DeepSeek i koniec ery drogich modeli AI
Przez ostatnie dwa lata globalny rynek kapitałowy funkcjonował w oparciu o niemal dogmatyczny model „ekskluzywności AI”. Inwestorzy, skuszeni wizją cyfrowej rewolucji, bez mrugnięcia okiem płacili gigantyczną premię za niedobór, akceptując ograniczoną podaż chipów, astronomiczne koszty trenowania modeli oraz technologiczną przepaść dzielącą Dolinę Krzemową od reszty świata.
– Jednak pod tym szumem kryje się inne, znacznie groźniejsze ryzyko – nie makroekonomiczne, a strukturalne. Nie rodzi się ono w Waszyngtonie czy Frankfurcie, ale w Shenzhen, Pekinie i Szanghaju – mówi Marek Górniak Network Development Manager Freedom24.
To właśnie tam wykuwa się nowa rzeczywistość, w której sztuczna inteligencja przestaje być towarem luksusowym, a staje się masowym narzędziem o niskim progu wejścia.
Przełom nastąpił wraz z debiutem chińskich modeli, takich jak DeepSeek, które pod koniec 2023 roku wstrząsnęły fundamentami Doliny Krzemowej. Szok nie wynikał z faktu, że Chińczycy stworzyli coś jakościowo lepszego od rozwiązań OpenAI czy Google, ale z tego, jak drastycznie obniżyli koszty produkcji. Amerykański model rozwoju przemysłu AI opiera się na brutalnej sile: więcej procesorów graficznych (GPU) oznacza potężniejsze centra danych, co buduje wysoką barierę wejścia i pozwala na utrzymywanie niebotycznych marż. Chińczycy udowodnili, że istnieje alternatywna ścieżka. Zamiast dokładać kolejne tysiące układów scalonych, postawili na głęboką optymalizację architektury algorytmów, co przełożyło się na mniejszą liczbę operacji obliczeniowych i drastyczne cięcie cen. W efekcie, długoterminowa rentowność całego zachodniego łańcucha infrastruktury AI stanęła pod znakiem zapytania.
Dlaczego Chiny wygrywają z USA
Choć o sztucznej inteligencji myślimy zazwyczaj w kategoriach niematerialnych algorytmów, w rzeczywistości sektor ten stał się współczesną odmianą przemysłu ciężkiego, którego fundamentem nie jest stal, lecz energia elektryczna. Skala zapotrzebowania na prąd jest gigantyczna: wytrenowanie jednego dużego modelu językowego wymaga zużycia od 10 do nawet 30 milionów kWh prądu. W tym kontekście rywalizacja o dominację w dziedzinie AI przenosi się z laboratoriów badawczych na pole czystej ekonomii mediów energetycznych.
– Chiny zyskują na tym polu strukturalną przewagę kosztową, co oznacza, że mogą konkurować ceną, a nie jakością. Nie zmienia to technologii, tylko logikę inwestycyjną całego sektora – tłumaczy Marek Górniak.
Ta zmiana paradygmatu sprawia, że dotychczasowe modele wyceny spółek technologicznych, oparte na czystej innowacji, muszą zostać zweryfikowane przez pryzmat kosztów operacyjnych.
Analizy Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) oraz krajowych agencji energetycznych Chin i USA (stan na 2025 r.) obnaża głęboką dysproporcję kosztową między mocarstwami. Szacunkowy koszt wytrenowania jednego modelu w Państwie Środka zamyka się w przedziale od 0,6 do 2,4 mln dolarów. Dla porównania, średnia dla Stanów Zjednoczonych jest niemal dwukrotnie wyższa i wynosi od 1,2 do 4,8 mln dolarów. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w amerykańskich hubach technologicznych, takich jak Teksas czy Arizona, gdzie ze względu na specyfikę lokalnych rynków energii, koszt ten może wzrosnąć nawet do 6,6 mln dolarów. To przepaść, która pozwala chińskim podmiotom na agresywną ekspansję cenową.
– Wyświechtany frazes mówi, że historia kołem się toczy. Chiny wzięły go sobie do serca, bo z tego samego schematu korzystały już wcześniej. Mechanizm za każdym razem jest ten sam: powstaje nowa technologia dająca nadzieję na wysokie marże, Chiny adaptują pomysł, zwiększają produkcję, często rozwijając technologię czy proces, co przekłada się na szybszy spadek cen w stosunku do oczekiwań i zabija nadwyżkę zysków firm tworzących zaplecze infrastrukturalne – wyjaśnia Marek Górniak.
