z Londynem, to w konsekwencji wytworzy się swoista mapa drogowa w zakresie tego, jak opuszczać Unię Europejską. Mogą z niej skorzystać inne kraje.

To oczywiście prowadzi do postawienia innego pytania: dlaczego w ogóle kraje miałyby chcieć opuszczać Unię Europejską i jej struktury? I znów odpowiedź na nie zależy od konkretnego przypadku. Niektóre rządy, bez względu na to, czy w oparciu o powszechne referendum, czy w oparciu o decyzję parlamentu, mogą chcieć dobrowolnie opuścić Unię Europejską. Badania takie jak ostatni Eurobarometr pokazują, że poparcie dla UE spadło z 57 proc. w 2007 roku do 33 proc. w 2016. Oznacza to, że brytyjskie referendum może nie być ostatnim tego typu głosowaniem na Starym Kontynencie. Z drugiej strony inne państwa mogą być zmuszone do opuszczenia Wspólnoty, gdyż nie będą w stanie zaakceptować pewnych finansowych czy politycznych warunków członkostwa (np. Ateny świadomie zdecydowały się spełnić żądania wierzycieli, aby pozostać w strefie euro). Jeszcze inne kraje mogą opuścić UE, ponieważ rozpadną się polityczne byty, do których należą lub w efekcie wspólnej decyzji, kryzysu egzystencjalnego, etc.

Prawdopodobieństwo i konsekwencje

O przyszłości UE zdecydują kraje, które zrzekną swojego członkostwa lub same instytucje UE. Unia prawdopodobnie przetrwałaby wyjście Chorwacji ze Wspólnoty, ale już wyjście Francji byłoby dla niej zabójcze. Znaczenie miałaby też skala wyjścia ze Wspólnoty: wycofanie się małej, pojedynczej gospodarki nie zagroziłoby Unii tak bardzo, jak skoordynowane odejście kilku państw.

Na potencjalne wyjście kraju z UE wpływ będą miały także określone czynniki polityczne i geograficzne. Duża liczba eurosceptyków może wywierać presję na rządy, aby te negocjowały wyłączenia z procesu integracji. Politykom może też na tym zależeć, gdyż będą chcieli utrzymać wysokie poparcie. Kraje o silnych gospodarkach lub strategicznie położone będą w stanie w razie potrzeby wynegocjować lepsze umowy wyjścia z Unii Europejskiej lub załatwić sobie określone przywileje w zamian za pozostanie we Wspólnocie. Z kolei kraje członkowskie o słabszych gospodarkach będą miały gorszą pozycję negocjacyjną.

Generalnie rzecz ujmując, członków Unii Europejskiej można podzielić na cztery grupy krajów, jeśli chodzi i prawdopodobieństwo i konsekwencje wyjścia ze Wspólnoty.

Outsiderzy (Europa Środkowa i Wschodnia)

W ostatnich latach do największych krytyków Unii Europejskiej należały m.in. kraje Europy Środkowej i Wschodniej, które nie należą do strefy euro. Wiele z tych krajów postrzega UE jak pakt pomiędzy państwami, które powinny pozostać suwerenne i które wielokrotnie broniły się przed zakusami Brukseli. Węgry i Polska znajdują się w czołówce państw, które chcą się obronić przed głębszą integracją, zaś kraje takie jak Czechy, Rumunia czy Bułgaria są coraz bardziej sceptyczne wobec strefy euro i propozycji zwiększania władzy Brukseli.

Nie można powiedzieć, że kraje z tej grupy chcą opuścić Unię Europejską. Wszystkie bowiem należą do odbiorców europejskich funduszy, zaś członkostwo we Wspólnocie postrzegają jako formę modernizacji gospodarek i magnes dla przyciągnięcia inwestycji zagranicznych. Niektóre z tych państw postrzegają nawet członkostwo w UE jako zachodnią gwarancję na wypadek rosyjskiej agresji. Co więcej, większość wyborców w tych krajach popiera ideę pozostania w Unii Europejskiej.

