Forsal logo

Influencer w aureoli. Dlaczego reklamy są jeszcze legalne?

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
5 czerwca 2022, 08:59
Dziecko przed telewizorem
<p>Dziecko przed telewizorem</p>/shutterstock
Reklamy ubarwiają, przekręcają, manipulują, a nawet wprowadzają w błąd. Dlaczego w ogóle są jeszcze legalne? Bo są konieczne.

Kobiety potwierdzają szybkość działania tabletki – zapewnia miła pani w białym kitlu występująca w spocie reklamowym. Podsumowuje w ten sposób „badanie” przeprowadzone przez producenta leku przeciwbólowego, który poprosił grupę kobiet o zmierzenie, ile czasu upłynęło od połknięcia kapsułki w momencie silnego bólu do ustania dolegliwości. Dlaczego o tym piszę? Bo od 2023 r. takie reklamy będą w Polsce nielegalne (20 kwietnia prezydent podpisał w tej sprawie ustawę). Aktorzy nie będą już mogli wcielać się w medyków czy farmaceutów. Jak zapewnia ustawodawca, to wyraz „troski o dobro pacjenta”, do którego powinny docierać wyłącznie „rzetelne reklamy”. Czy to oznacza, że w reklamach leków będą mogli pojawiać się tylko prawdziwi lekarze? Nie. Już teraz kodeks etyki lekarskiej zakazuje im wykorzystywania swojego nazwiska i wizerunku do celów komercyjnych.

Nowa ustawa wprowadza w reklamach leków także inne ograniczenia, m.in. zakaz powoływania się w nich na pozytywne opinie konsumentów. Uderzy to najsilniej w influencerów promujących preparaty, które rzekomo pomogły im zwalczyć rozmaite dolegliwości. A zatem koniec z fitmamami z Instagrama reklamującymi lewoskrętną witaminę C. Jarosław Jakimowicz nie będzie już mógł w telewizji wychwalać działania „leku” na potencję.

Mój trener przyklaskuje takim regulacjom. Za każdym razem przeklina, gdy widzi w TV, jak uśmiechnięta pani ubrana cała na biało przekonuje, że właśnie ta tabletka to jedyny skuteczny sposób na odchudzanie. Zresztą nie znam chyba nikogo, kto uważałby reklamy za pożyteczne i wartościowe. Większość z nas sądzi, że reklamodawcy ubarwiają zalety produktów i milczą o ich wadach, a przede wszystkim uciekają się do kłamstw i manipulacji, abyśmy chcieli wydawać pieniądze na ich specyfiki. A media i eksperci utwierdzają nas w tym przekonaniu.

Autor jest publicystą i wiceprezesem Warsaw Enterprise Institute

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Sebastian Stodolak
Sebastian Stodolak

Publicysta ekonomiczny Dziennika Gazety Prawnej, wiceprezes Warsaw Enterprise Institute, absolwent filozofii na Uniwersytecie Warszawskim oraz Podyplomowego Studium Systemu Finansowego i Polityki Monetarnej PAN. W przeszłości jego artykuły ukazywały się na łamach tygodników „Wprost” oraz „Newsweek”. Zdobywca wyróżnienia w XV edycji konkursu im. Władysława Grabskiego za pracę z dziedziny polityki pieniężnej. W 2017 r. został laureatem  Nagrody Centrum im. Adama Smitha im. Krzysztofa Dzierżawskiego za „promowanie wolności i zdrowego rozsądku.” Poza pracą dziennikarską, jest także wokalistą heavymetalowego zespołu Scream Maker, z którym wydał 5 płyt i zagrał ponad 400 koncertów, w tym 6 tras w Chinach.  

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraAtom mógłby zatrzymać zmiany klimatyczne. Dlaczego jest sabotowany od lat 70. XX wieku? »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj