Palarnie kawy, nawet tak duże jak JM Smucker czy Jacob Douwe Egberts, dołączają do bazy blockchain za pośrednictwem Farmer Conncet, startupu wspieranego przez szwajcarską firmę handlującą kawą Sucafina i rozwijanego we współpracy z korporacją International Business Machines. Technologia, która zostanie przy tym wykorzystana, pozwoli ustalać pochodzenie kupowanych przez palarnie ziaren, a także ich cen w całym łańcuchu dostaw.

Będzie to przypominało cyfrową księgę przychodów i rozchodów, tylko że zamiast poszczególnych pozycji w budżecie, będzie można informować klientów o tym, gdzie kawa była uprawiana, następnie zmielona, dokąd wyeksportowana, skąd zaimportowana, gdzie palona – wszytko dzięki aplikacji Thank My Farmer. Zwolennicy etycznych zakupów będą mogli bezpośrednio wspierać te spośród projektów, które według nich najlepiej realizują ideę zrównoważonego rozwoju, a w przyszłym roku zostanie uruchomiona opcja bezpośredniego wsparcia finansowego konkretnego rolnika, który uprawia kawę.

Dyrektorzy palarni podkreślają, że chodzi im o zademonstrowanie tego, jak bardzo zależy im na zapewnieniu klientom dobrego produktu i transparentności – prawda jest jednak taka, że najbardziej zależy im jednak na samych klientach. A tym ostatnim zależy coraz bardziej na wpływie, jaki mają na środowisko.

Startup łączy w technologii blockchain różne podmioty i to jest szczególnie cenne. Widać to zresztą w wynikach finansowych: prezes Farmer Connect, Dave Behrends, zapowiedział, że firma planuje zarobić ok. 10-20 mln dolarów na koniec 2019 lub na początku 2020 roku. To nieźle jak na startup.

Przejrzystość może boleć

Farmer Connect nie jest właścicielem danych, które przekazują im firmy, więc jeśli chodzi o cenę – bardzo delikatny temat dla wielu biznesów – użytkownicy będą sami decydować, czy chcą zobaczyć wartości zakupów i sprzedaży. Oczekuje się, że ujawnić te wartości zechce 90 proc. użytkowników aplikacji, ale tylko 10 proc. z nich będzie w stanie zaakceptować kwoty, które zobaczy na starcie.

Firmy handlujące kawą zmagają się z niskimi marżami i coraz dłuższymi terminami płatności – to wynika z faktu, że palarnie się konsolidują. Niektórzy handlowcy mogą obawiać się ujawniać informacje o cenach. Behrends komentuje: „Niektóre z palarni domagają się okazywania dowodu na to, że handlarz zapłacił rolnikowi uczciwie. Myślę, że to dobrze, by handlowcy dzielili się takimi informacjami. Powinniśmy wiedzieć, czy rolnik otrzymał godziwą zapłatę. Z drugiej strony handlowcy boją się, że wykorzystają to palarnie i przez to całkiem uniemożliwią im nakładanie marż”.

Użycie blockchainu pomoże obniżyć koszty transakcji, ale dzielenie się danymi z bankami, które finansują przedsięwzięcia handlowe firm też może wpłynąć pozytywnie na osiąganie niższych stawek, uważa szef startupu.

To sytuacja, w której zyskują także rolnicy. Dla nich przewidziana jest osobna aplikacja, która będzie powiadamiać o płatnościach bezpośrednio od klientów, danych dotyczących sprzedaży oraz samej aplikacji. Usługa ta będzie gotowa w pierwszym kwartale przyszłego roku i pozwoli rolnikom sprawdzić, czy ceny sprzedaży podawane przez handlarzy są prawidłowe.

To z kolei jest świetnym rozwiązaniem z co najmniej dwóch powodów: przede wszystkim zweryfikowane dane wędrują do rolników, więc skończy się utrzymywanie, że firma zapłaciła uczciwie, podczas gdy tego nie zrobiła. A dla rolnika to także budowanie historii kredytowej, bo system pozwoli stworzyć cyfrową wersję historii produkcji i uzyskiwanych dochodów. Wielu rolnikom w Afryce umożliwi to zaciąganie pożyczek czy mikrokredytów po raz pierwszy w życiu.

>>> Czytaj też: Rozwiązania ekologiczne są drogie? Jeszcze droższe jest ich niestosowanie