Zano, czyli kieszonkowy dron, który zmieści się na dłoni zebrał ponad 2,3 mln funtów w datkach od użytkowników Kickstartera z Europy. To dwudziestokrotnie więcej, niż zakładano. Jednak pieniądze przepadły, projekt nie wypalił.

55 g wagi, po 65 mm szerokości i wysokości, kamera HD 5 megapikseli, bateria pozwalająca na 15-minutowy lot z prędkością ok. 40 km na godzinę, uproszczone sterowanie, autonomiczne funckje. I – co najważniejsze – cena, bo nie więcej, 140 funtów (ok. 820 zł). Tak w założeniu miał wyglądać biznesowy pomysł na kieszonkowego drona Zano brytyjskiej firmy Torquing Group.

Tyle teorii, bo w praktyce tak pięknie nie było. Zano wzbudził ogromne zainteresowanie wśród europejskich użytkowników Kickstartera. To serwis służący do finansowania społecznościowego. Korzystają z niego również polscy startupowcy.

W uproszczeniu działa następująco – biznesmen, który ma pomysł, lecz nie ma pieniędzy na start, przedstawia swój projekt kickstarterowej społeczności. Wyznacza kwotę, jakiej potrzebuje na start. A użytkownicy się zrzucają. Jeśli kwota nie zostanie zebrana po upływie określonego czasu, pieniądze wracają do użytkowników. W przeciwnym razie – firma bierze pieniądze i rozwija biznes. Użytkownicy w zamian za zrzutkę mogą liczyć na konkretne korzyści – w zależności od rodzaju oferty i kwoty, jaką wpłacili. Może to być pamiątkowy gadżet albo gwarancja otrzymania produktu zanim trafi do masowej sprzedaży.

Rekord w Europie

Wracając do Zano – ponad 12 tys. osób zrzuciło się na łączną kwotę ok. 2,3 mln funtów. To rekord jeśli chodzi o Kickstartera w Europie. Realizacja projektu wciąż odsuwała się w czasie. W końcu jasne stało się, że z kieszonkowych dronów nici. Użytkownicy zasypywali Kickstartera skargami, ten próbował wyciągnąć informacje od Torquing Group, lecz ta odpowiadała niechętnie i lakonicznie. W końcu zrobił coś, czego zwykle nie robi. Zapłacił dziennikarzowi Markowi Harrisowi, by ten sporządził raport w tej sprawie. Obie strony założyły, że ma być sprawiedliwie – choć Kickstarter płacił Harrisowi, ten miał przed publikacją dać zleceniodawcom raport do przeczytania, ale bez możliwości wprowadzania jakichkolwiek zmian. Dlatego obok Zano, od autora dostało się też Kickstarterowi.

>>> CZYTAJ WIĘCEJ: Stworzył biznes w 26 miesięcy. Sprzedał go za 200 mln

Ale po kolei. Zdaniem Harrisa pierwszym problemem był film promocyjny, jaki Torquing Group umieściła w ogłoszeniu na Kickstarterze. Był nadmiernie podkręcony, bo w momencie jego stworzenia prototyp Zano nie miał takich możliwości, jak sugerował materiał promocyjny. To nakręciło spiralę zainteresowania internautów. Nawiasem mówiąc, do dziś Zano takich możliwości nie ma, bo kilkaset urządzeń, jakie zdołali wyprodukować twórcy, dalece odbiegało od zapowiedzi. Krótsza żywotność baterii, brak możliwości nagrywania w wysokiej rozdzielczości, brak funkcji autonomicznych (np. śledzenia operatora).

Przesadzona reklama, brak kompetencji biznesowych

Problemów było więcej – brak kompetencji biznesowych twórców, wyższy niż zakładano koszt produkcji, niewłaściwie zainwestowane pieniądze. Ale – jak dowodzi Harris – intencje były szczere, twórcy nie chcieli po prostu oszukać wspierających. – Dyrektorzy Torquing źle zarządzali swoim biznesem, popełnili serię poważnych błędów i zbyt frywolnie wydawali pieniądze, ale nie znalazłem żadnych dowodów, że chcieli się zwyczajnie wzbogacić kosztem społeczności Kickstartera – napisał Harris.
Klient drugiej kategorii

Partia 600 dronów, które wyprodukowała Torquing Group została od razu przeznaczona do realizacji zamówień z przedsprzedaży, z pominięciem użytkowników Kickstartera (swoje drony otrzymało tylko czterech z nich). Firma była pod finansową presją, spóźniona, z tylko po części odpowiadającym opisowi produktem
Użytkownicy szeroko krytykowali Kickstarter, lecz widoki na zwrot pieniędzy są marne, bo nie bardzo jest z czego zwracać. Ci, którzy płacili kartą kredytową, mogą liczyć na zwrot w oparciu o brytyjskie przepisy, ale procedura jest czasochłonna. Reszcie Kickstarter odpowiada: przykro nam, ale my nie jesteśmy sklepem.

Dlatego społecznościowi inwestorzy muszą liczyć się z ryzykiem niepowodzenia. Jednak sam Harris w raporcie zwrócił uwagę, że nie tylko Kickstarter ale platformy finansowania społecznościowego ogółem powinny wypracować jasne modele postępowania w przypadku skomplikowanych technologicznie projektów, lub tych, przez które przewijają się ogromne pieniądze. Nawołuje też, by platformy te skuteczniej uświadamiały użytkowników o ryzyku. Także we własnym interesie.

Liczby są po stronie Kickstartera. Z 65 tys. projektów, na które udało się uzbierać zakładaną kwotę, tylko w przypadku 9 proc. z nich nie dostarczono tego, co obiecywano. Ale co z tego, skoro jedna spektakularna klapa, jak w przypadku Zano, może zrazić użytkowników do przyszłych projektów? A finansowanie społecznościowe to wspaniała, oddolna inicjatywa. To dzięki niemu powstał np. smartwatch Pebble, który zapoczątkował konsumencki boom na urządzenia ubieralne. Jego twórcy zebrali wówczas ponad 10 mln dol. Gdy zapowiedzieli, że wyprodukują nowszą wersję zegarka, zebrali dwukrotnie więcej pieniędzy – to kickstarterowy rekord wszech czasów.

>>> Czytaj też: Naftowe "cmentarzysko". Dlaczego firmy uciekają z Morza Północnego?

Platformy finansowania społecznościowego mają inny problem. Zano nie jest jedyną firmą, która pięknie uśmiecha się do internetowej społeczności, gdy potrzebuje pieniędzy, a potem traktuje ją jako klientów drugiej kategorii. W listopadzie zeszłego roku Kickstarter borykał się z podobnym problemem wizerunkowym. Chodziło o turystyczną lodówkę „Coolest Cooler”. Producent zamiast rozesłać towar użytkownikom Kickstartera, jak obiecał, wystawił go do normalnej sprzedaży na Amazonie. Kończyły się pieniądze na dalszą produkcję. Społecznościowi inwestorzy swoje produkty otrzymają w późniejszym terminie.

Inna sprawa, że „Cooler” to ewenement. Lodówka jak lodówka, tyle że wyposażona w ładowarkę do telefonów, głośnik, przemyślne skrytki i dodatki jak oświetlenie czy deska do krojenia. Jej pomysłodawcy zebrali ponad 13 mln dol., co jest drugim wynikiem w historii Kickstartera. Dlaczego? Nie wiadomo, bo wcześniej już ten projekt zgłosili, ale nie zebrał potrzebnych 125 tys. dolarów. Dopiero gdy za drugim razem poprosili o 50 tys. dol., zbiórka przerosła ich najśmielsze oczekiwania.