Każdy inwestor mniej lub bardziej doświadczony bez zastanowienia powie nam, że nie inwestuje się w instrumenty finansowe, których się nie rozumie. To jedna z podstawowych zasad, która może nas uchronić przed niemałymi stratami.

Jeśli czegoś nie rozumiemy, powinniśmy zachować szczególną ostrożność. A jeśli podejmujemy ryzyko – musimy być jego w pełni świadomi i brać odpowiedzialność za nasze decyzje. Zdarza się jednak, że jesteśmy celowo wprowadzani w błąd. Tu pojawia się pytanie: czy można było uniknąć problemów z nietrafioną inwestycją lub kradzieżą środków, gdybyśmy byli bardziej świadomymi inwestorami?

Stosujmy dobre praktyki…

…podczas inwestowania, z których część wiąże się bezpośrednio z prawami, na których opiera się rynek finansowy. I tak, zależność: czym wyższa stopa zwrotu, tym wyższe ryzyko – jest tą podstawową regułą, która pozwala na ocenę już na wstępie, bez pogłębionej analizy, czy daną inwestycję można zaliczyć do grona bezpiecznych, czy wręcz przeciwnie – wiąże się ona z ryzykiem straty zainwestowanego kapitału.

W tych kilku słowach zawiera się naprawdę wiele informacji. Jeśli stopa wolna od ryzyka wynosi – powiedzmy – 1,5 proc. (np. obligacje Skarbu Państwa), to w przypadku inwestycji, która oferuje zwrot na poziomie, chociażby, 10 proc., trudno mówić o bezpiecznym lokowaniu pieniędzy. A jednak w reklamach tego typu obietnice i „gwarancje” nie tylko stopy zwrotu, ale też bezpieczeństwa zainwestowanego kapitału się zdarzają stosunkowo często i zdecydowanie zbyt często. Odnosząc się do wspomnianej zasady i powiązaniu ryzyka z dochodowością danej inwestycji, już na wstępie możemy stwierdzić, że coś tu jest nie tak.

Jeśli napiszemy, że nie ma czegoś takiego jak pewny dochód czy gwarantowany zysk, nie miniemy się z prawdą. Nieraz przestrzegały przed tym Komisja Nadzoru Finansowego i Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. I to niezależnie od tego, czy myślimy o lokowaniu kapitału w produkty finansowe, czy może nieruchomości lub dzieła sztuki – każda inwestycja wiąże się z ryzykiem.

Ostrożnie z obietnicami szybkiego zysku

Do produktów z obiecaną, ponadprzeciętnie wysoką stopą zwrotu trzeba podchodzić z dużą ostrożnością. Może to być piramida finansowa lub próba oszustwa. Niewykluczone też, że wysokie ryzyko może nie być wprost wskazane lub niedokładnie opisane. Tak jest chociażby w przypadku internetowych reklam nakłaniających do inwestowania w opcje, kontrakty terminowe na waluty czy tak popularne ostatnimi czasy kryptowaluty lub NFT (Non-Fungible Token), czyli w token cyfrowy oparty na technologii blockchain, który – raz zapisany – nie podlega już zmianie. Wykorzystywany jest on np. do inwestowania w cyfrową sztukę. Często w reklamach w oczy bije perspektywa szybkiego bogactwa, a nie prawdopodobieństwo straty wszystkich pieniędzy.

W przypadku kryptowalut problemem jest wysoka zmienność kursu, dochodząca do kilku, a nawet kilkunastu procent w ciągu jednego dnia. Jest to też rynek nieregulowany – nie jest on częścią rynku finansowego w rozumieniu ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym, przez co nie jest też nadzorowany przez KNF. W odniesieniu do NFT natomiast ryzyko wiązać należy nie tylko ze zmiennością, ale również z trudnością w wycenie danego tokena (według jakich zasad?) czy płynnością (czy ktoś odkupi taki unikatowy cyfrowy obraz od nas?).

