Remedium na czas drapieżców

Z tą inicjatywą wyszli Nicolai Svejgaard Poulsen, starszy doradca Sojuszu Liberalnego w duńskim parlamencie, oraz Morten Møller Sørensen, szef biura partii w Parlamencie Europejskim. W artykule, który wspólnie opublikowali na łamach duńskiego magazynu "Berlingske", apelują, by kraje skandynawskie zerwały z dotychczasową linią polityczną.

Ich zdaniem Dania powinna rozwijać własny program nuklearny wspólnie ze Szwecją, Norwegią i Finlandią, a "być może także z Islandią". Tylko w ten sposób, jak argumentują, można zagwarantować suwerenność krajów nordyckich w świecie, który określają mianem"epoki drapieżników".

Rozumieją tylko siłę. Dania musi zmienić politykę

Uważają, że seria transatlantyckich napięć w ostatnich tygodniach przyniosła historyczny przełom w relacjach USA z Europą. Dla wielu Duńczyków było to najbardziej wstrząsające polityczne doświadczenie od wielu pokoleń.

Stany Zjednoczone, postrzegane od 1945 roku jako gwarant pokoju i wolności w Europie, zaczęły jawić się jako zagrożenie. Pod rządami Donalda Trumpa USA pokazały, że "w gruncie rzeczy nie mają najmniejszego szacunku" ani dla Danii, ani dla Europy, ani dla "ideałów wolnego świata". W tej sytuacji, jak podkreślają autorzy, uzależnienie od Waszyngtonu staje się wysoce ryzykowne.

Bezpośrednim impulsem do tych wniosków była oczywiście sprawa Grenlandii. Autorzy artykułu wskazują, że spotkanie ministrów spraw zagranicznych Grenlandii, Danii i USA przebiegło w nerwowej atmosferze, a po zakończeniu rozmów nie było jasne, jak dalej mogą potoczyć się wydarzenia. Całą sytuację określają jako "głęboko upokarzającą" dla Królestwa Danii. Dlatego też, jak twierdzą, Dania musi na nowo zdefiniować swoją politykę obronną i sojuszniczą.

Zaznaczają, że Kopenhaga powinna nie tylko zwiększyć wydatki na broń konwencjonalną, ale także spojrzeć na kwestię obronności szerzej. Ich zdaniem konieczne jest, by Dania wyszła z inicjatywą i rozpoczęła rozmowy z nordyckimi sąsiadami o wspólnym wojskowym programie nuklearnym. Celem ma być odstraszanie, ponieważ siła jest jedynym czynnikiem, który "drapieżnicy rozumieją i respektują".

Skandynawska broń atomowa. Podstawy już są

Poulsen i Sørensen zwracają uwagę, że Szwecja i Finlandia dysponują reaktorami jądrowymi, a więc mogłyby stosunkowo szybko rozpocząć wzbogacanie uranu. Ponadto oba kraje mają rozwinięty przemysł obronny, do którego swój wkład mogłyby wnieść także Dania i Norwegia. Również od strony finansowej państwa nordyckie – jak przekonują – są wystarczająco silne: uruchomienie programu broni jądrowej i wspólnego dowództwa nuklearnego byłoby trudnym przedsięwzięciem, ale nie niemożliwym.

Takie dowództwo, jak czytamy, musiałoby zapewniać wszystkim uczestnikom równą pozycję oraz prawo weta. Autorzy przyznają jednocześnie, że wspólny projekt byłby bardzo kruchy i mógłby łatwo się załamać. Na jego korzyść przemawia jednak bliska współpraca i geograficzna bliskość krajów nordyckich. Byłoby to rozwiązanie bez precedensu na świecie. "Ale jeśli ktoś mógłby je urzeczywistnić, to właśnie my" – podsumowują.