Niemniej jednak, kraje Europy Środkowej i Wschodniej będą bronić suwerennych państw i będą się opowiadać za słabszymi instytucjami UE. Ich sprzeciw wobec integracji może być pożywką dla eurosceptycznych ruchów na całym kontynencie, które będą chciały renegocjacji warunków członkostwa. Z czasem utrzymująca się antyunijna retoryka może stać się paliwem dla nacjonalistycznych i populistycznych ugrupowań. Ich cele stoją w sprzeczności z interesami państw tego regionu.

Delikatne peryferie (Europa Południowa)

Kraje peryferyjne strefy euro będą wspierały głębszą integrację, gdyż mają one najsłabsze gospodarki. Do grupy tej należą Grecja, Portugalia czy Hiszpania. Państwa te są uzależnione od europejskich funduszy, które utrzymują te kraje na powierzchni. Ateny, Lizbona i Madryt tak długo będą wspierać integracji europejskiej, jak długo ich gospodarki będą zależały od pomocy z Brukseli.

Co prawda region ten ma swoje własne zastrzeżenia wobec Unii Europejskiej, ale nie były one słyszalne do czasu wybuchu europejskiego kryzysu zadłużenia. Nawet wtedy w państwach tych nie wygrywały partie prawicowe, które chcą zamykać granice i ograniczać imigrację, ale ugrupowania lewicowe, domagające się zwiększenia wydatków publicznych i restrukturyzacji zadłużenia (prawicowy nacjonalizm rósł w siłę w Grecji, ale nigdy nie zdołał osiągnąć takich rozmiarów, jak w Europie Północnej).

W pewnym momencie państwa południa Europy mogą opuścić strefę euro. Ale jeśli tak się stanie, będzie to raczej efekt niespodziewanego kryzysu, a nie planowanej decyzji. Pomimo, że Portugalia, Hiszpania i Grecja w podobny sposób myślą o przyszłości Unii Europejskiej, to ze względu na ich polityczną i gospodarczą słabość, będzie im trudno stworzyć efektywną koalicję, która mogłaby mieć coś do powiedzenia w europejskim procesie podejmowania decyzji. Niemniej wraz z utrzymującymi się problemami gospodarczymi, słabym wzrostem, wrażliwym sektorem bankowym, wysokim zadłużeniem i bezrobociem, te tradycyjnie proeuropejskie narody mogą stawać się coraz bardziej przeciwne integracji.

Poszukiwacze koalicji (Europa Północna)

Im więcej eurosceptycyzmu pojawia się w państwach europejskiego rdzenia, tym większe niebezpieczeństwo dla Unii Europejskiej. Niektóre państwa z tej grupy, takie jak Austria, Finlandia czy Holandia, należą do najbogatszych w strefie euro i do najbardziej finansowo zdyscyplinowanych. Kraje te poświęcają swoją uwagę obroną bogactwa przed Europą Południową, ponadto w państwach tych wytworzyły się silne partie eurosceptyczne, które chcą bronić suwerenności przed instytucjami UE. Z drugiej strony Wiedeń, Helsinki czy Haga, biorąc pod uwagę ich zależność od eksportu, chcą bronić dostępu do swoich rynków eksportowych, które w większości stanowią kraje UE.

Kraje Europy Północnej próbują koordynować swoje ruchy z sąsiadami oraz z większymi siłami we Wspólnocie. Jest o wiele bardziej prawdopodobne, że państwa z tej grupy podejmą wspólny wysiłek, aby reformować Unię lub aby utworzyć regionalny blok, niż aby działać pojedynczo i popaść w izolację.

Pomimo, że Dania czy Szwecja nie są częścią strefy euro, to pod względem kulturowym oraz ideologicznym są podobne do krajów Europy Północnej i pewnego dnia mogą połączyć swoje siły, tworząc regionalny blok, który zastąpi UE. Rozmowy o „północnej strefie euro” lub „północnej strefie Schengen” w tej części Europy są na porządku dziennym.

Litwa, Łotwa i Estonia są pod wieloma względami wyjątkiem. Kraje te dołączyły do Wspólnoty i strefy euro, aby w jak największym stopniu zbliżyć się do Zachodu. Działania takie miały zmniejszyć ryzyko agresji Rosji.

