Trzy fronty prezesa. Trwa wojna z koalicjantem, prezydentem i Unią Europejską [OPINIA]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
5 grudnia 2020, 08:21
Jarosław Kaczyński
<p>Jarosław Kaczyński</p>/ShutterStock
Po tym, jak PiS rozpętał wojnę z UE i z własnym koalicjantem, teraz zaczyna się zarysowywać nowa linia walki – z prezydentem

Rządząca partia musi myśleć nie o tym, jak realizować polityczną agendę, lecz jak gasić pożary na politycznych frontach. Już niedługo okaże się, kto zwycięży w starciu o unijny budżet. Jeśli grożący wetem Mateusz Morawiecki dogada się z Brukselą, znacząco umocni swoją pozycję, a PiS zyska możliwość skorzystania z dodatkowych funduszy, by rozgrzać gospodarkę po covidowej zimie. Lecz jeśli kompromis nie zostanie zawarty, to na szefa rządu spadnie odpowiedzialność za fiasko negocjacji.

Efekt rozegrania kwestii unijnej zdeterminuje zaś to, jaki będzie finał drugiego frontu. Samo dogadanie się z UE nie oznacza pełnego sukcesu, bo nie wiadomo, jak ten „deal” oceni partia Zbigniewa Ziobry. Jeśli Solidarna Polska nie podzieli entuzjazmu premiera, dalsze trwanie Zjednoczonej Prawicy stanie pod znakiem zapytania.

Trzeci front zmagań właśnie się rodzi – na nowo, po raz kolejny. PiS ma coraz dłuższą listę zastrzeżeń do Andrzeja Dudy. Pytanie, czy prezydent nie zacznie swoimi działaniami wpędzać własnego obozu w coraz większe kłopoty.

Front pierwszy

Jeśli chodzi o weto, to sytuacja jest gorąca tak samo na linii Warszawa – Bruksela, jak i w koalicji. W tym tygodniu odbyło się spotkanie jej liderów: SP obstaje przy sprzeciwie; PiS chce porozumienia, choć wydaje się, że na razie na warunkach, których Bruksela nie chce przyjąć; Porozumienie jest przeciwnikiem weta. – To spotkanie nie poszło po myśli Ziobry. Próbował wymóc twardą deklarację weta, Morawiecki ma twardo, ale negocjować – mówi jeden z naszych rozmówców.

I takie właśnie stanowisko zaprezentował premier w czwartkowym wywiadzie dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Morawiecki powtórzył, że Polska nie jest przeciwna głównemu celowi rozporządzenia, czyli walce z defraudacją unijnych funduszy. – Nie możemy jednak zgodzić się na to, aby za pomocą dowolnych decyzji państwo członkowskie było pozbawione pieniędzy. (…) Granicą, której nie możemy przekroczyć, jest przestrzeganie litery i ducha unijnych traktatów oraz jednej z podstawowych zasad: pewności prawa – powiedział.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj