Forsal logo

Pandemia przyspieszyła moszczenie finansowych poduszek. Kto zyskał, kto traci?

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
12 lutego 2021, 22:00
pieniądze koronawirus
<p>Pandemia zmieniła nasze nastawienie do wydatków</p>/ShutterStock
Po prawie roku z koronawirusem czas zapytać o budżety. Nie wielkie, państwowe, tylko te domowe. Kto zyskał, kto traci?

W tej sprawie można się powołać na Stefana Kisielewskiego albo na Haška. Jesteśmy gdzieś między „To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać” a „Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było. Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było”.

– Na początku pandemii, gdy nagle wszyscy zostaliśmy uziemieni, musieliśmy zabijać czas. Pojawiały się pomysły, że teraz w końcu nadarza się okazja nadrobić zaległości, choćby te w oglądaniu filmów – mówi dr Roland Zarzycki, socjolog i matematyk z Collegium Civitas. Z kolejnymi miesiącami przeszliśmy od zabijania czasu do bardziej kreatywnego działania. – Okazało się, że za usługi, które kosztowały nas niemało (wynajęcie ekipy murarskiej, opłacenie obiadu w restauracji), nie trzeba płacić ani złotówki. Pod warunkiem, że sami zakaszemy rękawy. Miało to dla domowych budżetów wymiar nie tylko stricte ekonomiczny, ale i uznaniowy: skoro nie możemy liczyć na pochwały w biurze (bo praca zdalna) czy od znajomych (ograniczona możliwość spotkań), łakniemy pochwał od bliskich – dodaje Zarzycki. I precyzuje: – Jak bardzo to ważne, opisał już przeszło pół wieku temu w swojej analizie Eric Berne. Mówił o „teorii głasków”, które są podstawowym bodźcem warunkującym ludzkie zachowanie. Owe głaski są niezbędne. I gdy wysycha jedno ich źródło, szukamy innego.

Trzeba się jakoś urządzić

Może nie głaski, ale słowa uznania zbiera od sąsiadów Karolina Śliwicka. Przynajmniej odkąd nauczyła się piec chleb i dzieli się nim z innymi. Pytana o domowy budżet, kalkuluje. – Dwa lata temu zaprogramowałam stały przelew z głównego konta na subkonto nazwane szumnie „moje cele”. 300 zł, które piątego dnia każdego miesiąca przybliża mnie do celu, jakim jest uzbieranie 35 tys. zł oszczędności – opowiada.

Pracuje w dużym mieście jako menedżer – wcześniej kawiarni i klubów, teraz sklepu związanego z popularną sieciówką. Nawyk oszczędzania wyrobiła w sobie po tym, jak po raz kolejny musiała szukać pracy. Ostatnim razem, gdy jej były szef zwinął interes po nieudanym eksperymencie powiązania kafejki z czytelnią. Okazało się, że nawet najlepsza kawa i dobra książka nie przyciągną tylu klientów, by biznes się opłacił. Karolina potrzebowała kilku miesięcy, by zakotwiczyć się w nowym miejscu. To był chudy finansowo czas, dlatego postanowiła wypracować poduszkę finansową na wypadek, gdyby sytuacja się powtórzyła.

– Równowartość sześciu pensji odłożona na czarną godzinę to podstawa, by czuć się bezpieczniej – mówi. Pandemia nie zmieniła w niej tego zwyczaju. Przeciwnie, utwierdziła ją tylko w przekonaniu, że dobrze robi. – Paradoksalnie dziś idzie mi łatwiej – dodaje. Mieszka w wynajętym mieszkaniu z narzeczonym, nie mają dzieci. To, co na początku uznawali za dolegliwość – np. brak możliwości pójścia do restauracji czy siłowni – dziś traktują jako rzeczywistość, w której trzeba się urządzić (patrz: Kisielewski).

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Magazyn - eDGP
Zapisz się na newsletter
Zapisz się na newsletter Forsal.pl „Finanse osobiste” i otrzymuj najważniejsze informacje finansowe, które mogą wpłynąć na Twoje finanse osobiste.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj