Dlaczego w ogóle inwestujemy pieniądze? Dla jednych będzie to potrzeba utrzymania wartości pieniądza w czasie, czyli – najprościej tłumacząc – jego ochrona przed inflacją. Dla drugich będzie to krok w stronę osiągnięcia wolności finansowej, zbudowania dodatkowego zabezpieczenia emerytalnego lub sposób na realizację celów co do zasady kosztownych, jak np. własne mieszkanie. Jeszcze inni będą inwestować – bo chcą zbudować coś od podstaw albo zrobić coś dobrego dla siebie lub wspólnoty.

Skupmy się jednak na inwestowaniu w instrumenty finansowe, czyli potrzebie pomnażania kapitału, który już mamy. Wbrew pozorom inwestowanie to strategia rozpisana na lata (jeśli nie dziesięciolecia), a nie marzenia o szybkim bogactwie. Jeśli ten drugi scenariusz jest nam bliższy, to najpewniej jesteśmy na najlepszej drodze do straty wszystkich oszczędności i dołączenia do grupy osób, które w inwestowaniu widzą tylko hazard i drogę do szybkiego wyzerowania rachunku inwestycyjnego. Nie o takie podejście w inwestowaniu chodzi.

Człowiek (nie)racjonalny

Skłonność do oszczędzania (to, ile odkładamy) jest przeciwstawna skłonności do konsumpcji (to, ile wydajemy). W ekonomicznym modelu „racjonalnego człowieka” każdy z nas dąży do maksymalizacji zysków i działa w zgodzie ze swoim długoterminowym interesem. To oznaczałoby, że z miesięcznych dochodów regularnie odkładalibyśmy ich część z myślą o przyszłych korzyściach. W praktyce dla większości z nas odłożenie co miesiąc określonej kwoty wiąże się z koniecznością nie tylko rezygnacji z części bieżących wydatków, ale nierzadko z nieprostą walką z wewnętrznym głosem, który podsuwa kolejne powody, by tego nie robić. Ale jeśli wytrwamy w postanowieniu, by oszczędzać regularnie, z czasem kapitału będzie przybywać, a my staniemy przed niełatwym zadaniem, co z nim zrobić?

Oczywiście niewykluczone, że do tych pieniędzy będziemy – ze względu na różne sytuacje losowe – zmuszeni sięgnąć. Dlatego do oszczędności nie podchodzimy zero-jedynkowo, tj. nie traktujemy wszystkich odłożonych środków tak samo. Podstawową zasadą jest ich podział na kilka „funduszy” odmiennego przeznaczenia. Część traktujemy jako kapitał na czarną godzinę, czyli naszą poduszkę bezpieczeństwa na większe lub nagłe wydatki. Niech będzie to trzymiesięczna, a nawet półroczna lub roczna wysokość miesięcznych średnich dochodów. Część możemy natomiast zainwestować. Wspomnijmy raz jeszcze o „racjonalnym człowieku” w kontekście tym razem inwestowania. Biorąc pod uwagę długoterminowy interes, będzie on maksymalizować zysk lub ograniczać ryzyko, czyli wybierze on te instrumenty finansowe, które dają większą stopę zwrotu przy tym samym poziomie ryzyka lub oferują mniejsze ryzyko przy identycznym poziomie zyskowności. Tu ponownie trzeba jednak powiedzieć, że na co dzień nie działamy racjonalnie, również w obszarze inwestycji, podejmując decyzje w oparciu na przeczuciach i kierując się często emocjami.

Warto także wyjaśnić: co oznacza, że jesteśmy ludźmi racjonalnymi? Współcześnie coraz częściej można spotkać twierdzenie, że człowiek nie jest racjonalny lub działa na podstawie ograniczonej racjonalności. Z pewnością nikt nas tu nie chce obrażać. Ograniczona racjonalność oznacza tylko tyle i aż tyle, że nasze decyzje podejmujemy przy niepełnej, czasami nawet niepewnej informacji. Oczywiście do tego należy dodać decyzje oparte na emocjach i czynnikach społecznych. Co zatem z tego wynika?

Jeżeli chcemy wejść na drogę mądrych i racjonalnych decyzji związanych z inwestowaniem naszych ciężko zaoszczędzonych pieniędzy, powinniśmy minimalizować ograniczenia informacyjne i odrzucać niepewne oraz nieprawdziwe czy podejrzane informacje. To właśnie dlatego ważne jest, abyśmy zdobywali prawdziwe informacje na temat instrumentów inwestycyjnych i instytucji finansowych, które nam promują inwestowanie. A jednym z celów tego artykułu jest także to, aby przekazać odpowiednie informacje, które pozwolą na mądre inwestowanie we współczesnym, bardzo dynamicznym świecie finansów. Zdobywanie wiedzy i informacji będzie prowadziło więc do minimalizowania ograniczeń informacyjnych, to zaś będzie skutkowało tym, iż nasze decyzje inwestycyjne będą optymalnie racjonalne.