Ryzyko straty kapitału nie jest jednak zarezerwowane wyłącznie dla nowych i nie do końca zrozumianych jeszcze instrumentów finansowych. Będzie ono tak samo wysokie w przypadku produktów z wbudowaną dźwignią finansową. Nawet niewielka zmiana kursowa może przełożyć się na dużą stratę; brak rozwagi w inwestowaniu może natomiast prowadzić nawet do wyzerowania rachunku. Z danych KNF wynika, że 77,7 proc. grających na rynku Forex poniosło w 2020 r. straty, łącznie na kwotę 1,19 mld zł. Stracić też można na inwestycji w akcje (np. gdy kurs spada po opublikowanych danych kwartalnych) lub obligacje korporacyjne (np. gdy spółka bankrutuje).

Problem jest jednak o wiele szerszy. Zdarza się bowiem, że do promocji ryzykownych instrumentów lub działań niezgodnych z prawem wykorzystywane są np. słowa takie jak lokata lub sformułowania „bezpiecznie jak w banku” czy podobne, a które niewiele mają z tym instrumentem czy instytucją wspólnego. Jest to zabieg celowy – co do zasady przecież – lokaty traktowane są przez nas jako instrument w pełni bezpieczny. Wywołanie poczucia symetrii jest tu zamierzoną praktyką i nierzadko przynoszącą oczekiwane efekty. Produkty oferujące jednocześnie dochodowość rzędu 10 proc. i gwarancję ochrony kapitału mogą kusić w czasach, gdy stopy procentowe są niskie, ale pamiętajmy, że nie mają one nic wspólnego z bezpieczeństwem lokat. Ponadprzeciętnego zysku bez ryzyka być nie może – powtórzmy to bardzo wyraźnie.

Świadomy konsument-inwestor

Jak ustrzec się przed oszustami? Jak nie dać się złapać w inwestycję, która nie będzie dopasowana do naszym potrzeb? Dobrze jest pamiętać o kilku zasadach.

Po pierwsze, pośpiech nie jest w inwestycjach naszych sprzymierzeńcem. Bez wątpienia spotkasz się z opiniami, że inwestycyjny „pociąg odjeżdża” i jest to już ostatnia szansa, żeby do niego wskoczyć. Bez szybkiej decyzji ominą nas niebotyczne zyski, bogactwo i szansa – jedyna w swoim rodzaju – na realizację planów. W praktyce powinien być to dla nas sygnał ostrzegawczy. Być może sprzedawca nie mówi nam o wszystkich aspektach zachwalanej inwestycji; możliwe, że nie wskazuje wystarczająco na wszystkie czynniki ryzyka. Pamiętajmy, że pośpiech jest złym doradcą. Zanim podpiszemy umowę inwestycyjną, zdecydujemy się przelać pieniądze i kupić dany produkt – sprawdzamy dokładnie, z czym to się wiąże: na ile „zamrozimy” nasze pieniądze, jakie mamy prawa i obowiązki, kiedy będziemy zarabiać, a kiedy tracić, jakie są możliwości, by wcześniej zakończyć inwestycję, i z jakimi dodatkowymi kosztami będzie się to wiązać.

Po drugie, pamiętajmy, że zawsze możemy domagać się czasu na przeanalizowanie umowy. W razie niejasności lub wątpliwości odnośnie do wybranych zapisów – powinniśmy dopytywać tak długo, aż wszystko stanie się dla nas zrozumiałe. Jeśli zajdzie taka potrzeba, możemy skonsultować się z ekspertem: prawnikiem lud doradcą inwestycyjnym.

Po trzecie, sprawdźmy historię danej firmy oferującej produkty inwestycyjne. Czy ma siedzibę w Polsce, jak wygląda jej strona internetowa, jak radziła sobie na rynku we wcześniejszych latach i czy realizowała cele inwestycyjne, które sobie założyła. Sprawdźmy o niej informacje w Internecie, poszukajmy opinii innych. Przede wszystkim natomiast – na stronie KNF potwierdźmy, że ma ona wymagane licencje do oferowania danych rozwiązań finansowych, a także czy nie jest wpisana na listę ostrzeżeń publicznych.

Po czwarte, uważajmy na wszelkiego rodzaju internetowe oferty „ostatniej szansy”, „szybkiego zysku” czy „gwarancji dochodu”. Mogą to być próby naciągnięcia nas na kupno produktów, które nie są tym, czym się na początku wydają. Niewykluczone, że jest to piramida finansowa lub po prostu próba kradzieży. Pamiętajmy też, że instytucje finansowe ani telefonicznie, ani online nie będą prosić o podanie numeru karty płatniczej/kredytowej, a tym bardziej kodu zabezpieczającego CVV. Nie potrzebują też kodu BLIK ani haseł do aplikacji mobilnych czy do bankowości internetowej.

