Politolog: Trump nie doprowadzi do trzeciej wojny światowej. Nie pozwoli ogrywać się Putinowi

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
10 listopada 2016, 08:23
USA, Rosja
USA, Rosja/ShutterStock
Jeśli Donald Trump chce być liderem numer jeden na świecie, to nie będzie pozwalał na to, by prezydent Rosji Władimir Putin go ogrywał - mówi PAP politolog dr Bartłomiej Zapała. Jak dodał, prawdopodobnie prędzej czy później dojdzie do dyplomatycznego zwarcia między nimi.

Politolog z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach wskazał, że "jeśli to chce być liderem numer jeden na świecie, to nie będzie pozwalał na to, by zyskiwał nad nim przewagę, by go ogrywał". Z drugiej strony Putin jest "na pewno znacznie bardziej doświadczonym politykiem i osobą, której amerykański prezydent nie może zlekceważyć, i na pewno nie pójdzie łatwo na tego rodzaju pochlebstwa, jakie mógł usłyszeć pod swoim adresem w trakcie kampanii (prezydenckiej w USA)".

Zdaniem politologa oznacza to, że "prawdopodobnie prędzej czy później dojdzie do dyplomatycznego zwarcia".

"W ostatnich dniach tej kampanii (Trump) sugerował, że wygrana Hilary Clinton spowoduje rozpoczęcie trzeciej wojny światowej. Nikt nie dał się zwieść tej sugestii. Ale czy on sam może doprowadzić do konfliktu? Myślę, że nie byłby do tego zdolny" - dodał Zapała.

Politolog przypomniał o tym, że w czasie kampanii Trump wypowiadał wiele ciepłych słów wypowiadał o rosyjskim prezydencie Władimirze Putinie, "o tym, że Rosja potrzebowała silnego lidera - być może po to, by pokazać, że USA również potrzebują silnego lidera". A - zdaniem Zapały - sprzyjałoby raczej konfrontacjom niż zacieśnianiu współpracy.

Zapała zauważył, że Trump - który w styczniu 2017 roku oficjalnie obejmie urząd prezydenta USA, "wciąż najpotężniejszego mocarstwa na świecie z największą armią, z największymi wydatkami na zbrojenia, gwaranta Sojuszu Północnoatlantyckiego", w kampanii wyborczej wygłaszał "niefortunne wypowiedzi dotyczące trwałości NATO i gotowości USA do przyjścia z pomocą" państwom, których bezpieczeństwo może być zagrożone, np. krajom nadbałtyckim czy Rumunii lub Polsce.

Trump jeszcze jako kandydat Partii Republikańskiej na prezydenta USA "zaczął stawiać warunki i zastanawiać się, czy ta odpowiedź (USA w ramach kolektywnej obrony sojuszników) będzie automatyczna". "Oczywiście nikt nie życzy sobie, aby NATO musiało udowadniać, że jest zwartym sojuszem, ale już same te słowa mogą budzić niepokój" - podkreślił politolog.

Jak dodał, "z punktu widzenia Polski Trump w trakcie tej kampanii dosyć zdawkowo, ale miło dla naszego ucha mówił, że kocha Polonię i naród polski, uważa, że nasz kraj jest wspaniały", jednak zdaniem Zapały nie jest jasne, czy "pójdą za tym konkretne posunięcia".

"O kilku rzeczach można powiedzieć, że +są na stole+: realizacja decyzji NATO z lipcowego szczytu w Warszawie, umiejscowienie amerykańskiej brygady pancernej w naszym kraju, decyzje o być może przyspieszeniu budowy tarczy antyrakietowej w Redzikowie. To wszystko mogą być kwestie, na które będzie musiała odpowiadać administracja Donalda Trumpa" - wskazał.

>>> Czytaj też: Amerykanista z UJ: Polska może stać się nie tyle sojusznikiem, co przeciwnikiem USA

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj