Współzałożyciel Facebooka apeluje o rozbudowanie regulacji w celu rozwiązania największego jego zdaniem (i zdaniem jego topowego lobbysty Nicka Clegga) problemu polityki publicznej: jeśli tylko rządy będą w stanie zgodzić się na regulacje Internetu bez ograniczania wolności wypowiedzi, to sieć społecznościowa z zadowoleniem się do nich dostosuje.

Perspektywa ta nie jest niczym nowym i z punktu widzenia Europejczyków całkowicie błędnie diagnozuje problem: jest nim model biznesowy Facebooka, który konsumuje miliardy intymnych myśli i zachowań użytkowników w celu coraz lepszej personalizacji reklam. I to jest właśnie sfera, tak na marginesie, w której sieć społecznościowa wolałaby nie majstrować, biorąc pod uwagę związane z tym koszty.

Sądząc po 22-stronicowym dokumencie Facebooka na temat regulacji treści online i publicznych przemówień Zuckerberga, firma postrzega własne niepowodzenia jako zwykłe symptomy poważniejszej internetowej patologii. Gdyby organy regulacyjne mogły po prostu zdefiniować pojęcia „szkodliwych” i „nielegalnych” treści, wyznaczyć granice wolności słowa, określić cele kontroli jakości, które platformy internetowe powinny zastosować w procesie kontroli własnego kontentu (robiąc to na poziomie globalnym), to pozytywne efekty byłyby pewne.

Chodzi oczywiście ewidentnie o realizację własnego interesu. Wizja Facebooka podniosłaby (niby jako efekt uboczny) barierę wejścia na rynek, który już teraz jest zdominowany przez garstkę graczy, jego mniejszym konkurentom, a sam nadal czerpałby korzyści z efektu skali uzyskanego przez utrzymywanie „pod jednym dachem” Whatsappa i Instagrama. Facebook i Google uzyskały w 2018 roku łącznie ponad połowę sumarycznych przychodów z reklamy cyfrowej.

Jednolite uniwersalne regulacje byłyby idealnym rozwiązaniem dla globalnej firmy, która chlubi się miliardami użytkowników, szeregiem powiązanych ze sobą i uzależniających aplikacji, planującej wprowadzenie własnej cyfrowej waluty i która zamierza jeszcze bardziej zamknąć ludzi w swoim „ogrodzonym ogrodzie”. Wprowadzenie regulacji ograniczyłoby ryzyko „przenoszenia” danych (poza Facebooka – przyp. red.) ˗  nawet gdyby użytkownicy mieli możliwość opuszczania platformy i przeniesienia danych i kontaktów, to gdzie mieliby to zrobić? Facebook może być również szczęśliwy z przeforsowania ilościowych celów regulatorów i obarczenia ich realizacją 30 tys. oszołomionych i przeciążonych moderatorów treści. Nic dziwnego, że komisarz Thierry Breton odrzucił pomysły Zuckerberga jako „zbyt powolne” i „zbyt łagodne” w kontekście odpowiedzialności.

Prawdziwym martwym punktem firmy Zuckerberga jest jej model biznesowy, który jest właśnie tym, na co UE chce zwrócić uwagę. Mark Zuckerberg mówi, że nie może być odpowiedzialny za 100 miliardów elementów treści, ale to nie do końca prawda. Chodzi o to, że zatrudnienie niezbędnych do ich kontroli moderatorów i inżynierów byłoby bardzo bolesne i być może zagrażające dla opłacalności biznesu Facebooka. Teza Zuckerberga, że Facebook jest czymś pomiędzy gazetą a telekomunikacyjnym operatorem, jest dokładnie takim podejściem, jakie odrzucają europejscy regulatorzy: są oni bardziej skłonni postrzegać tę firmę jako świadczącą usługi finansowe, w której cenne depozyty konsumentów (inaczej dane osobowe) są wykorzystywane do czegoś, co ociera się o ryzykowną i spekulacyjną działalność taką jak spersonalizowana reklama i monopol. Systemowe ryzyko wymaga systemowej kontroli.

Na tym polega wyzwanie dla Brukseli. Do tej pory suma regulacyjnych działań wobec Facebooka przypomina, jak to określił jeden z pierwszych inwestorów tej firmy Roger McNamee, „byciem pogryzionym przez kaczki”. Cena akcji Facebooka spadła w zeszłym miesiącu po tym, jak wykazał on spowolnienie wzrostu i rosnące wydatki, ale od tamtego czasu rośnie. Jest to nadal firma o wartości 610 mld dol., ze skorygowaną marżą odsetkową na poziomie 35 proc., co daje przychody na kwartalnym poziomie 20 mld dol. Walka akcjonariuszy z kierownictwem firmy uderzyła w mur absolutnej kontroli Zuckerberga firmą. Pomimo wezwań niektórych amerykańskich polityków do rozbicia Facebooka, rośnie zbieżność interesów Zuckerberga z geopolitycznymi ambicjami Donalda Trumpa. Europejskie próby zwiększenia skuteczności opodatkowania technologicznych firm zaowocowały błyskawiczną handlową kontrą ze strony USA. Trump postrzega również działania Facebooka w zakresie usług finansowych jako czynnik wzmacniający siłę dolara.

>>> Polecamy: To miliarderzy dewastują klimat. Nie będą go jednak w stanie naprawić