Pod koniec ubiegłego roku Węgrzy, którzy – w przeciwieństwie do Polski – mocno stawiają na ścisłą współpracę z Chinami, wydali aż trzy odrębne tomy, po chińsku, węgiersku i angielsku, poświęcone 70. rocznicy nawiązania dwustronnych stosunków dyplomatycznych, a odrębnie, już tylko po węgiersku, pracę jednego z najbardziej znanych ekonomistów chińskich, wiceprezesa renomowanej Chińskiej Akademii Nauk Społecznych ZAI Fanga (CAI Fanga).

Tytuł publikacji: „Chińskie reformy i otwarcie na świat – 40 lat doświadczeń”. W ten sposób czytelnik węgierski otrzymał rzadką, wręcz unikatową perspektywę chińskiego, a nie zachodniego spojrzenia na chińską gospodarkę i jej dylematy. Przyjrzyjmy się tym rozważaniom i my, bo pochodzą z autorytatywnego chińskiego źródła.

Ucieczka z III Świata

Profesor ZAI Fang, co naturalne, na wstępie eksponuje chińskie ogromne osiągnięcia gospodarcze i wskazuje na fakt, że w okresie od 1978 r., czyli rozpoczęcia reform, do roku 2011 (a więc w domyśle: do czasu dojścia do władzy obecnej administracji Xi Jinpinga) przeciętny roczny wzrost gospodarczy w Chinach sięgał 9,9 proc., a kraj ten, który w roku 1990 był jeszcze na pozycji 10. wśród największych gospodarek świata, w roku 2000 wszedł na pozycję szóstą, wyprzedzając Włochy, a w roku 2010 na pozycję drugą, wyprzedzając Japonię.

Przewiduje on, podobnie jak inni chińscy specjaliści, że „jeszcze przed 2035 r.” Chiny wyprzedzą USA i staną się największą gospodarką świata, także w sensie nominalnym (po kursie siły nabywczej są już nią od 2015 r.).

Na tej ścieżce szybkiego wzrostu Chiny wynalazły tzw. formułę „cyklu 72”. Oznacza ona, że jeżeli wzrost gospodarczy sięgałby rocznie 1 proc., to na podwojenie gospodarki potrzebne by było 72 lata.

Gdyby ten wzrost wynosił 7,2 proc. rocznie, to nastąpiłby po 10 latach.

Natomiast w przypadku wzrostu rzędu 10 proc., jak w Chinach ostatnio, następowałby co 7 lat, czego reformujące się Chiny doświadczyły kilkakrotnie.

A szczególnie dumne są z tego, co jest w pracy szczególnie mocno wyeksponowane, iż – nawet na podstawie danych Banku Światowego – Chiny w okresie 1981 – 2013 wyciągnęły z biedy miliony ludzi. Ich liczbę ograniczono w tym czasie z 878 do zaledwie 25,17 mln osób, co odpowiadało aż 75,7 proc. ogółu w skali całego świata.

Był to efekt świadomej, odgórnie prowadzonej polityki rządu i 7-letniego programu ograniczenia biedy z 1993 r., który powtórzono raz jeszcze w latach 2001-2010. Dzięki nim Chiny w zasadzie uwolniły się od problemów i wyzwań klasycznych dla państw rozwijających się czy Trzeciego Świata. Napotykają natomiast na zupełnie inne wyzwania, o czym w większości traktuje ten tom.

Przełom Lewisa

Albowiem tamtejszy program rozwojowy, co oczywiste, toczy się nadal, a praca ZAI Fanga, choć okolicznościowa, wydana na 40-rocznicę chińskich reform, wcale nie jest utrzymana w tonie triumfalizmu. Wręcz przeciwnie, sporo w niej troski i rozważań o dylematach i trudnościach, jakie teraz przed Chinami się pojawiły.

Jest ich niemało, a autor szczególną uwagę zwraca na tzw. przełom Lewisa (Lewis turning point), czyli formułę ukutą przez noblistę Williama Arthura Lewisa (1915-1991), zgodnie z którą kluczowym elementem w rozwoju państwa staje się ten, kiedy przestaje on już korzystać z nadwyżki taniej siły roboczej napływającej do gospodarki z sektora rolnego.