Belgia, jako siedziba głównych instytucji europejskich, jest także w pewnym sensie oddzielona od swoich północnych sąsiadów. Co więcej, polityka regionalna zajmuje więcej uwagi w tym kraju niż sprawy Unii Europejskiej.

Jest mało prawdopodobne, aby którykolwiek z krajów tej grupy z własnej woli opuścił Unię Europejską lub strefę euro. Państwa te jednak mogą stać się częścią bloku północnego, gdyby Unia uległa rozwiązaniu.

Wielka Trójka (Niemcy, Francja, Włochy)

Jeśli główną siłą sprawczą transformacji Unii Europejskiej będzie państwo narodowe, to a awangardzie tych zmian będą najwięksi członkowie UE – Niemcy, Francja i Włochy.

Włochy w sensie historycznym postrzegały integrację europejską jako sposób na połączenie się z dobrze prosperującymi północnymi sąsiadami i metodę zachowania jedności kraju. Ale w czasie ostatniej dekady Włosi stali się jednymi z największych eurosceptyków w Europie – z powodu gigantycznego zadłużenia i politycznej niestabilności. Włochy są zatem tym krajem, który może zagrozić wyjściem z UE i który w zamian za pozostanie we Wspólnocie będzie domagał się ustępstw ze strony Brukseli. Rzym już wykorzystywał w negocjacjach z Unią argument, że jest „za duży, by upaść”, więc niewykluczone, że włoska administracja zrobi w przyszłości to samo. Ale wraz z coraz większymi podziałami w Unii Europejskiej, każda taka groźba będzie bardziej niebezpieczna niż poprzednia.

Tymczasem Francja i Niemcy trzymają klucz do przyszłości Unii Europejskiej. Sama tylko sugestia, że Francja lub Niemcy mogłyby opuścić UE lub strefę euro, może pociągnąć za sobą duże problemy. Na tej samej zasadzie ciągła współpraca finansowa tych krajów byłaby wystarczająca aby zachować Unię Europejską lub jakąś jej formę. Paryż i Berlin stają jednak przed poważnym problemem: ze względów strategicznych państwa te potrzebują wspólnego frontu, ale ich narodowe interesy ciągną ich w odmiennych kierunkach.

Francja, jako kraj zarówno śródziemnomorski jak i północny, z jednej strony chce chronić swoją gospodarkę, a z drugiej chce też zachować sojusz z Niemcami. Paryż ma tendencję do wspierania protekcjonizmu i dzielenia ryzyka, ponadto ma dużą tolerancję jeśli chodzi o inflację. Berlin z kolei woli unikać działań, które zagrażają jego bogactwu i jest niechętny podziałowi ryzyka, które tworzą państwa południowe. Niemcy zgodziłyby się na francuskie podejście tylko wtedy, gdyby Berlin uzyskał większą kontrolę nad politykami fiskalnymi sąsiadów, czyli coś, co wiele krajów postrzega jako warunek nie do zaakceptowania. Z tych dwóch państw to Francja będzie bardziej skłonna, aby domagać się reformy Unii Europejskiej – ze względu na rosnący nacjonalizm i słaby wzrost gospodarczy. Ale Niemcy, sparaliżowane przez swoje własne interesy, będą miały duży problem, aby pójść na kompromis ze swoim zachodnim sąsiadem.

W tym momencie osiągnięcie kompromisu w kwestii przyszłości stało się niemal niemożliwe dla członków Unii Europejskiej. Aby zintegrować się jeszcze bardziej, państwa Unii musiałby dojść do porozumienia w kwestiach, które są dla nich zbyt ważne.

Opcja alternatywna, czyli odwrócenie integracji europejskiej, zyskuje na popularności, ale może prowadzić do kompletnego demontażu UE.

Członkowie Wspólnoty mogliby też wybrać pośrednie rozwiązanie i zostawić rzeczy takie, jakimi są obecnie, ale nawet taki brak działania ma swoją cenę i może doprowadzić do większych problemów w przyszłości.

Tekst opublikowano za zgodą ośrodka Stratfor.

"Who Will Exit the EU Next?” is republished with permission of Stratfor.