Hubert Biskupski: Porozmawiajmy o globalizacji i o tym, czy jest ona błogosławieństwem, czy też naszym przekleństwem. Wszystko zaczęło się tak naprawdę od wielkich odkryć geograficznych na przełomie XV i XVI wieku, a później budowaniu tych nowoczesnych imperiów europejskich. Dzisiaj globalizacja znosi bariery fizyczne, polityczne, gospodarcze. Czy globalizacja jest w stanie np. zlikwidować głód i ubóstwo? Czy wręcz przeciwnie ona ten głód i ubóstwo tylko spotęguje?
Z jednej strony na tej szali mamy nierównomierny podział zysków, dominację wielkich korporacji, co szczególnie widać w obszarze IT i nowoczesnych technologii, oraz niewolniczą pracę w państwach, określanych kiedyś mianem krajów Trzeciego Świata. Z drugiej strony natomiast mamy mobilność kapitału i dóbr oraz wykorzystywanie pracowników, którzy otrzymują dolara czy półtora dolara dziennie za wyprodukowanie dóbr transferowanych następnie do bogatych krajów Europy czy Ameryki Północnej. I ci ludzie, pracujący bardzo często w niewolniczych warunkach, być może bez tych fabryk stawianych przez Amerykanów, Europejczyków w ogóle nie mieliby pracy.
Autarkicznych gospodarek praktycznie nie ma, no może poza Koreą Północną, bo nawet Rosja, tak silnie izolowana, powiązana jest z rynkami międzynarodowymi. Na tę globalizację, w tej czy innej formie, jesteśmy niejako skazani. Ale jak znaleźć złoty środek, żeby z jednej strony zachować wszystkie te pozytywy, czyli ten swobodny przepływ i ludzi, i technologii, i środków finansowych. Z drugiej zaś strony wyeliminować patologie i zagrożenia. A jednym z takich zagrożeń, które było bardzo dobrze uwidocznione w czasie pandemii, było uniezależnienie się od rynków zewnętrznych, np. produkowane w Chinach chipy do samochodów, substancje do leków. To jest problem rynków europejskich, gdzie pozwoliliśmy na to, żeby produkować poza naszym obszarem. A taką sytuację mamy też teraz. Czyli najpierw była pandemia, a teraz jest wojna. Nie mamy wpływu na to, czy te substancje zostaną dostarczone. Czy jest jeszcze czas i możliwość na to, żeby ten złoty środek wypracować?
No nie same Niemcy.
Czy my jako obywatele, bądź co bądź zamożnej części świata, jesteśmy gotowi na to, żeby ograniczyć transfer produkcji poza nasze granice? Bo, co byśmy nie mówili złego o globalizacji, to ona spowodowała m.in. wzrost konkurencji i dość znaczący spadek cen, czego my jako Europejczycy byliśmy przez wiele lat beneficjentami i przyzwyczailiśmy się do tego, że produkty made in China – samochody, AGD, itd., tekstylia – były znacznie tańsze niż te, które mogłyby być produkowane w Polsce i w Europie. Czy jesteśmy gotowi ponieść te koszty finansowe?
Paradoksalnie i wojna, i pandemia mogą być dla nas takim doświadczeniem, z którego wyjdziemy wzmocnieni i bogatsi o doświadczenie, że nie należy wszystkiego transferować poza swoje granice.
Zakończę ciekawostką. Szwajcarski Instytut Ekonomiczny przygotowuje tzw. Globalization Index. Uwzględniane są w nim takie dane, jak wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych, wartość eksportu, wartość rezerwy międzynarodowej, wartość dziennych obrotów dewizowych, wartość pożyczek transgranicznych. I jak spojrzymy na ten indeks globalizacji, to np. Stany Zjednoczone mają tam 60 punktów, Niemcy – 64, Polska – około 40, a Chiny – 21, więc jesteśmy gdzieś pośrodku tej globalizacji.
Hubert Biskupski,
