To reakcja na transatlantycki kryzys zaufania
Postawa prezydenta USA Donalda Trumpa – roszczenia wobec Grenlandii czy ostra krytyka europejskich partnerów – doprowadziły do kryzysu zaufania w relacjach transatlantyckich.
– System rozszerzonego odstraszania opierał się na obietnicy USA, że atak nuklearny na sojusznika spotka się z reakcją Stanów Zjednoczonych. To przez dziesięciolecia powstrzymywało rozprzestrzenianie broni atomowej. Teraz pojawił się problem – sojusznicy wątpią w autentyczność zobowiązań Waszyngtonu – mówi NBC News Emma Belcher, ekspertka ds. kontroli zbrojeń i prezeska amerykańskiej fundacji Ploughshares,
Kryzys wewnątrz Sojuszu pojawił się w okresie narastającego zagrożenia ze strony Rosji. Dlatego też – jak informuje NBC, powołując się na sześciu wysokich rangą urzędników – europejscy przywódcy zaczęli debatować, czy powinni w większym stopniu oprzeć swoje bezpieczeństwo na potencjale jądrowym Francji i Wielkiej Brytanii, czy wręcz zbudować własną broń atomową.
– Dyskutujemy o tym, jak chronić Europę za pomocą odstraszania nuklearnego, z udziałem Stanów Zjednoczonych lub bez nich – stwierdził jeden z urzędników w rozmowie z amerykańską stacją. Inny ocenił rozmowy o sposobach zabezpieczenia się przed Rosją bez wsparcia USA jako „intensywne i owocne”.
Zdradzili również, że Emmanuel Macron – prezydent Francji, czyli jedynego kraju w Unii Europejskiej posiadającego własną broń atomową – ma w nadchodzących tygodniach wygłosić ważne przemówienie na temat francuskiej polityki nuklearnej.
Francuska broń atomowa? Niemcy nie mówią "nie"
Fakt, że kwestia pojawiła się w relacjach wewnątrz Unii potwierdził również w wywiadzie z tygodniem "Der Spiegel" Lars Klingbeil, wicekanclerz Niemiec. Zdradził, że Francja wystąpiła z propozycją zwiększenie roli swojego "parasola nuklearnego" w systemie bezpieczeństwa Europy.
– W ramach Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej zobowiązaliśmy się do nieposiadania własnego arsenału atomowego. To zobowiązanie pozostaje w mocy. Niemniej jednak powinniśmy przyjąć francuską propozycję rozmów. Strategiczny dialog między Niemcami a Francją jest w obecnych czasach ze wszech miar wskazany – mówił Klingbeil.
W grze są różne "atomowe" scenariusze
Według źródeł NBC europejskie rządy rozważają różne "nuklearne" scenariusze. Należą do nich: modernizacja francuskiego arsenału, rozmieszczenie francuskich bombowców zdolnych do przenoszenia broni jądrowej poza granicami kraju oraz wzmocnienie sił konwencjonalnych na wschodniej flance NATO.
Inna opcja zakłada wyposażenie państw nieposiadających programów atomowych w zaplecze techniczne umożliwiające ich szybkie stworzenie. Zaznaczmy, że samo posiadanie takich zdolności nie naruszałoby Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT), jednak podjęcie konkretnych kroków, takich jak wzbogacanie uranu, byłoby już jego pogwałceniem.
Arsenały Francji i Anglii są "żałosne"? Nad wszystkim wisi cień Le Pen
Wewnątrz NATO, poza USA, jedynie Francja i Wielka Brytania dysponują bronią jądrową. Jednak ich arsenały są znacznie skromniejsze niż amerykańskie. Stany Zjednoczone posiadają około 3700 głowic, Francja około 290 (odpalanych z okrętów podwodnych i samolotów), a Wielka Brytania około 225 (przeznaczonych dla floty podwodnej).
Były wysoki amerykański urzędnik określił pomysł samodzielnego odstraszania Rosji przez Paryż o Londyn jako "niedorzeczny". Ocenił stan ich arsenału nuklearnego jako "żałosny" ze względu na wieloletnie zaniedbania.
Zresztą część europejskich polityków również powątpiewa, by Francja mogła stać się realną alternatywą dla potęgi USA. Ich niepokój budzi fakt, że zobowiązania Macrona mogą zostać cofnięte po wyborach we Francji w 2027 roku. Liderka skrajnej prawicy Marine Le Pen twierdzi bowiem, że francuski arsenał powinien służyć wyłącznie obronie Francji.
Co znamienne, o europejskim arsenale atomowym dyskutują nawet Skandynawowie. W Szwecji Jimmie Åkesson, lider prawicowych Szwedzkich Demokratów, stwierdził, że w obliczu niepewności co do postawy USA „wszystkie opcje powinny leżeć na stole” – w tym własna, europejska broń atomowa. To samo w ubiegłym tygodniu zaproponowali również działacze duńskiej partii centroprawicowej.
To tylko taktyka negocjacyjna?
Heloise Fayet z Francuskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych uważa, że debata o europejskich programach atomowych to raczej taktyka negocjacyjna niż krok do faktycznego osiągnięcia celu.
– Postrzegam to jako wołanie o pomoc. Mówią: "Pomóżcie nam, bo zrobimy coś szalonego" – stwierdziła. Zresztą większość oficjeli powtarza jak mantrę – podstawą europejskiego bezpieczeństwa pozostaje NATO, rozumiane jako cały Sojusz. Stary Kontynent musi tylko wziąć na siebie część ciężaru, które dotychczas brały na sobie USA.