Kryptowaluty – w tym najbardziej znana, czyli bitcoin – to dzieci kryzysu finansowego z 2008 r. Powstały w odpowiedzi na zwątpienie w stabilność systemu opartego na papierowym pieniądzu. Czy obecny kryzys oznacza kolejne innowacje monetarne?

Mam nadzieję, że przełoży się na powstanie czegoś lepszego niż bitcoin, który obecnie służy wciąż przede wszystkim do spekulacji.
A przełoży się?
Nie oczekuję, że powstanie coś równie przełomowego – kryptowaluty i blockchain, na którym są oparte, to tak zwana przełomowa innowacja zdarzająca się raz na kilkadziesiąt lat. Stawiałbym je w jednym rzędzie z powstaniem komputerów i internetu.
Tak popularne to jeszcze nie są.
Ale ten kryzys może zwiększyć ich popularność. Kryptowaluty wpisują się w poszukiwania nowego rodzaju pieniądza. Prof. Kenneth Rogoff z Harvardu, jeden z najlepszych ekonomistów na świecie i znawca kryzysów finansowych, twierdzi, że kryptowaluty takie jak bit coin mogą znaleźć zastosowanie w krajach upadłych, czyli tych pogrążonych w wieloletnich kryzysach, gdzie panuje hiperinflacja. Mogą zastąpić tam lokalny i zepsuty pieniądz. Widać więc już teraz, że kryptowaluty mogą mieć – przynajmniej potencjalnie – zastosowanie inne niż spekulacja i pranie pieniędzy.
Ale chyba nie tylko upadłym rządom kryptowaluty się mogą przydać. Coraz częściej stworzenie własnych kryptowalut rozważają państwa rozwinięte, a ostatnio także nasz sąsiad – Estonia.
Owszem, rządy mogą być zainteresowane tzw. stablecoins.
Czym one się różnią od bitcoina?
Bitcoin ma podaż określoną algorytmem. Wiadomo, ile jest bitcoinów w obiegu oraz ile ich będzie przybywać przez kolejnych kilkadziesiąt lat. Z kolei podaż walut stablecoins jest zmienna i zależy od tego, czym zabezpieczamy daną walutę.
Skoro zmienna, to skąd stabilność w nazwie?
Chodzi o to, żeby tak manipulować ich podażą, aby ich cena była stała w relacji do aktywów bazowych, najczęściej do dolara amerykańskiego, jak np. w przypadku najbardziej popularnego stablecoina o nazwie tether. Dzięki temu takie kryptowaluty stają się użyteczne dla polityki pieniężnej, która wymaga zmian w podaży pieniądza: jeśli wzrost gospodarczy jest wyższy, to gospodarka potrzebuje większej podaży pieniądza, jeśli niższy – mniejszej. Bitcoin na zmienność dynamiki gospodarczej nie reaguje i nie może reagować ze względu na swoją konstrukcję. Z kolei jego cena ma tendencję do dużych wahań w relacji do innych walut. Każdy pierwszoroczniak ekonomii wie, że ta kryptowaluta jest automatycznie skazana na zbyt duże wahania cenowe.
I nie jest możliwe, by bitcoin z czasem stał się walutą stabilną?
Nie. A to wyklucza możliwość, by stał się użytecznym środkiem płatniczym. Kowalski miałby płacić w sklepie czymś, co do czego nie ma pewności, jaką będzie miało wartość nazajutrz? To niemożliwe. Bitcoin nie może być pieniądzem i to stąd wynikają poszukiwania nowych kryptowalut o stabilnej cenie.
Swoją drogą bardzo pan krytyczny wobec bitcoina.
Nie tak całkiem. Bitcoin może wkrótce stać się atrakcyjny jako aktywo inwestycyjne nie tylko do uprawiania spekulacji, lecz także do inwestycji emerytalnych. Już dzisiaj w tym względzie jest pewniejszy niż np. odkładanie pieniędzy w walutach tradycyjnych, których wartość regularnie spada.
Z Krzysztofem Piechem rozmawia Sebastian Stodolak