- Militarna dominacja Niemiec może rozsadzić jedność Europy?
- Masala: Te obawy są śmieszne. Nie możemy mieć broni nuklearnej
- Niemcy utknęły na 260 tys. żołnierzy. Polska ma ambitniejsze plany
- Silnej Bundeswehry boją się tylko Polacy i Francuzi
- Widmo AfD nad Niemcami. "Czy Polacy rzeczywiście boją się najazdu?"
Militarna dominacja Niemiec może rozsadzić jedność Europy?
We wtorek serwis Politico podał, że wycofanie amerykańskich sił z Europy może mieć mniejszy wymiar, niż się obawiano, i dotyczyć jedynie części sił rotacyjnych. Tymczasem, zgodnie z ubiegłoroczną zapowiedzią kanclerza Friedricha Merza o budowie "najsilniejszej armii konwencjonalnej" na Starym Kontynencie, rosną wydatki obronne Niemiec.
W 2025 roku niemiecki budżet wojskowy zajmował czwarte miejsce na świecie. I dalej będzie rósł – według agencji Reutera do 2029 roku do Bundeswehry będzie płynąć rocznie nawet 162 mld euro, czyli ponad dwukrotnie więcej niż w ubiegłym roku.
Z kolei 6 lutego politolożka Liana Fix na łamach "Foreign Affairs" zwróciła uwagę, że remilitaryzacja Niemiec może budzić niepokój sąsiadów. "Niepowstrzymywana militarna dominacja Berlina w Europie może ostatecznie doprowadzić do podziałów, rywalizacji i rozdrobnienia siły militarnej Starego Kontynentu" – przestrzegała.
Masala: Te obawy są śmieszne. Nie możemy mieć broni nuklearnej
Prof. Carlo Masala jest przeciwnego zdania. Uważa, że obawy dotyczące remilitaryzacji Niemiec są "śmieszne". Jak wyjaśnia, "nie można być europejskim hegemonem wojskowym bez broni nuklearnej".
– A my nie będziemy jej mieć. Niemcy nie mają zamiaru kupować ani produkować broni jądrowej, bo trzymają się traktatów – podkreślił w rozmowie z PAP. Przypomniał zapisy Traktatu Dwa Plus Cztery z 1990 r., którego podpisanie otworzyło drogę do zjednoczenia Niemiec. Traktat ten nałożył na niemiecką armię ograniczenia i zakazał Berlinowi m.in. posiadania broni jądrowej, biologicznej i chemicznej.
Jak zauważył, Niemcy rozmawiają jedynie z kilkoma europejskimi krajami, przede wszystkim z Francją (która obok USA, Rosji, Chin i Wielkiej Brytanii posiada broń jądrową – red.), o tym, "jak rozszerzyć francuskie odstraszanie nuklearne na resztę Europy".
Niemcy utknęły na 260 tys. żołnierzy. Polska ma ambitniejsze plany
Porozumienie z 1990 roku umożliwiające zjednoczenie nałożyło również ograniczenia na liczebność niemieckiej armii. Zgodnie z zapisami traktatu Bundeswehra nie może przekraczać 370 tys. żołnierzy.
Według Masali właśnie z powodu tych zapisów niemiecka armia konwencjonalna ma liczyć 260 tys. żołnierzy. – Będziemy więc prawdopodobnie mieć bardzo nowoczesną, konwencjonalną armię, ale Polacy też tworzą taką armię. Przypominam, że polskie wydatki na obronę w ostatnich latach sięgały 5 proc. PKB, a my wciąż wydajemy 2,4 proc. – zauważył Masala.
Według danych przekazanych serwisowi Defence24 przez polski MON w styczniu tego roku armia zawodowa liczy około 162 tys. osób, w tym około 155,5 tys. żołnierzy zawodowych i 6,5 tys. żołnierzy zawodowych w trakcie kształcenia. Istnieją jednak ambitne plany powiększenia liczebności armii. Sztab Generalny Wojska Polskiego zapowiada, że do 2039 r. polskie siły zbrojne mają liczyć 500 tys. żołnierzy, w tym 200 tys. rezerwistów.
Silnej Bundeswehry boją się tylko Polacy i Francuzi
Masala zapewnił także, że Niemcy większość inicjatyw w zakresie zamówień wojskowych podejmują w dwu- lub wielostronnym trybie, co jego zdaniem powinno łagodzić nieufność wobec niemieckich planów wzmocnienia armii. Masala dostrzega te obawy jedynie w Polsce i Francji.
– Większość krajów Europy Środkowej i Wschodniej domaga się silniejszej roli militarnej Niemiec. Zgadzają się z tym Włosi i Hiszpanie. Obawy mają tylko Polacy i Francuzi, co oczywiście rozumiem z historycznego punktu widzenia – przyznał Masala.
Widmo AfD nad Niemcami. "Czy Polacy rzeczywiście boją się najazdu?"
Niepokój sąsiadów budzi prawdopodobieństwo dojścia do władzy Alternatywy dla Niemiec (AfD) – partii o prorosyjskich sympatiach, nieraz publikującej w mediach społecznościowych treści rewizjonistyczne wobec polskich terytoriów. Tutaj Masala przyznał, że "dostrzega ryzyko".
– To koszmarny scenariusz także dla Niemiec, ale nie możemy czekać do wyborów, no bo jaka jest alternatywa? Nie robić nic, kiedy Europie zagraża Rosja, a Ameryka odwraca się do nas plecami – ocenił ekspert. Dodał, że bez silnych Niemiec Europa nie będzie w stanie odstraszyć Rosji.
Zauważył przy tym, że istnieją także inne groźne scenariusze wyborcze w Europie, np. wygrana w wyborach prezydenckich we Francji polityka z kręgu przyjaznej Rosji Marine Le Pen. Na uwagę, że Francja nie najechała Polski, tak jak hitlerowskie Niemcy, Masala odpowiedział pytaniem o to, czy Polacy „rzeczywiście wierzą, że Niemcy znów mogłyby ich najechać”.
By odstraszyć Rosję, potrzeba silnych Niemiec i Polski
W jego opinii zaniepokojeni niemiecką remilitaryzacją mieszkańcy Europy muszą zdecydować, czy chcą „słabych Niemiec, które nie będą w stanie odstraszyć Rosji, czy silniejszych Niemiec, w pełni osadzonych w europejskiej strukturze integracyjnej, dzięki czemu będzie można odstraszyć Rosję”.
Masala dodał, że Europa potrzebuje także silnej militarnie Polski i pozostałych krajów Europy, "aby sprostać czekającym nas wyzwaniom".