Obserwator Finansowy: Z ekonomii behawioralnej wiemy, że czynniki psychologiczne wywierają wpływ na decyzje ekonomiczne, które są często nieracjonalne. Pandemia to zupełnie nieprzewidywalne zdarzenie, to potężny szok psychologiczny dla nas, konsumentów.

Prof. Dominika Maison: Trudno się nie zgodzić z tym, że pandemia była czymś, co bardzo zaskoczyło wszystkich, jednak nie wszyscy zareagowali na tę wyjątkową sytuację w ten sam sposób. Nie ma jednego wzorca zachowań i jednego rodzaju reakcji na pandemię. W początkowej fazie jej wybuchu obserwowaliśmy wzmożone zakupy produktów spożywczych i środków czystości. Jak pokazało przeprowadzone przez nas w marcu badanie na ogólnopolskiej próbie reprezentatywnej, aż 56 proc. Polaków zadeklarowało, że kupiło różne produkty na zapas, z czego najwięcej (66 proc. z nich) kupiło makaron, 55 proc. mąkę, a 53 proc. papier toaletowy.

Okazuje się jednak, że te często nadmiarowe zachowania zakupowe zależały przede wszystkim od poczucia braku kontroli oraz poczucia zagrożenia COVID-em. Innymi słowy, najwięcej zakupów pod względem różnorodności produktów i ilości wydanych na nie pieniędzy zrobiły osoby, które najbardziej bały się nowego wirusa oraz miały poczucie braku kontroli nad sytuacją. Osoby te tłumaczyły swoje zachowanie potrzebą przygotowania się na wybuch prawdziwej epidemii, kiedy nie będzie można wychodzić z domu.

Z przeprowadzonych przez nas analiz widać, że u podłoża tych zachowań leży też próba uzyskania kontroli nad tym, co dla osób jest nieznane i niekontrolowane, czyli bardzo duże znaczenie mają tu czynniki psychologiczne.

Czy nowe uwarunkowania zmieniły zwyczaje zakupowe Polaków?

Reklama

Pandemia wpłynęła również na sposób robienia zakupów, jednak i tu różne grupy zachowywały się w różny sposób. Na przykład kobiety bardziej przygotowywały się do zakupów, ale równocześnie starały się je robić rzadziej, natomiast mężczyźni zwiększyli częstotliwość zakupów przez internet. Również młodzi ludzie zwiększyli częstotliwość kupowania przez internet, ale równocześnie dużo więcej kupowali produktów dla przyjemności.

Pani badania pokazały zatem, że pierwsza faza kryzysu była najbardziej „psychologiczna” – wyborom ekonomicznym towarzyszyły silne emocje. Czy przełożyło to się na sposób dokonywania płatności przez konsumentów?

Nasze analizy potwierdziły, że również w przypadku zachowań związanych z płatnościami, tym co motywuje do zmiany zwyczajów jest przede wszystkim strach przed koronawirusem (bardziej nawet niż wiek badanych). Największą zmianę zachowań widzimy u tych, którzy najbardziej boją się wirusa.

Aż 40 proc. posiadaczy kart płatniczych zmieniło zwyczaje płatnicze z obawy przed koronawirusem.

To co zaobserwowaliśmy, to zmiana zwyczajów płatniczych, szczególnie związanych z płatnościami bezgotówkowymi. W początkowej fazie pandemii 75 proc. Polaków posiadających karty deklarowało, że płaci częściej kartą niż gotówką (z czego 52 proc. zdecydowanie częściej). Jest to wyraźnie więcej niż przed wybuchem pandemii (w ostatnim naszym badaniu dla NBP 24 proc. Polaków twierdziło, że płaci zdecydowanie częściej kartą niż gotówką). Co ważne, aż 40 proc. posiadaczy kart płatniczych twierdziło, że zmieniło swoje zwyczaje płatnicze z obawy przed koronawirusem. Intensywniejsze przejście na płacenie bezgotówkowe widzimy u osób najstarszych (powyżej 55 roku życia), czyli najbardziej zagrożonych zakażeniem, równocześnie tych, u których dotychczas był największy wskaźnik dokonywania płatności gotówką.

Zwiększyło się również korzystanie z płatności zbliżeniowych. Aż 32 proc. posiadaczy kart płatniczych twierdziło, że obecnie częściej płaci w ten sposób. Również to zachowanie wynika bezpośrednio z obawy przed zakażeniem.

Czy te zmiany w zachowaniach ekonomicznych Polaków zostaną z nami na dłużej, czy możemy już mówić tu o tzw. nowej normalności?

Obserwacja pokazuje, że szereg zachowań zmienionych pod wpływem pandemii, wraca do tego, jak było wcześniej. Na przykład wiele osób, które w czasie pandemii, zmuszone sytuacją, wykonywały różne zabiegi kosmetyczno-pielęgnacyjne we własnym zakresie, w momencie umożliwienia korzystania z tego typu usług wróciło do dawnych przyzwyczajeń. Niektórzy respondenci w badaniach jakościowych mówili, że mimo iż teraz płacą bezgotówkowo (z lęku przed koronawirusem), to po jego zakończeniu powrócą do posługiwania się gotówką.

Jednak nie wszystko wróci do sytuacji sprzed pandemii. Myślę, że wielu konsumentów, zmuszonych sytuacją, odkryło nowe możliwości, np. wspomniane wcześniej zakupy przez internet produktów, które wcześniej kupowali wyłącznie w sklepie, czy korzystanie z platform streamingowych, zamiast chodzenia do kina.

Pandemia i kryzys ekonomiczny z nią związany mogą zwiększać poczucie niepewności i lęk przed przyszłością wśród konsumentów. Czy taka sytuacja wpłynie na nawyki w zakresie oszczędzania?

Bardzo trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Nawyki są czymś, co zmienia się dosyć długo. Na pewno sporo osób w Polsce, np. te, które straciły pracę lub które chwilowo nie mogły wykonywać swojej pracy (jak np. fryzjerzy), skonfrontowało się z sytuacją konieczności życia z oszczędności albo przy braku oszczędności z poważnymi kłopotami finansowymi. Mogłoby się więc wydawać, że jest to „nauczka”, po której ludzie będą więcej oszczędzali.

Większość Polaków uważa, że powinno się oszczędzać, a równocześnie połowa Polaków nie ma żadnych oszczędności.

Niestety nie jest to takie proste. Jak pokazują moje wieloletnie badania, to, czy osoba ma oszczędności, czy też nie, w większym stopniu zależy od jej cech charakteru i postrzegania świata, niż od tego, czy uważa, że powinno się oszczędzać. Większość Polaków uważa, że powinno się oszczędzać, a równocześnie połowa Polaków nie ma żadnych oszczędności. Czyli również ci, którzy uważają, że powinno się oszczędzać, często oszczędności nie mają. Można by przypuszczać, że nie mają oszczędności, bo za mało zarabiają. I tu kłania się psychologia.

Jak pokazują nasze badania, posiadanie oszczędności zależy w dużo większym stopniu od tego, jak osoby postrzegają swoje finanse (na ile są z nich zadowolone), a nie ile mają obiektywnie pieniędzy. Ponadto posiadanie oszczędności zależy w mniejszym stopniu od zarobków, ale od takich cech indywidualnych jak: sumienność, samokontrola, wewnętrzne umiejscowienie kontroli, przyszłościowa perspektywa czasowa. I tak mogłabym wymieniać wiele więcej cech.

Tu jeszcze warto dodać, że proporcja między Polakami posiadającymi oszczędności i tymi, którzy ich nie mają – jest stabilna od lat, mimo różnych zmian w tym czasie i mniejszych lub większych kryzysów.