Jakim inwestorem jestem?

Codziennie śledzisz najnowsze informacje giełdowe, czytasz prasę biznesową, przeglądasz fora o inwestowaniu, jesteś na kilku grupach w sieciach społecznościowych, gdzie inwestorzy dzielą się swoimi zyskownymi transakcjami, i w końcu dochodzisz do wniosku, że pora na własną przygodę z inwestowaniem. W końcu już wszystko o tym wiesz – przynajmniej tak sądzisz. A skoro dzisiaj inwestowanie jest prostsze niż kiedykolwiek wcześniej – dzięki aplikacjom mobilnym i Internetowi możemy kupować i sprzedawać różne instrumenty finansowe z dowolnego miejsca i nierzadko o dowolnej porze – to czemu by nie spróbować swoich sił? Wystarczy przecież kilka kliknięć, by poczuć się jak prawdziwy wilk z Wall Street lub z Książęcej. Opisany wyżej hipotetyczny ciąg zdarzeń – zauważmy – więcej ma wspólnego ze spekulacją finansową niż długoterminowym inwestowaniem w wartość.

Oczywiście każdy może nabyć dzisiaj różne instrumenty finansowe i próbować zarabiać na zmianie kursowej, ale nie każdy powinien.

Dlatego, zanim przejdziemy do inwestowania, kluczowe jest określenie, jakim inwestorem jesteśmy: co chcemy osiągnąć, ile czasu możemy poświęcić na to, jakie mamy cele inwestycyjne, jak wygląda nasza akceptacja ryzyka, jaka jest nasza sytuacja finansowa. Warto poświęcić chwilę, by przemyśleć i określić swoje priorytety. Jeśli strata, nawet niewielka, kapitału jest dla nas nie do przyjęcia – spora część ryzykownych instrumentów już na wstępie nie będzie dla nas. Jeśli obawa przed stratą będzie spędzać nam sen z powiek, a inwestowanie przerodzi się w paniczne sprawdzanie co chwilę rachunku maklerskiego – to znak, że ryzykowne instrumenty jak akcje czy fundusze inwestycyjne nie będą rozwiązaniem nam pisanym. Odpowiadając sobie już na wstępie na tych kilka pytań, unikniemy w przyszłości rozczarowań i wielu problemów, z którymi nie musielibyśmy się mierzyć, gdybyśmy od razu szczerze ocenili swoje możliwości i podejście do ryzyka.

Pierwszą zasadą, którą każdy inwestor powinien zapamiętać, jest jedno z najbardziej uniwersalnych praw rządzących finansami: im większa stopa zwrotu, tym wyższe ryzyko i odwrotnie. Im wyższe ryzyko, tym możliwa wyższa stopa zwrotu z zainwestowanych oszczędności.

Każdy produkt inwestycyjny można opisać kilkoma atrybutami, tj.: płynność (czy uda mi się szybko z danej inwestycji wyjść, gdyby zaszła taka potrzeba lub po akceptowanej przeze mnie cenie), zmienność (zakres wahań szeregu cen rynkowych w czasie), co pozwala na ocenę ryzyka danej inwestycji (rozumianego jako odchylenie standardowe stóp zwrotu w ujęciu rocznym w górę lub w dół), stopa zwrotu (ile jesteśmy w stanie zarobić w ujęciu rocznym), poziom wejścia (ile kapitału potrzebujemy na początku inwestycji), horyzont inwestycyjny (jaki jest czas inwestycji; w przypadku niektórych produktów wcześniejsze zakończenie inwestycji wiąże się np. z utratą odsetek lub nawet z naliczeniem kar).

Inwestowania można się nauczyć

Stosując zasadę im wyższa stopa zwrotu, tym większe ryzyko, można uporządkować różne instrumenty finansowe od tych o na tyle niskim ryzyku, że praktycznie pomijanym (lokaty bankowe, obligacje skarbowe), po te coraz bardziej ryzykowne jak obligacje korporacyjne, fundusze inwestycyjne i same akcje. Na końcu będą z kolei produkty wykorzystujące dodatkowo dźwignię finansową, jak kontrakty terminowe np. na surowce czy waluty lub opcje. Do tego dochodzą też nowe, niezwykle zmienne instrumenty jak kryptowaluty.

