Tanie zakupy, które zbudowano na luce w przepisach

Ekspansja chińskich platform sprzedażowych stała się możliwa dzięki unijnym regulacjom zwalniającym z cła przesyłki o wartości do 150 euro. Przepis, który pierwotnie miał uprościć procedury celne i ograniczyć biurokrację, z czasem stał się fundamentem gigantycznego importu spoza Unii.

Do tego dochodzi przewaga kosztowa. Produkcja w Azji oznacza niższe wynagrodzenia, inne standardy wytwarzania oraz mniej restrykcyjne regulacje. Europejskie firmy funkcjonują natomiast w zupełnie innym otoczeniu — muszą spełniać normy bezpieczeństwa, przestrzegać przepisów prawa pracy, ponosić koszty podatkowe i zapewniać zgodność produktów z unijnymi regulacjami. W takich warunkach konkurowanie ceną z platformami oferującymi produkty za kilka złotych staje się praktycznie niemożliwe.

Problem pogłębia fakt, że część towarów trafiających do Europy nie spełnia obowiązujących norm bezpieczeństwa. Produkty, które nie mogłyby zostać dopuszczone do sprzedaży na terenie Unii, bez przeszkód docierają do konsumentów w pojedynczych przesyłkach.

Europa zasypana miliardami paczek

Skala zjawiska jest bezprecedensowa. Jak podaje „Rzeczpospolita”, w ubiegłym roku na rynek Unii Europejskiej trafiło aż 4,6 miliarda przesyłek o wartości poniżej 150 euro. W ciągu roku ich liczba podwoiła się, a w perspektywie dwóch lat — potroiła. Znaczna część sprowadzanych produktów okazała się niezgodna z europejskimi przepisami, co — jak wskazywał dziennik — stanowi formę nieuczciwej konkurencji wobec firm działających zgodnie z unijnym prawem.

Z danych portalu Ecommercebridge wynika natomiast, że największym rynkiem Temu w Unii stały się Niemcy z 19,3 miliona użytkowników miesięcznie. Na drugim miejscu znalazła się Francja z wynikiem 16 milionów użytkowników, a trzecia jest Polska — platforma przyciąga tu 13,2 miliona osób. Łącznie w pierwszej połowie 2025 roku Temu odnotowało w Unii Europejskiej 115,7 miliona użytkowników. To już nie chwilowa moda, lecz trwała zmiana zakupowych nawyków Europejczyków, czemu od jakiegoś czasu z niepokojem przyglądała się Bruksela, bo zdaniem unijnych instytucji problem wykracza poza kwestie gospodarcze. Chodzi o bezpieczeństwo konsumentów i równe warunki konkurencji.

– Naszym obowiązkiem jest zapewnienie, aby towary wprowadzane na nasz rynek były bezpieczne, a wszyscy przedsiębiorcy przestrzegali praw konsumentów – mówił już rok temu cytowany przez „Rzeczpospolitą”, Michael McGrath, komisarz do spraw demokracji, wymiaru sprawiedliwości, praworządności i ochrony konsumentów.

Plan był konkretny. Małe przesyłki z Chin zostaną objęte dodatkowymi opłatami, a ich zawartość będzie podlegała kontroli. Automatyczne przekraczanie granic przez miliony paczek ma się zakończyć. Teraz te zamierzenia zamieniły się w konkrety. Jak informuje telepolis.pl, w lutym Rada Unii Europejskiej ostatecznie zatwierdziła nowe przepisy wprowadzające dodatkową opłatę dla przesyłek o wartości poniżej 150 euro.

Nowa opłata obejmie zawartość paczki, nie samą przesyłkę

Początkowo pojawiały się przypuszczenia, że opłata będzie naliczana od jednej paczki, co mogłoby umożliwić obchodzenie przepisów poprzez łączenie wielu produktów w jednej przesyłce. Unijni urzędnicy przewidzieli jednak taki scenariusz.

Wynosząca 3 euro opłata będzie naliczana od poszczególnych kategorii produktów znajdujących się w przesyłce. Jeśli paczka zawiera trzy różne przedmioty, opłata zostanie doliczona do każdego z nich osobno. W sytuacji, gdy dwa produkty należą do tej samej kategorii, a trzeci do innej, opłata wyniesie łącznie 6 euro. Jako przykład wskazano jedną bluzę jedwabną oraz dwie wykonane z wełny.

Mechanizm ma obowiązywać do z początkiem lipca 2028 roku, czyli do momentu uruchomienia unijnego centrum danych celnych. Docelowo opłata ma zostać zastąpiona pełnymi taryfami celnymi, choć przepisy dopuszczają możliwość wydłużenia tego okresu.