Czy Nvidia podzieli los Cisco
Obecna sytuacja na rynkach finansowych wykazuje uderzające podobieństwo do euforii z przełomu wieków, kiedy inwestorzy wierzyli, że to producenci hardware’u będą dożywotnio rozdawać karty w cyfrowej gospodarce. W 1999 r. symbolem tej dominacji był koncern Cisco, dostarczający infrastrukturę pod budowę Internetu, podobnie jak dziś Nvidia postrzegana jest jako niezastąpiony fundament rewolucji AI. Marek Górniak ostrzega jednak przed powielaniem błędów sprzed ćwierć wieku.
– Obecna sytuacja rynku AI przypomina tę z czasów bańki internetowej z lat 2000. W 1999 roku ufano, że hardware będzie zgarniać lwią część rynku. Jednak historia pokazuje, że gdy tylko technologia się upowszechnia, główne zyski przenoszą się od producentów infrastruktury do tych, którzy tworzą na jej podstawie produkt końcowy – mówi ekspert Freedom24.
Dzisiejsze wyceny liderów sektora, z Nvidią na czele, są de facto zakładem o trwanie stanu permanentnego niedoboru mocy obliczeniowej przez kolejne lata. Chiński scenariusz „sztucznej inteligencji pod strzechy” brutalnie weryfikuje te założenia, zamieniając deficyt w obfitość. W takim układzie nie musimy być świadkami załamania samej technologii. Biznes może nadal generować przychody, a technologia może się rozwijać, ale cena akcji spadnie, dostosowując się do nowych, znacznie niższych marż sektora, wymuszonych przez chińską konkurencję.
Beneficjenci taniej sztucznej inteligencji
Jeśli przewidywania dotyczące gwałtownej obniżki kosztów szkolenia i obsługi modeli AI się ziszczą, czeka nas fundamentalna rotacja kapitału na rynkach globalnych. W scenariuszu „taniej sztucznej inteligencji”, wartość ekonomiczna nieuchronnie przesunie się z rąk tych, którzy wykonują obliczenia, do tych, którzy dostarczają użytkownikowi końcowemu gotowy wynik i realną wartość biznesową. Największy potencjał wzrostu otwiera się przed sektorami usługowymi, platformami SaaS oraz rozwiązaniami wertykalnymi w branżach takich jak medycyna, logistyka czy finanse. Dla nich tańsze zasoby obliczeniowe oznaczają skokową poprawę ekonomiki jednostkowej: marże rosną, a bariera wejścia dla masowego klienta drastycznie spada.
– Być może największym ryzykiem na dzisiejszym rynku nie jest przecena sztucznej inteligencji jako technologii, ale to, że okaże się ona zbyt skuteczna i zbyt tania. A wtedy to nie sama sztuczna inteligencja będzie przeceniona, ale oczekiwania inwestorów co do jej beneficjentów – podsumowuje Marek Górniak.
O Freedom24
Freedom24 to broker giełdowy łączący europejskich klientów z głównymi międzynarodowymi rynkami kapitałowymi. Korzystając z własnej platformy, oferuje inwestorom dostęp do szerokiej gamy akcji, funduszy ETF, obligacji korporacyjnych i rządowych oraz opcji na akcje z USA na rynkach amerykańskich, europejskich i azjatyckich.
Freedom24 posiada licencję CySEC i działa w ramach regulacyjnych MiFID II, obsługując wszystkie państwa UE/EOG, z fizyczną obecnością w 10 krajach. Freedom24 jest europejską spółką zależną Freedom Holding Corp., międzynarodowej grupy finansowej działającej w Stanach Zjednoczonych, Europie i Azji Środkowej, notowanej na giełdzie Nasdaq. Platforma Freedom24 jest dostępna dla użytkowników z Polski od 2021 r., a biuro przedstawicielskie w Warszawie oferuje im wsparcie w języku polskim.
Więcej informacji na https://freedom24.com/
Zastrzeżenie:Twój kapitał jest narażony na ryzyko. Wyniki historyczne nie zapewniają przyszłych rezultatów i nie ma gwarancji, że jakakolwiek strategia inwestycyjna osiągnie swoje cele. Przed podjęciem decyzji inwestycyjnej należy samodzielnie przeanalizować sytuację i rozważyć konsultację z wykwalifikowanym doradcą finansowym. Dostęp do niektórych instrumentów finansowych może wymagać przeprowadzenia testu odpowiedniości. Spółka może brać udział w obrocie instrumentami opisanymi w materiale jako strona transakcji lub dostawca płynności. Jednocześnie prezentowane rekomendacje i informacje mają charakter niezależny i nie są powiązane z jej pozycjami