Wymagania Trumpa dotyczące wydatków obronnych członków NATO pozwolą Danii na zakup tuzina myśliwców F-35 oraz czterech fregat. Mogą jednak także zagrozić tamtejszemu cenionemu państwu opiekuńczemu.

W niedawno zakończonej kampanii wyborczej kandydat Republikanów wyraził wątpliwości co do tego, czy USA powinny stanąć w obronie członków NATO w obliczu obcej agresji, jeśli nie przeznaczają na zbrojenia co najmniej 2 proc. PKB. Stany Zjednoczone zmagają się z tym problemem od dawna. Jedynie kilka członkowskich państw NATO spełnia wymagania w zakresie wydatków obronnych. Stanowisko Trumpa jest jednakże pierwszym od czasu aneksji Krymu przez Rosję podważeniem zobowiązań sojuszniczych przez USA.

Z danych SIPRI wynika, że Dania po raz ostatni spełniła członkowskie zobowiązania pod koniec trwania zimnej wojny, kiedy radzieckie wojska stacjonowały w regionie Morza Bałtyckiego. Od tamtego czasu stosunek wydatków na zbrojenia do PKB spadał tam regularnie i w 2015 roku wyniósł jedynie 1,2 proc.

Główny ekonomista Nordea Banku Helge Pedersen oszacował, że zwiększenie wydatków obronnych przez Danię do wymaganego poziomu kosztowałoby kraj 15 mld koron. To kwota, jaką każdego roku Skandynawie wydają na wsparcie dla uniwersytetów albo przez 5 lat na wsparcie rodzin na dzieci.

Od czasu zakończenia zimnej wojny Dania zwiększyła swoje militarne zaangażowanie w wojskowych międzynarodowych misjach. Duńscy żołnierze i piloci stacjonowali między innymi w Afganistanie, Iraku, Kosowie, Libii i Syrii. Jednak wydatki obronne stanowią w Danii nadal niewielki odsetek wydatków socjalnych, czyli poniżej 1/25 – wynika z projektu rządowego budżetu na 2017 rok. Problemy krajowej obronności nie należą też w skandynawskim kraju do popularnych.

Minister Lars Lokke Rasmussen zobowiązał się do zwiększenia duńskiego wkładu w obronność NATO od najbliższego roku o 800 mln koron. Nie będzie to jednak łatwe zadanie. Minister obrony Peter Christensen skarży się, że rząd nie ma parlamentarnego poparcia w zakresie polityki finansowej.

Nie ulega wątpliwości, że - jak mówi Pedersen: „poziom deficytu budżetowego w Danii zbliża się do unijnych limitów”. – Nie ma szans na zwiększenie wydatków zbrojeniowych bez cięcia kosztów w innych obszarach – dodaje.

>>> Polecamy: "Twardogłowi zwolennicy amerykańskiego nacjonalizmu", czyli polityczna ekipa Trumpa