I tak jak na lokacie tracimy tylko w przypadku wcześniejszego jej zerwania lub gdy nominalna stopa zwrotu jest niższa niż wskaźnik inflacji (co w niektórych warunkach rynkowych może się okresowo zdarzać), tak w przypadku produktów pochodnych, rynku Forex lub kryptowalut stracić możemy całość zainwestowanych środków w bardzo krótkim czasie. Nie dajmy się więc nabrać na wysokie zyski obiecywane przez sprzedawców, zwłaszcza jeśli nie rozumiemy ryzyka ani tego, że możemy zaprzepaścić wiele lat oszczędzania w bardzo krótkim czasie.

Zanim zaczniemy inwestować, kluczowe jest zrozumienie zasad, jakimi rządzą się rynki finansowe, jak działają konkretne instrumenty inwestycyjne, kiedy zarabiamy, a kiedy tracimy. To nam pomoże zaplanować całą strategię inwestycyjną i odpowiednio zarządzać portfelem inwestycyjnym, gdy sytuacja na rynku będzie się zmieniać. Ważne są nie tylko same cele inwestycyjne, ale również sposób na ich osiągnięcie. Edukacja jest tu kluczowa. Wyraźnie widać to w przypadku np. inwestowania w alternatywne inwestycje, jak np. znaczki lub monety – bez wiedzy już na wstępie jesteśmy skazani na porażkę (ewentualnie możemy liczyć na ślepy traf, ale czy można polegać tylko na tym?). W tradycyjnych inwestycjach finansowych zanim zdecydujemy się na zakup pierwszych akcji lub jednostek uczestnictwa w funduszu – również zacznijmy od zdobycia odpowiedniej wiedzy. Inwestowania można się nauczyć. Czym więcej czasu poświęcimy na edukację, nawet teoretyczną, tym poniesiemy mniejsze koszty nauki inwestowania na zasadzie prób i błędów.

Kolejną istotną zasadą jest, by nie inwestować wszystkich pieniędzy, które mamy, w jeden produkt, ale różnicować (dywersyfikować) portfel w oparciu na wcześniej określonych parametrach. Może to być m.in. dobór tak różnych produktów inwestycyjnych (np. akcje, fundusze, obligacje), ale również – jeśli myślimy o budowaniu portfela akcyjnego – inwestowanie w spółki z różnych branż, ze względu na ich wielkość lub rynki (np. międzynarodowo).

Strategia dopasowana do potrzeb

Złoty środek na szybki zysk, na ponadprzeciętną stopę zwrotu bez ryzyka – nie istnieje. To kolejna zasada, którą trzeba zapamiętać i wszelkie tego typu zapewnienia traktować z przymrużeniem oka, a najlepiej unikać. Z pewną dozą braku zaufania podchodźmy też do wszelkiego rodzaju „unikatowych” szkoleń (tak popularnych w obszarze handlu na rynku walutowym), zamkniętych grup w sieciach społecznościowych tylko dla wybranych, płatnych subskrypcji z automatyczną wysyłką sygnałów inwestycyjnych – to rozwiązania, które zazwyczaj niewiele nam w inwestowaniu pomagają, a pochłaniają niemało pieniędzy. W Internecie znajdziemy mnóstwo stron, które będą opisywać „niezwykle zyskowne i udane” transakcje, sugerować najlepsze inwestycje na dany rok. Czy się tym kierować? Pamiętajmy, że to my inwestujemy swoje pieniądze i to od nas zależy decyzja, w co i na jakich zasadach będziemy pomnażać nasze ciężko zaoszczędzone pieniądze. Z doświadczeń innych warto korzystać, ale nie traktować tego jako wiedzy magicznej czy jedynej słusznej drogi do sukcesu.

Inwestowanie wspierają też różne rozwiązania, tj. IKE lub IKZE, dzięki którym nie zapłacisz podatku od zysków kapitałowych, jeśli wypłacisz pieniądze po osiągnieciu określonego wieku (odpowiednio 65 lat i 60 lat). Nie musisz też inwestować samodzielnie. Jeśli uważasz, że to nie jest dla ciebie, nie masz na to czasu – z pomocą przychodzą fundusze inwestycyjne. Tu jednak też konieczne będzie zgłębienie tematu, by wiedzieć, jaki produkt wybrać – a nie polegać wyłącznie na opinii konsultanta, który jest przecież sprzedawcą.

bj

Materiały prasowe
Szanowni Czytelnicy,
Powyższy artykuł ukazał się w ramach cyklu edukacyjnego „Rozumiem, Oszczędzam. Inwestuję”, przygotowanego we współpracy z Narodowym Bankiem Polskim. Mamy nadzieję, że informacje w nim zawarte okażą się pomocne – poszerzą Państwa wiedzę na temat oszczędzania oraz inwestycji i ryzyka, które się z nim wiąże.
Gorąco zachęcamy do wypełnienia poniżej krótkiej, anonimowej ankiety, która pozwoli nam udoskonalić nasze materiały edukacyjne w przyszłości.