Teoria ta odbiła się mocnym echem w chińskich kręgach ekonomicznych, bowiem właśnie tam ta tzw. dywidenda demograficzna, czyli zaprzęgniecie do ciężkiej, czasami wręcz niewolniczej pracy ponad 800 mln chińskich chłopów, była jednym z motorów napędzających gospodarkę.

To źródło wyczerpało się, zdaniem niektórych chińskich specjalistów (Zhang Xiaobo, Wang Shenglin) już w początkach pierwszej dekady obecnego stulecia, a zdaniem ZAI Fanga i wielu innych o dekadę później.

Niezależnie jednak od czasu, w którym to nastąpiło, wyczerpanie się tej dywidendy jest faktem, a kwestie starzenia się społeczeństwa oraz coraz bardziej niekorzystnych trendów demograficznych (wzrost średniej wiekowej społeczeństwa, niedobór kobiet w wyniku prowadzonej w latach 1979-2015 polityki jednego dziecka w rodzinie) zajmują poczesne miejsce w rozważaniach ZAI Fanga i każą mu prognozować, że już tylko z tych powodów wzrost w Chinach nie będzie już tak wysoki jak w poprzednich dekadach. A są jeszcze i inne powody spowalniania wzrostu.

Jakie? Przede wszystkim administracja Xi Jinpinga wyszła z ambitnymi programami reformatorskimi, w tym nade wszystko – zamianą głównego motoru napędzającego gospodarkę z dotychczasowego eksportu na silną i dobrze prosperującą klasę średnią, a tę trzeba przecież, niemałym kosztem, zbudować.

W tym kontekście wyłania się drugi, obok demograficznych, zespół zagadnień, którym chiński ekspert poświęca bodaj najwięcej uwagi, czyli tzw. pułapce średniego dochodu (middle income trap), albowiem w drugiej dekadzie obecnego stulecia Chiny natknęły się na to poważne wyzwanie i główni chińscy ekonomiści (Justin Yifu Lin, Wu Jianglian i in.) właśnie jemu poświęcają ostatnio najwięcej uwagi.

Według oficjalnych danych, przytaczanych przez ZAI Fanga, w 2015 r. przeciętne dochody wynosiły w miastach 24 565 juanów, a na wsi tylko 7 917 (czyli były trzy razy mniejsze).

Płynie z tego kilka podstawowych wniosków: wieś jest w Chinach nadal relatywnie biedna; klasa średnia to tylko regiony miejskie; rozwarstwienie dochodowe i społeczne jest nadal wielkim wyzwaniem. Trzeba przeznaczyć ogromne środki na te właśnie cele, a przede wszystkim na odbudowę zniszczonej w fazie szybkiego wzrostu, szczególnie w latach 90. minionego stulecia, siatkę świadczeń socjalnych.

"Wzrost PKB w Chinach będzie w najbliższych latach niższy niż dotychczas i wyniesie ok. 6 procent."

Te powody, plus przyczyny natury demograficznej oraz konieczność poświęcania znacznie wyższych niż dotychczas środków na oświatę i naukę w kontekście promowanej przez Xi Jinpinga (program „Made In China 2025”) ambitnej polityki budowania społeczeństwa innowacyjnego, wszystko razem składnia ZAI Fanga do wniosku, że wzrost w Chinach będzie w najbliższych latach niższy i wyniesie ok. 6 lub niewiele więcej procent.

Omawiana książka była pisana i wydana po chińsku pod koniec 2018 r. (na Węgrzech ukazała się rok później), a już w 2019 r., jak wiemy, ta prognoza się sprawdziła: Chiny odnotowały wzrost PKB wielkości 6,2 proc. najniższy od 29 lat.

Wtedy była to konsekwencja turbulencji po wydarzeniach na placu Tiananmen, a teraz mamy turbulencje nie mniejsze, związane z COVID-19. Stąd też w tym roku zakłada się dalszy spadek tego wzrostu, nawet do poziomu 4,5 proc., choć jeszcze za wcześnie o tym mówić.

Ciekawe jest natomiast to, że autor pracy stanowczo przeciwstawia się, często w Chinach (teraz po wybuchu COVID-19 nawet częściej), nawet odgórnie forsowanym koncepcjom „zmiękczania budżetu” i ożywiania gospodarki poprzez kolejny pakiet inwestycyjny, jak to było np. po roku 2008.