Ostrożność w cyberświecie

W ostatnich czasach na popularności zyskują także nowe sposoby na kradzież pieniędzy – na zdalny pulpit. Jednym z powodów, dla których przyszła ofiara w ogóle nawiązuje kontakt ze złodziejami, jest właśnie oferta na szybki zysk z inwestycji. Kuszeni bogactwem np. w handlu kryptowalutami niedoświadczone osoby dają się naciągać i nierzadko tracą oszczędności życia.

Warunki rynkowe dla tego typu oszustw są dzisiaj wymarzone. Niskie oprocentowanie lokat i realna obniżka siły nabywczej pieniądza trzymanego na bieżących depozytach bankowych ze względu na podwyższoną inflację powodują, że coraz więcej osób czuje obowiązek, by inwestować i chronić swoje oszczędności przed utratą przez nie wartości. Przestępcy działają wielopoziomowo. Wystawiają ogłoszenia w sieciach społecznościowych z ofertą inwestycji. Wystarczy uzupełnić krótki formularz kontaktowy, by „konsultant” się z nami skontaktował. Innym znów razem dzwonią z bramki telefonicznej, podając się za doradcę inwestycyjnego lub pracownika banku. Zapewniają o bezpieczeństwie, służą pomocą, niekiedy uwiarygadniają się, pokazując sfałszowane dokumenty z logo KNF lub innych instytucji. W trakcie rozmowy nakłaniają ofiarę do zainstalowania specjalnego oprogramowania do handlu. W rzeczywistości jest to tzw. zdalny pulpit. To wystarczy, by złodziej widział wszystko, co robimy na komputerze lub telefonie.

W kolejnych krokach prosi on o zalogowanie się do banku i zrobienie przelewu. Może to być nawet symboliczna kwota, która ma potwierdzić założenie konta. Nie w samym przelewie jednak rzecz, ale loginie i haśle do banku, które przestępcy właśnie uzyskali. Po chwili czyszczą oni rachunek bankowy, a ofierze pozostaje tylko pójść na policję i opisać całe zdarzenie. Na szczęście można się przed tym ochronić. I nie wymaga to skończenia zaawansowanych kursów o tematyce cyberbezpieczeństwa. Wystarczy nie instalować żadnych programów pod namową innych. Nawet jeśli dzwoni rzekomo pracownik banku lub doradca inwestycyjny, który notabene nigdy o nic podobnego nie będzie prosić.

Uważajmy też na wiadomości z linkami, które do nas trafiają z nieznanego źródła. Ostatnio złodzieje wysyłają SMS-y o „kwarantannie” lub powiadomienie o znalezieniu portfela z naszym numerem telefonu. Nadawca prosi o kliknięcie odnośnika i pobranie oprogramowania, które w efekcie pozwala przejąć kontrolę nad telefonem. Jest to próba wyłudzenia danych osobowych, a nierzadko danych do logowania do bankowości internetowej. Nie otwierajmy załączników od nieznanych nadawców – mogą one zawierać wirusy, które będą nakierowane na przechwycenie wrażliwych informacji. Jeśli robimy przelew, potwierdzajmy przed akceptacją wszystkie informacje, przede wszystkim numer rachunku odbiorcy i kwotę. Dobrą praktyką jest także ustawienie tzw. uwierzytelnienia dwuetapowego, które wymaga potwierdzenia naszej aktywności na dwóch różnych urządzeniach, np. w komputerze i dodatkowo na smartfonie.

Bj

Materiały prasowe
Szanowni Czytelnicy,
Powyższy artykuł ukazał się w ramach cyklu edukacyjnego „Rozumiem, Oszczędzam. Inwestuję”, przygotowanego we współpracy z Narodowym Bankiem Polskim. Mamy nadzieję, że informacje w nim zawarte okażą się pomocne – poszerzą Państwa wiedzę na temat oszczędzania oraz inwestycji i ryzyka, które się z nim wiąże.
Gorąco zachęcamy do wypełnienia poniżej krótkiej, anonimowej ankiety, która pozwoli nam udoskonalić nasze materiały edukacyjne w przyszłości.