Dlatego, podsumowując, obawiam się, że sama pandemia nie będzie miała wielkiego wpływu na wzrost liczby Polaków oszczędzających lub kwot posiadanych oszczędności. Niestety, jeżeli ktoś ma zewnętrzne umiejscowienie kontroli i jest przekonany, że niewiele od niego zależy (a takie osoby zazwyczaj nie mają oszczędności), prawdopodobnie podczas pandemii utwierdził się w tym, że nie warto oszczędzać (bo i tak nie wiadomo, co kiedy się stanie). Zmiana takich zachowań wymaga wieloletnich działań nie tylko edukacyjnych, ale systematycznych oddziaływań wpływających bezpośrednio na zmianę nawyków.

Jak wskazują doświadczenia historyczne, kryzysy gospodarcze mogą mieć też pozytywne skutki dla społeczeństwa. W świetle COVID-19 powstaje pytanie – czy kryzys ten nie ograniczy konsumpcyjnego stylu życia, który jest szkodliwy chociażby dla środowiska naturalnego?

Rzeczywiście, czas pandemii, szczególnie czas, kiedy wszyscy przeżywaliśmy tzw. lockdown, był czasem wyjątkowym. Dla wielu osób był to również czas zastanawiania się nad życiem, nad relacjami, ale także nad konsumpcją, np. czy rzeczywiście potrzebujemy tyle rzeczy, czy potrzebujemy ciągle nowych ubrań, czy musimy aż tak bardzo się przemieszczać.

Jednak nie przypuszczam, że nastąpi bardzo duża zmiana w zachowaniach konsumpcyjnych. Prawdopodobnie najwięcej zmienią osoby, które miały skłonności do większej refleksji nad swoim życiem czy środowiskiem naturalnym już wcześniej. Takie osoby prawdopodobnie coś przewartościowały i być może częściowo zmieniły swoje zachowanie. Jednak większość osób wróciła do dawnego stylu życia, na ile pozwalają im na to przepisy związane z bezpieczeństwem podczas pandemii.

Czas zamknięcia odczuli także studenci i nauczyciele – przeszliśmy na naukę on-line. Czy zmienią się formy nauczania?

Zamknięcie uczelni spowodowało niemalże natychmiastowe i całościowe przejście edukacji wyższej na nauczanie zdalne. Było to ogromne wyzwanie zarówno dla studentów, jak i nauczycieli akademickich. Z początku wydawało się, że będzie więcej czasu, bo nie będzie na przykład trzeba tracić czasu na dojazdy. Okazało się jednak, że nauczanie zdalne wymagało dużo większej pracy zarówno od nauczycieli, jak i studentów. Jeżeli chce się prowadzić dobrze zajęcia w systemie zdalnym, trzeba na przykład poświęcać dużo więcej czasu na indywidualne zadania dla studentów oraz indywidualne informacje zwrotne dla każdego studenta.

No i wracając do Pani pytania o to, czy nauczanie już na stałe się zmieni, czy może już tylko będziemy mieli formy zdalne? Moim zdaniem zdecydowanie nie, bo studiowanie to nie tylko przekazywanie wiedzy, ale również kontakty między studentami i nauczycielami, to budowanie relacji, często na całe życie. Tego w zdalnym nauczaniu brakuje.

Z drugiej jednak strony, jestem przekonana, że to doświadczenie spowodowało u wielu osób modyfikację prowadzonych przez nich zajęć, większą otwartość na rozwiązania, jakie daje on-line, poznanie wielu narzędzi pomocnych w pracy dydaktycznej. Tak więc myślę, że ten element zostanie w edukacji i dzięki COVID-owi wiele osób unowocześni prowadzone przez siebie zajęcia.

– rozmawiała Ewa Rzeszutek

Dominika Maison – profesor psychologii, dziekan Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Prowadzi badania naukowe na temat psychologii zachowań finansowych i współpracuje z instytucjami finansowymi, min. z Fundacją Kronenberga w zakresie edukacji finansowej Polaków, NBP w zakresie promowania obrotu bezgotówkowego w Polsce. W 2005 roku założyła specjalizującą się w strategicznych badaniach marketingowych firmę Maison&Partners.

Źródło nieznane