Zdaniem ZAI Fanga takie podejście, niczym japońska Abenomika, „jest błędne z założenia” oraz „niewłaściwe pod względem teoretycznym, praktycznym, a nawet logicznym”.

W jego ocenie to nie interwencjonizm państwowy, a rynek ma być pod tym względem regulatorem. To podejście sprzeczne z linią forsowaną ostatnio przez władze.

Na drodze do Wielkiego Renesansu?

ZAI Fang odnosi się też, w końcowych partiach pracy, do oficjalnej koncepcji czy nawet wizji Xi Jinpinga, czyli programu „wielkiego renesansu narodu chińskiego” (Zhonghua minzu weida fuxing), według której do połowy bieżącego stulecia Chiny staną się – ponownie – kwitnącym ośrodkiem cywilizacyjnym na globie.

Nie ma jednak w tej bardzo rzeczowej, utrzymanej w formie ścisłego naukowego dyskursu pracy ani, tak popularnych w propagandzie, częstych odniesień do Xi Jinpinga i jego prac, ani nadmiernego optymizmu. Jest tylko rzeczowa analiza kolejnych problemów i wyzwań, przed którymi Chiny stoją obecnie, u progu trzeciej dekady XXI wieku. ZAI Fang zalicza do nich przede wszystkim:

– uświadomienie sobie, że „obecna faza szybkiego wzrostu nie tylko jest nie do utrzymania, ale stanowi również zagrożenie”; teraz to nie wzrost nade wszystko, jak w poprzednich dekadach, lecz zrównoważony wzrost ma być nadrzędnym celem;

– konieczność utrzymania właściwych proporcji pomiędzy gospodarką planową a rynkiem oraz „unikania błędów” płynących z tej pierwszej (co jest już zawoalowaną, ale w Chinach czytelną, krytyką nadmiernej koncentracji władzy i kapitału ze strony administracji Xi Jinpinga);

– trzymania się, znanej w ChRL, koncepcji „trzech kroków” reform Deng Xiaopinga, czyli tego, że po pierwszej, trzydziestoletniej fazie reform gospodarczych (1978-2008) nadeszła obecna faza reform społecznych (klasa średnia, pułapka średniego dochodu), być może znowu rozpisana na trzy dekady, a dopiero potem przyjdzie faza „reform politycznych”;

– stawienie czoła wyzwaniu bodaj największemu, czyli konieczności zbudowania społeczeństwa innowacyjnego, a więc opartego nie tylko na silnej gospodarce, ale także nowoczesnych technologiach, a to wymaga gruntownych zmian (i nakładów!) w oświacie i w podejściu do wiedzy;

– uniknięcie słynnej, także w Chinach, „pułapki Tukidydesa” (autor używa tego terminu), a więc starcia z dotychczasowym hegemonem, czyli USA.

Jak widać, problemy są dość dobrze, trzeźwo i analitycznie przedstawione i zdefiniowane. Jednakże rzeczywistość zaczęła je wyprzedzać.

Do wojny handlowej z USA, po 15 stycznia tego roku tylko zawieszonej (mój tekst w OF z 15 stycznia), a więc tym samym uruchomienia „pułapki Tukidydesa” jednak doszło.

Xi Jinping, mimo delikatnych, ale czasami głośnych i ostrych jak u skazanych tym samym na rolę dysydentów Xu Zhiyonga czy Xu Zhangruna nadal koncentruje władzę w swoich rękach. A obecnie doszło jeszcze do tego bezprecedensowe wyzwanie związane z koronawirusem. Dokąd to wszystko Chiny zaprowadzi – do końca nie wiemy.

Można jednak z całą pewnością twierdzić, że chińscy naukowcy i eksperci zarówno ci w obiegu oficjalnym, jak ZAI Fang, jak i w obiegu nieoficjalnym dobrze definiują problemy i wyzwania, przed którymi legitymujące się niebywałymi sukcesami gospodarczymi w minionych czterech dekadach chińskie władze teraz stoją.

Kto wie, czy nie są to wyzwania większe niż te, na które napotykali poprzednicy obecnych rządzących w Pekinie. Po obiecany Wielki Renesans wcale nie będzie sięgnąć tak łatwo, jak wcześniej obiecywano. Uważna lektura cennej pracy ZAI Fanga też do takiego wniosku prowadzi.

Autor: Bogdan Góralczyk, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, politolog, dyplomata, znawca Azji.