Terminowe porozumienie w sprawie likwidacji elektrowni węglowych jest kluczowym ogniwem w działaniach niemieckiego rządu na rzecz przyspieszenia redukcji emisji gazów cieplarnianych.

Tymczasem dziesięć miesięcy po tym, jak Niemcy opracowały mapę drogową ostatecznego odejścia od energii węglowej do 2038 r., urzędnicy i największe przedsiębiorstwa użyteczności publicznej nadal kłócą się na temat kosztów całej operacji – dowiedział się Bloomberg od co najmniej pięciu osób mających bezpośrednią wiedzę na temat obrad. Co więcej rząd już teraz nie zrealizował narzuconego sobie terminu przygotowania odpowiednich ustaw w październiku i jest mało prawdopodobne, aby udało się to przed końcem tego roku.

Niemcy zamykają zarówno elektrownie jądrowe, jak i węglowe, które razem wytwarzają około połowy energii elektrycznej w kraju. Do 2023 r. rząd chce zmniejszyć moc pochodzącą z węgla brunatnego o około 5 gigawatów. Redukcja mocy z węgla kamiennego ma być na tym samym poziomie.

W celu uzyskania rekompensaty zakłady energetyczne zasilane węglem kamiennym muszą uczestniczyć w aukcjach, podczas gdy elektrownie na węgiel brunatny i kopalnie, które je zasilają, zgodnie z projektem przepisów mają zostać zamknięte na mocy osobnych umów z operatorami. Niestety negocjacje dotyczące ceny jaką rząd ma zapłacić, by zrekompensować zamknięcie działalności branży węglowej, idą bardzo opornie.

>>> Czytaj też: Prezes PGNiG: Rocznie przepłacaliśmy ok. 1 mld zł za rosyjski gaz

W zeszłym tygodniu na spotkaniu z prasą Markus Krebber, dyrektor finansowy RWE powiedział, że pracownicy firmy są zaniepokojeni powolnym postępem rozmów. Zwrócił też uwagę na złe nastroje panujące w regionie węglowym wokół Renu.

Większość energii z niemieckiego węgla brunatnego skoncentrowana jest w rękach dwóch firm. RWE ma elektrownie o mocy 6,5 gigawata w zachodnich Niemczech, a Lausitz Energie Kraftwerke AG jest właścicielem zakładów we wschodniej części kraju z około 8 gigawatami. Według Federalnego Ministerstwa Środowiska w 2018 r. siedem "najbrudniejszych" elektrowni węglowych odpowiadało za około 47 proc. wszystkich krajowych emisji z obiektów energetycznych.

Ze względów antymonopolowych rozmowy między Ministerstwem Gospodarki i Energetyki a przedsiębiorstwami odbywają się "w cztery oczy". Tymczasem słabnąca niemiecka gospodarka spowodowała obniżenie prognoz w budżecie państwa, co oznacza, że rząd ma mniej argumentów w negocjacjach z przemysłem. 

Podkreślając coraz bardziej napiętą sytuację budżetową Niemiec, administracja kanclerz Angeli Merkel przeznaczyła zaledwie 1 miliard euro na likwidację "brudnych" elektrowni do 2023 r. - dowiedział się Bloomberg od urzędnika państwowego, który poprosił o anonimowość, ponieważ dane te nie są jeszcze publiczne.

Dużo większe sumy mają zostać przeznaczona na złagodzenie skutków likwidacji miejsc pracy w zamykanych zakładach z branży węglowej. Na programy szkolenia pracowników, infrastrukturę oraz inwestycje w badania i rozwój niemiecki rząd chce przeznaczyć nawet 40 miliardów euro. Duża część tych pieniędzy zostanie skierowana do czterech regionów, w których skoncentrowany jest przemysł węglowy. 

>>> Czytaj też: PGE nie zainwestuje w elektrownię w Ostrołęce. Firma skoncentruje się na własnych projektach