Rosyjski ślad

Konta na kilku platformach społecznościowych, w tym anonimowe, informują o przesłankach wskazujących na to, iż tekst sabotażystów mógł zostać przetłumaczony z języka rosyjskiego przy użyciu sztucznej inteligencji. Teza ta zyskała rozgłos, gdy wpis na ten temat na portalu X udostępnił Roderich Kiesewetter,deputowany CDU do Bundestagu.

Jednym z argumentów jest błędna pisownia nazwisk. Amerykański wiceprezydent J.D. Vance nazywany jest w oświadczeniu „Vansem”, a nazwisko berlińskiej senator i byłej burmistrz miasta Franziski Giffey zapisywane jest „Giffay”. Te błędy interpretowane są jako efekt transliteracji z cyrylicy.

"FAZ": Brak mocnych dowodów

„FAZ” uważa jednak, że w przypadku transliteracji z cyrylicy nazwisko wiceprezydenta USA powinno brzmieć „Vens”. „Także błędy ortograficzne i gramatyczne oraz liczne niezgrabne sformułowania nie stanowią żadnej wskazówki na istnienie rosyjskiego pierwowzoru” - uważa gazeta.

Autor lub autorzy listu tłumaczą, że chcieli „wpisać swój czyn w kontekst globalnego oporu”. Na liście „wrogów ludzkości”, rozpoczynającej się od prezydenta USA Donalda Trumpa, a kończącej na chińskim przywódcy Xi Jinpingu, wymieniony został także przywódca Rosji Władimir Putin.

Do ataku przynała się Vulkangruppe

Do sobotniego ataku, który polegał na podpaleniu kabli na jednym z mostów, przyznała się ekstremistycznie lewicowa Vulkangruppe, która w dokumencie przekazanych władzom uznała za swoje cele „wyłącznie prądu rządzącym” oraz atak na „przemysł paliw kopalnianych”. Grupa już w przeszłości dokonywała ataków sabotażowych na infrastrukturę krytyczną w Niemczech. Ścigana jest przez prokuraturę federalną m.in. pod zarzutami terroryzmu.

W skutek ataku dostęp do elektryczności utraciło blisko 50 tys. gospodarstw domowych w dzielnicy Steglitz-Zehlendorf w południowo-zachodnim Berlinie. Do wtorku prąd przywrócono połowie domostw. Od godz. 11 w środę prąd popłynął ponownie do większości mieszkańców. Była to najdłuższa masowa przerwa w dostawach prądu w niemieckiej stolicy od zakończenia drugiej wojny światowej.

Z Berlina Mateusz Obremski