DGP

W gminnych komisjach, które oceniają skutki klęsk klimatycznych, w tym suszy, brakuje ekspertów (pisaliśmy o tym: „Gminy szacują suszę bez kadr i pieniędzy”, DGP nr 106/2020). Rolnikowi w wypełnieniu wniosku pomaga więc przypadkowy urzędnik, który nie zna się na uprawach czy hodowli. Z tego powodu samorządowcy chcieliby, aby w prace komisji zaangażowani byli eksperci ośrodków doradztwa rolniczego (ODR). Jednak – jak wynika z najnowszego raportu NIK – także one mają problem z kadrami. Doradcy rolni z nich odchodzą z powodu niskich pensji, niezadowalającego systemu podziału nagród i przyznawania premii oraz podwyżek. Większość pracowników merytorycznych, do których dotarła NIK, przyznała, że wynagrodzenie nie motywowało ich do pracy.

W okresie, kiedy Izba przeprowadziła kontrolę (lata 2016–2018), najwięcej, bo 99 osób odeszło z lubelskiego oddziału doradztwa rolniczego. Na ich miejsce przyjęto jedynie 60 pracowników. W tym województwie na jednego doradcę przypadło najwięcej gospodarstw: w 2018 r. było ich aż 727. Najlepsza pod tym względem była sytuacja na Śląsku, gdzie jeden doradca obsługiwał 127 gospodarstw.

Reklama

Dokąd odchodzą? Raport NIK na te pytania nie udziela odpowiedzi. Jednak, jak zaznaczają nasi rozmówcy, część z byłych pracowników ODR-ów trafia do prywatnych podmiotów zajmujących się doradztwem w rolnictwie. – Inni do starostw powiatowych i urzędów marszałkowskich, w których wciąż funkcjonują departamenty rozwoju obszarów wiejskich, w tym wydziały rolnictwa – mówi Leszek Świętalski, sekretarz generalny Związku Gmin Wiejskich.

Dalej od rolnika

NIK wzięła po lupę okres następujący po tym, jak w 2016 r. ośrodki doradztwa rolniczego przestały podlegać samorządom, a przeszły w struktury administracji rządowej. Samorządowcy oceniają tę decyzję negatywnie. To od woli wojewody zależy obecnie, czy w skład komisji gminnej szacującej straty w rolnictwie wejdzie osoba z ośrodka doradztwa rolniczego. – W komisjach nie ma specjalistów, bo wojewodowie wolą ciężar obowiązków przerzucić na gminy – zaznacza Leszek Świętalski.

– Doradcy coraz bardziej oddalają się od samorządu gminnego, od sołtysów i rolników – dodaje.

Konsekwencje znajdują odzwierciedlenie w raporcie NIK. Izba z jednej strony zaznacza, że zasoby kadrowe ODR-ów zapewniały sprawne wykonywanie zadań, do których należy m.in. prowadzenie szkoleń, wsparcie w ubieganiu się o pomoc finansową ze środków unijnych i krajowych, a zatrudnieni w nich doradcy spełniali wymagania dotyczące stażu pracy i kwalifikacji.

Z drugiej strony, z raportu wynika, że 70 proc. rolników korzysta z prywatnych firm doradczych, głównie z powodu niskiej jakości usług ośrodków doradczych. Ich oferta nie jest bowiem dostosowana do potrzeb.

Ma to swoje konsekwencje. Tomasz Telesiński ze Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Wielkopolski zwraca uwagę, że działania proponowane przez komercyjne jednostki nie muszą być zbieżne z planami rozwoju polityki rolnej, jednego ze strategicznych obszarów państwa. – Jeśli jednostki publiczne doradztwa rolniczego są słabe, państwo traci w tym obszarze decyzyjność – podkreśla.

Leszek Świętalski dodaje, że firmy prywatne podlegają zasadom rynku. – Rolnik nie zawsze dostaje niezależną ocenę i pomoc. Firma reprezentująca dany sektor doradza użycia tego, a nie innego materiału siewnego, tych, a nie innych środków ochrony i maszyn – niekoniecznie są to najbardziej potrzebne rozwiązania – mówi.

Według NIK problem polegający na niedostosowaniu oferty ośrodków do potrzeb rolników dotyczył szczególnie województwa zachodniopomorskiego, prowadzących duże, specjalistyczne gospodarstwa rolne (powyżej 50 ha). – Publiczne doradztwo nie zapewniało im wystarczającego zakresu usług i nie było konkurencyjne wobec doradztwa prywatnego – ocenia Izba. Co więcej, według NIK Ministerstwo Rozwoju Wsi i Rolnictwa nie kontrolowało jakości i przydatności udzielanych usług doradczych.

Bez innowacji, ale z dopłatą

W dodatku mimo wielokrotnych nowelizacji ustawy o jednostkach doradztwa rolniczego (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 721) katalog ich zadań i usług pozostał bez znaczących zmian – zauważa NIK.

Problem ODR-ów leży też w braku innowacyjności. Działalność sektora badawczo-rozwojowego z jednostek doradztwa rolniczego sprowadzała się do udziału pracowników naukowych w konferencjach, szkoleniach, pokazach, a także zagranicznych wyjazdach studyjnych organizowanych przez te jednostki. – Efekty nie były weryfikowane i miały charakter czysto teoretyczny. Tymczasem dotacje w ramach Krajowej Sieci Obszarów Wiejskich przeznaczone na innowacje w rolnictwie i na obszarach wiejskich w 2016 r. wyniosły 9,8 mln zł, w 2017 r. – 6,6 mln zł, a w 2018 r. – 7,2 mln zł – czytamy w raporcie.

Większość usług ośrodków doradztwa rolniczego jest bezpłatna. Z raportu NIK wynika jednak, że część z nich pobierała opłaty, choć nie powinna tego robić. W cennikach pięciu z sześciu ODR-ów znalazła się pozycja: „inne kursy/szkolenia”, co według kontrolerów mogło prowadzić do nadużyć. Lubelski ośrodek w 2018 r. zorganizował 135 szkoleń, w których wzięło udział ponad 5 tys. uczestników. Od ponad połowy pobrano za udział w szkoleniu po 50 zł, w ocenie NIK – bezprawnie.

>>> Czytaj też: KNF zawalczy z cyberprzestępcami. Od lipca rusza specjalny zespół