W Nigerii serwis internetowy Siergieja Mawrodiego notował więcej odwiedzin niż Facebook. W MMM zarejestrowały się tam 3 mln ludzi. Skrót jest tam rozwijany jako Mavrodi Mundial Moneybox (globalna skarbonka Mawrodiego). Reklamuje się jako sieć samopomocy. Oficjalnie uczestnicy systemu po prostu pomagają sobie wzajemnie finansowo. Mawrodi nie ukrywa, że pieniądze na wypłaty pochodzą z wpłat kolejnych członków. Piramida jest więc skazana na upadek, gdy tylko przestanie przyciągać nowych klientów. Tak stało się już np. w Zimbabwe, a i w Nigerii w grudniu 2016 r. zawieszono wypłaty. MMM wciąż działa w kilkunastu innych państwach.

By utrudnić pracę niesprawnych afrykańskich regulatorów rynku finansowego, pieniądze wpłacane przez uczestników są natychmiast wymieniane na bitcoiny. Elektronicznej waluty nie kontrolują bowiem ani państwowe urzędy, ani banki centralne. Za bitcoiny uczestnicy MMM kupują mavro, wymyśloną przez Mawrodiego pseudowalutę. W Rosji w latach 90. mawrodiki – jak je potocznie nazywano – były drukowane. W nowoczesnym e-świecie wystarczy forma online. Mavro kupuje się od innych użytkowników, a przekazane im w zamian bitcoiny są księgowane na ich kontach jako „okazana pomoc”. W ciągu miesiąca kwota wyliczona w mavro rośnie o 30 proc. (MMM lojalnie przy tym ostrzega, że pieniądze można także stracić). Wówczas użytkownik sprzedaje je („pozyskuje pomoc”) kolejnej ofierze za odpowiednio większą kwotę bitcoinów, które z kolei wymienia na lokalną walutę.

Kiedy piramida zaczyna się sypać, bo przestaje rosnąć w odpowiednim tempie, Mawrodi wstrzymuje wypłaty, a o krach oskarża wrogie media i polityków. „Po co podsycacie histerię i prowokujecie panikę? Zostawcie MMM w spokoju i dajcie nam pracować” – apelował w liście otwartym do nigeryjskich mediów kilka dni przed wstrzymaniem wypłat. Aby jak najbardziej opóźnić krach, wymyślono specyficzny system zdobywania klientów. Jak pisze portal Lenta.ru, po pierwszej wypłacie każdy użytkownik musi napisać „letter of happiness”, pismo szczęścia, w którym dziękuje Mawrodiemu za możliwość zarobku. Niektórzy anglojęzyczny skrót LOH interpretują jako rosyjskie słowo „łoch”, czyli frajer.

Mawrodi twórczo rozwinął pomysł z 1994 r. Wówczas MMM interpretowano jako My Możem Mnogoje (wiele możemy). Wówczas mawrodiki były drukowane na podobieństwo sowieckich rubli, a zamiast portretu Lenina widniał na nich wizerunek twórcy piramidy. Ceny mawrodików, które oszust brał z sufitu i publikował we własnej gazecie, w ciągu półtora roku wzrosły 127-krotnie. Notowania miały się kojarzyć z notowaniami giełdowymi, równie nowymi dla poznających dopiero kapitalizm Rosjan. System był zarządzany na wzór rzymskich legionów. Rachunki 10 osób kontrolowali dziesiętnicy, działalność 10 z nich – setnicy, dalej byli tysięcznicy i dziesięciotysięcznicy. Jeśli inwestor chciał wycofać udziały, dziesiętnik wypłacał należność z rachunków innych ofiar. Gdy środków brakowało, pomagali setnicy itd.
Gdy po kilku miesiącach model przestał się spinać, ceny mawrodików z dnia na dzień „spadły” do pierwotnego poziomu. Oszukano kilkanaście milionów Rosjan. Słabe i biedne wówczas państwo nic nie mogło zrobić, bo ludzie wpłacili do MMM równowartość jednej trzeciej ówczesnego budżetu Rosji. Dla wielu Rosjan Mawrodi pozostał jednak bohaterem represjonowanym przez państwo. Udało mu się nawet wejść do parlamentu. Pomagały mu znakomity PR i wyczucie nastrojów społecznych; MMM zasłynął choćby wykupieniem na jeden dzień darmowych przejazdów moskiewskim metrem. W 2007 r., po wielu latach procesów sądowych, Mawrodi usłyszał wyrok 4,5 roku więzienia. Na poczet kary zaliczono mu okres przesiadywania w areszcie, w którym spędził… 6,5 roku.

W 2011 r. otworzył nową piramidę, MMM-2011. Tym razem był ostrożniejszy. „Ostrzeżenie! To piramida finansowa! Uczestnicząc w niej, skrajnie ryzykujecie i możecie utracić w dowolnym momencie wszystkie swoje pieniądze. Proszę o tym nie zapominać!” – można było przeczytać na jego blogu, na którym codziennie publikował notowania mawrodików. Znów zaufały mu miliony. Piramida padła po kilkunastu miesiącach, ale Mawrodi próbował zdyskontować popularność, zakładając w Rosji i na Ukrainie partie polityczne, oczywiście o skrócie MMM. Nad Dnieprem skrót rozwinięto jako My Majemo Mużnist (mamy odwagę), a jednym z najważniejszych działaczy ugrupowania był szerzej nieznany Denys Puszylin. Trzy lata później Puszylin stanął na czele samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej. Polityczne wcielenia

Reklama

Mawrodiego były jednak tylko cieniem firmowanych przez niego machin finansowych.

W warunkach afrykańskich, przy słabych instytucjach i niesprawnym systemie sprawiedliwości, rozbudowany system piramid finansowych obiecujących natychmiastowe wzbogacenie się grozi poważnymi skutkami społeczno-politycznymi. Historyczne analogie można odnaleźć w europejskiej Albanii. W 1997 r. miejscowe piramidy, wspierane niemal oficjalnie przez polityków, obiecywały po kilkadziesiąt procent zysków w skali miesiąca. Albańczycy oddali im równowartość 1,2 mld dol. Po ich upadku doszło do buntu oszukanych i wojny domowej, która pochłonęła 2 tys. ofiar śmiertelnych. Porządek udało się zaprowadzić dopiero dzięki interwencji NATO. Broń, którą Albańczycy w międzyczasie rozkradli z magazynów wojska i policji, podsyciła potem konflikty w Kosowie i Macedonii.