Morska energetyka wiatrowa jest uznawana obecnie za najefektywniejsze bezemisyjne źródło odnawialnej energii. Decydują o tym warunki naturalne – przede wszystkim – ujmując rzecz najprościej – na morzu wiatr wieje częściej niż na lądzie – nawet przez 90 proc. roku. Po drugie powstają tam znacznie potężniejsze instalacje – bo nie ma zagrożenia, że komuś będzie przeszkadzał zbyt wysoki wiatrak. Z tego samego powodu farmy wiatrowe na morzu mogą mieć znacznie większą powierzchnię niż na lądzie, a zatem i znacznie większą moc niż farmy wiatrowe na lądzie.
Nieprzypadkowo zatem ten rodzaj energetyki przeżywa prawdziwy boom. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego globalny rynek farm wiatrowych rósł ostatnio średniorocznie o 24 proc., osiągając w 2019 r. 29,1 GW mocy zainstalowanej. Nowe instalacje powstałe w 2019 r. miały moc 6,1 GW, znacząco przebijając rekordowe wyniki z dwóch poprzednich lat (4,5 i 4,3 GW). W samej tylko Europie moc zainstalowana morskich farm wiatrowych na koniec 2019 r. wynosiła ok. 22 GW (23,2 GW na koniec 1 półrocza 2020 r.). W 2019 r. przyrost mocy w Europie wyniósł rekordowe 3,6 GW, co oznaczało wzrost o ok. 20 proc. rok do roku.
Szansa dla Polski
Trudno nie wykorzystać takiego potencjału, jakim dysponuje Polska. Bałtyk to jeden z najlepszych akwenów jeśli chodzi o warunki dla offshore’u. Jest stosunkowo i są na nim niskie fale, co ułatwia budowę i eksploatację wiatraków, a jednocześnie wieją na nim wiatry gwarantujące efektywność przedsięwzięcia. Ten kierunek wpisuje się też w założenia Europejskiego Zielonego Ładu – czyli osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 r. Dla takich krajów jak Polska, gdzie energetyka, przede wszystkim ze względów historycznych, oparta jest na węglu, oznacza on prawdziwą gospodarczą rewolucję i potrzebę szukania innych, bezemisyjnych źródeł energii.
Tylko realizowana przez PKN Orlen farma wiatrowa ma mieć moc do 1,2 GW, to więcej niż oddane w ostatnich latach najnowsze konwencjonalne bloki energetyczne w Jaworznie i Kozienicach (odpowiednio 910 i 1075 MW). W przypadku innych polskich projektów mówimy o podobnych wielkościach. Inwestycja Orlenu to także połowa mocy całej krajowej fotowoltaiki przeżywającej w ostatnich latach boom za sprawą rządowego programu „Mój Prąd”. Morska energetyka wiatrowa daje zatem szanse na stosunkowo szybką i znaczącą zmianę tzw. miksu energetycznego, czyli struktury źródeł energii.
Potencjał morskiej energetyki na Bałtyku oceniany jest na ok. 11 GW do 2040 r., a szacowana łączna wartość inwestycji w morskie projekty wiatrowe to nawet 160 mld zł. Owszem, to bardzo kosztowne inwestycje, ale zwracają się z nawiązką.
Krok po kroku
Polskie wiatraki jeszcze nie stoją na Bałtyku, prace się jeszcze nie rozpoczęły, ale wielkimi krokami zbliżamy się nie tylko do rozpoczęcia inwestycji, ale i do jej zakończenia. Pamiętamy przy tym, że są to naprawdę duże projekty, których przygotowanie jest czasochłonne – nie tylko pod względem inżynierskim, ale również administracyjnym i finansowym.
I w tym zakresie dzieje się naprawdę sporo. Spójrzmy na projekt Orlenu. Koncern prowadzi prace poprzez spółkę Baltic Power, która posiada koncesję na budowę farm wiatrowych o maksymalnej łącznej mocy do 1,2 GW. Ich obszar, o łącznej powierzchni ok. 131 km kw., zlokalizowany jest ok. 23 km na północ od linii brzegowej na wysokości Choczewa i Łeby.
W lipcu 2020 r. do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Gdańsku została dostarczona dokumentacja z wnioskiem o wydanie decyzji środowiskowej dla farmy. Niby tylko jeden wniosek, ale trzeba uświadomić sobie, że badania niezbędne do przygotowania raportu środowiskowego trwały 17 miesięcy i obejmowały ok. 323 km kw.
Badania – poza uzyskaniem decyzji administracyjnej – umożliwiły również przejście do kolejnego etapu realizacji farmy wiatrowej – projektu. We wrześniu ub.r. płocki koncern wybrał firmę, która ma go opracować. To brytyjska firma ODE (Offshore Design Engineering Ltd.), która ma ponad dwudziestoletnie doświadczenie w branży offshore. Projektuje morskie farmy wiatrowe dla największych koncernów i inwestorów na świecie. Realizowane przez nią przedsięwzięcia to m.in. niemal 8 GW mocy na wodach Wielkiej Brytanii, 3,2 GW na terenie mórz Europy Północnej oraz w innych częściach świata, gdzie powstaje kolejne 2,6 GW mocy wytwórczych zaprojektowanych przez ODE.
Za względu na skalę działań projekty morskich farm wiatrowych rzadko kiedy realizuje jedna firma, najczęściej są w to zaangażowane konsorcja. To tym bardziej słuszny kierunek w przypadku polskich firm, dla których morska energetyka wiatrowa to jednak nowy obszar działalności biznesowej.
Pod koniec stycznia 2021 r. płocki koncern zdecydował, że kanadyjska firma Northland Power zostanie jego partnerem branżowym przy realizacji projektu morskiej farmy wiatrowej na Bałtyku. Współpraca zakłada przygotowanie, budowę i eksploatację. Kanadyjska spółka obejmie w niej docelowo 49 proc. udziałów w spółce odpowiedzialnej za projekt. Wybór partnera otwiera drogę do konkretnych już rozmów na temat finansowania tej inwestycji. Wstępne szacunki wskazują, że całkowity koszt to co najmniej kilkanaście miliardów złotych.
Orlen poinformował, że rozpoczęcie budowy zostało zaplanowane na 2023 r., a oddanie instalacji do użytku na 2026 r. Apetyty Orlenu nie kończą się na jednym przedsięwzięciu. Oprócz obecnie rozwijanego projektu morskiej farmy firma ma w planach rozbudowę portfela morskiej energetyki wiatrowej poprzez rozwój projektów, akwizycje lub konsolidację rynku.
Szerokim frontem
Inne firmy też nie zasypiają gruszek w popiele. Partnera znalazła również Polska Grupa Energetyczna. PGE i duński Orsted podpisały umowę o utworzeniu spółki joint-venture dla budowy dwóch morskich farm wiatrowych na Bałtyku. Orsted obejmie połowę udziałów w projektach PGE Baltica 3 oraz Baltica 2 za 657 mln zł.
Zamknięcie transakcji jest przewidywane w I kw. 2021 r., pod warunkiem uzyskania zgody regulatora. Najbardziej zaawansowany z projektów – Baltica 3, może zacząć produkować energię elektryczną w 2026 r. Ma planowaną moc rzędu 1 GW. Baltica 2 ma mieć moc rzędu 1,5 GW.
Dwa projekty PGE, które zostaną zrealizowane wspólnie z Orstedem, zapewnią zieloną energię 4 mln gospodarstw domowych i pozwolą uniknąć emisji ponad 8 mln ton CO2 rocznie.
Polenergia już wcześniej jako partnera pozyskała norweskiego Equinora. Wspólnie zrealizują trzy energetyczne projekty na Morzu Bałtyckim. Dysponują dwiema prawomocnymi decyzjami środowiskowymi na budowę MFW Bałtyk III oraz MFW Bałtyk II, umową przyłączeniową i ważną decyzją środowiskową na budowę infrastruktury przesyłowej. MFW Bałtyk I ma zaś ważne pozwolenie na lokalizację oraz uzyskane warunki przyłączenia od operatora systemów przesyłowych.