Koszt regulacji zapłaci konsument

Jak zauważa telepolis.pl, nie ma większych wątpliwości, że nowe opłaty zostaną przerzucone na kupujących. Zakupy na Temu, Shein czy AliExpress staną się po prostu droższe. Pytanie brzmi jednak, czy to wystarczy, by przywrócić równowagę na rynku.

O zmiany regulacji od dawna apelowała Izba Gospodarki Elektronicznej, która uważa, decyzja Brukseli to dobry kierunek, ale opiewająca na 3 euro opłata nie jest rozwiązaniem problemu. Zdaniem cytowanego przez serwis mec. Bartosz Skowroński, pełnomocnika e-Izby ds. Takiego Samego Startu to ważny, ale niewystarczający krok.

Chińskie platformy od lat korzystały ze zwolnienia celnego dla przesyłek do 150 euro, podczas gdy europejskie firmy ponoszą pełne koszty regulacyjne wynikające m.in. z RODO, dyrektywy Omnibus, DSA, DMA, GPSR czy DAC-7 – wskazuje ekspert.

Tanie zakupy mają swoją ukrytą cenę

Problem dotyczy również jakości produktów. Część towarów sprzedawanych na chińskich platformach nie spełnia europejskich norm bezpieczeństwa, co może stanowić zagrożenie zarówno dla użytkowników, jak i środowiska. Temu zostało niedawno ukarane przez UOKiK za stosowanie niedozwolonych praktyk.

Eksperci zwracają także uwagę na szersze skutki gospodarcze. Handel elektroniczny jest jednym z narzędzi chińskiej ekspansji gospodarczej, wspieranej przez państwowe dotacje i subsydiowane koszty transportu.

– Każde zamówienie złożone na chińskiej platformie zamiast u polskiego sprzedawcy to realna strata dla polskiej gospodarki – podkreśla mec. Skowroński. - Szacunki z raportu KPMG są jednoznaczne: w ciągu 12 miesięcy polski sektor e-commerce mógł stracić od 6,5 do 8,8 miliarda złotych sprzedaży, a niezrealizowana wartość dodana brutto dla polskiej gospodarki wynosi szacunkowo od 1,0 do 1,4 miliarda złotych rocznie. To miejsca pracy, podatki, wynagrodzenia, które mogłyby zasilać polską gospodarkę – dodaje Skowroński.

Według danych przywoływanych przez e-Izbę, straty dotykają również firmy współpracujące z handlem detalicznym z branż logistycznych, marketingowych, informatycznych czy księgowych. Niezrealizowane przychody tych sektorów mogły wynieść od 1,2 do 1,7 miliarda złotych rocznie.

Europa próbuje ratować własny handel

Paradoks polega na tym, że jednocześnie deklarujemy wsparcie dla lokalnych firm i masowo kupujemy na zagranicznych platformach. Niskie ceny okazują się silniejsze niż gospodarczy patriotyzm.

Za zaostrzeniem regulacji opowiada się również Allegro — największa platforma e-commerce w Polsce. - Jako pierwsza firma prywatna w Polsce otworzyliśmy rok temu stałe przedstawicielstwo w Brukseli też po to, by mieć pewność, że problem ten jest widzialny i słyszalny w całej UE - Podkreślamy, że nie chodzi tylko o Allegro - przekazało w komentarzu dla Telepolis biuro prasowe Allegro.

- Reprezentujemy te setki tysięcy firm, które sprzedają na naszej platformie. I my, i one działamy w myśl unijnego prawa i podlegamy kontrolom co do odprowadzania podatków czy spełniania wszelkich norm. Wszyscy ponosimy koszty magazynowania czy transportu, które wedle raportów są w Chinach subsydiowane. Platformy spoza UE często nie dostosowują się do prawa i norm unijnych, co tworzy asymetrię kosztową niemożliwą do zniwelowania przez europejskich przedsiębiorców samą efektywnością działania – napisano.

Boom zakupowy, zamiast napędzać polski e-handel, dla wielu sprzedających staje się więc źródłem presji, która wymusza cięcie kosztów, ograniczenie inwestycji, redukcję zatrudnienia, a nawet zamykanie działalności. Ta presja nie wynika z konkurencji jako takiej, lecz z przewagi systemowej, której nie da się zniwelować bez zmian na poziomie regulacji” – przekazało w komentarzu biuro prasowe Allegro.

Unia Europejska zaczyna więc reagować. Pytanie pozostaje otwarte: czy regulacje zatrzymają napływ tanich przesyłek, czy jedynie podniosą cenę zakupowego przyzwyczajenia, z którego Europejczycy nie będą chcieli już zrezygnować.