Straże gminne i miejskie oswajają się z nowymi uprawnieniami, które dało im znowelizowane rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych w sprawie wykroczeń, za które strażnicy mogą nakładać grzywny (Dz.U. z 2020 r. poz. 1420). Od 4 września mają prawo ukarać mandatem właściciela nieruchomości, który nie złożył deklaracji śmieciowej, a także tego, który zadeklarował, że kompostuje odpady (wówczas przysługuje mu ulga), ale nie ma kompostownika lub go nie wykorzystuje. Mandat grozi także za brak aktualizacji danych w deklaracji śmieciowej – np. w sytuacji, gdy pojawi się nowy lokator, urodzi się dziecko (w przypadku metody od osoby). W większych miastach pojawiają się na razie pojedyncze mandaty w ramach dodatkowych uprawnień.

Funkcjonariusz online

Straż Miejska Miasta Krakowa (SMMK) rocznie sprawdza 7–8 tys. nieruchomości – w tym roku ze względu na sytuację epidemiczną będzie ich nieco mniej, bo do końca września funkcjonariusze sprawdzili ok. 2,5 tys. budynków. Najczęstsze wykroczenia to niewłaściwa selekcja odpadów, w większości w zabudowie wielorodzinnej, brak pojemnika na odpady komunalne, podrzucanie śmieci.

Marek Anioł, rzecznik prasowy SMMK, podkreśla, że egzekwowanie nowych przepisów wiąże się z koniecznością udostępnienia strażom danych zawartych w deklaracjach o wysokości opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi. – Właściciel nieruchomości nie ma obowiązku posiadania w czasie kontroli takiego dokumentu, wobec czego konieczna jest weryfikacja danych online w czasie kontroli – zaznacza. Krakowscy strażnicy miejscy mają taki dostęp otrzymać. Jednak na razie dane z deklaracji są sprawdzane za pośrednictwem wydziału podatkowego krakowskiego magistratu, co – jak zaznacza rzecznik – wydłuża kontrolę.

Zakładając, że strażnicy miejscy uzyskają szybki dostęp do wykazu deklaracji śmieciowych, i tak nałożenie mandatu będzie prostą sprawą jedynie w sytuacji, gdy właściciel nieruchomości takiej deklaracji nie złożył. Sprawa jest bowiem znacznie bardziej skomplikowana, jeśli strażnik zechce zweryfikować, czy zawarte w niej dane są aktualne.

Reklama

Miasta, które w nowych uprawnieniach strażników miejskich widzą szansę na szybkie uszczelnienie systemu gospodarki odpadami, mogą się rozczarować. Chodzi o miejscowości, które pobierają opłaty według metody od osoby lub od gospodarstwa domowego w zależności od jego liczebności. W przypadku średniej wielkości miast, jak Kielce czy Częstochowa, w systemie odpadowym brakuje nawet 20–30 tys. osób. Na odbiór i zagospodarowanie odpadów „niewidzialnych” składa się więc reszta.

Jednak zdaniem Mateusza Karciarza, prawnika w Kancelarii Radców Prawnych Zygmunt Jerzmanowski i Wspólnicy, postępowanie mandatowe nie służy ustaleniu, czy wszystkie osoby zamieszkujące nieruchomość są ujęte w deklaracji śmieciowej. – Jest bowiem pytanie, czy straż gminna w postępowaniu mandatowym jest w stanie zebrać dowody, które świadczą o tym, że na danej nieruchomości mieszkają trzy osoby, a nie dwie? Myślę, że nie – zaznacza.

Trudne do udowodnienia przez strażnika miejskiego będzie także, że pusty kompostownik oznacza, że jego właściciel nie wyrzuca tam bioodpadów. Kompostownik mógł przecież dopiero co, przed wizytą strażnika miejskiego, opróżnić.

Funkcjonariusz może oczywiście mandat wystawić. Ale jeśli właściciel nieruchomości nie zgodzi się na jego przyjęcie, sprawę będzie rozstrzygał sąd.

Szukanie igły w stogu siana

Niektórzy włodarze szukają sposobów na znalezienie brakujących osób w systemie gospodarki odpadami, sięgając do dostępnych im rejestrów, m.in. do danych we wnioskach o świadczenie 500 plus czy rejestrów meldunkowych. Pytanie, czy robią to zgodnie z prawem? Wątpliwości są zasadne, bo składanie wniosków, które zawierają dane osobowe, jest związane z udzielaniem zgody na ich przetwarzanie w określonym zakresie, zwykle wąskim i związanym z danym świadczeniem.

Według Mateusza Karciarza wójt, burmistrz, prezydent miasta zanim sięgnie po dane, powinien wszcząć postępowanie, o którym mowa w art. 6o ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1439). Dopiero wtedy – jak zaznacza – aktualizuje się możliwość skorzystania z przepisów Ordynacji podatkowej, na podstawie których możliwe jest sięganie do danych z innych rejestrów w ramach prowadzonego postępowania dowodowego.

– W praktyce jednak organy nieoficjalnie najpierw weryfikują ewentualne nieścisłości i rozbieżności z tych rejestrów, aby sprawdzić, czy jest podstawa do wszczęcia postępowania – zaznacza Mateusz Karciarz. Dopiero później oficjalnie wykorzystują wspomniane dane na potrzeby tego wszczętego postępowania.

Tymoteusz Mądry, prawnik w kancelarii prawnej SMM Legal, wskazuje z kolei, że w toku takiego postępowania włodarz jest zobowiązany podjąć wszelkie działania niezbędne dla dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego sprawy oraz zebrać i w sposób wyczerpujący rozpatrzyć cały materiał dowodowy. Oznacza to, że powinien skorzystać ze wszelkich dostępnych mu środków, czyli m.in. dowodów z oględzin, przesłuchania świadków, a także dokumentów takich jak zaświadczenia o dacie zameldowania i wymeldowania czy też dane o ilości zużytej wody na nieruchomości w danym okresie rozliczeniowym.

Nieścisłości wyłącznie w danych meldunkowych nie wystarczą. Zwłaszcza że – jak zaznacza Mateusz Karciarz – opłata śmieciowa jest naliczana od liczby osób zamieszkujących daną nieruchomość, a nie osób zameldowanych. Zatem kompetencje strażników tu nie wystarczą. ©℗

Źródło nieznane

Ekologiczne uprawnienia