W styczniu PGE, Tauron i Enea ogłosiły, że utworzą spółkę celową dla budowy kolejnych farm, które miałyby powstawać w końcu lat 30. XXI w.
Nowa branża
Na rozwój morskiej energetyki wiatrowej należy jednak patrzeć nie tylko poprzez pryzmat celów klimatycznych (chociaż oczywiście są ważne), ani nawet poprzez zaangażowanie wiodących koncernów energetycznych. To całkiem nowa branża, która może stać się impulsem rozwojowym dla całej gospodarki.
Z szacunków Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej wynika, że już budowa 6 GW na Bałtyku (a docelowe plany są wszak większe) stworzy 77 tys. miejsc pracy, wygeneruje ok. 60 mld zł wartości dodanej do PKB i 15 mld zł wpływów z tytułu podatków CIT i VAT. Według PSEW z maja 2019 r., przedsiębiorstwa działające w tej branży w Polsce mogą dostarczyć do 50 proc. komponentów potrzebnych do zbudowania morskich farm wiatrowych. Obecnie większość tych podmiotów jest nastawiona na eksport, natomiast skala ich działalności mogłaby być zdecydowanie większa, gdyby otworzył się dla nich rynek krajowy.
PKN Orlen wychodzi naprzeciw tym oczekiwaniom. W grudniu ubiegłego roku koncern zorganizował Offshore Wind Supply Chain Meeting 2020 – pierwsze z serii zaplanowanych spotkań dla dostawców zainteresowanych potencjalną współpracą w ramach łańcucha dostaw dla morskiej farmy wiatrowej Baltic Power. Jego uczestnicy mogli dowiedzieć się m.in., jak wyglądają plany rozwoju morskiej energetyki wiatrowej koncernu w kontekście nowej strategii ORLEN2030, poznać założenia projektu morskiej farmy wiatrowej Baltic Power oraz najważniejsze informacje na temat procesów zakupowych związanych z realizacją tej inwestycji.
Otwierają się również możliwości wyjścia firm-poddostawców na inne rynki. Jesienią ubiegłego roku została podpisana przez Komisję Europejską i ministrów Polski, Danii, Estonii, Finlandii, Litwy, Łotwy, Niemiec i Szwecji „Deklaracja Bałtycka na rzecz Morskiej Energetyki Wiatrowej”, która inauguruje ścisłą współpracę krajów regionu Morza Bałtyckiego. Celem jest przyspieszenie rozwoju mocy wiatrowych na Bałtyku, skoordynowanie i zoptymalizowanie działań prowadzących do wykorzystania w pełni energetycznego i gospodarczego potencjału morza.
Minister klimatu Michał Kurtyka zwrócił przy tej okazji uwagę na duży potencjał energetyczny Bałtyku szacowany przez WindEurope na 83 GW, a według Komisji Europejskiej przekraczający nawet 93 GW w 2050 r. (w zależności od zastosowanej metodologii). Tym samym akwen ten stanie się drugim pod względem potencjału energetyki morskiej zbiornikiem w Europie, zaraz po Morzu Północnym.
Wielu ekspertów podkreśla, że Polska ma szansę zyskać miano lidera w rozwoju morskich farm na Bałtyku. W raporcie WindEurope oszacowano, że do 2050 r. moglibyśmy postawić na morzu elektrownie o mocy 28 GW. To jedna trzecia mocy, które mogą powstać w tym akwenie.
Morskie inwestycje to wielka szansa dla gospodarki. Największymi beneficjentami będą m.in. stocznie, przemysł stalowy i metalowy; rozkwitną też firmy usługowe i serwisowo-instalacyjne. Wiele z nich zdobyło już doświadczenie, wykonując zamówienia dla firm stawiających morskie wiatraki w innych krajach.
ads
Partner
Materiały prasowe