Polskiej gospodarce będzie w tym roku towarzyszył "efekt gorącego pieniądza" - czyli znajdziemy się w sytuacji, gdy oprocentowanie depozytów i bezpiecznych instrumentów finansowych nie będzie nadążać za inflacją, a jednocześnie wzrośnie skłonność do poszukiwania możliwości lokowania środków w mniej bezpiecznych aktywach, ocenił Stanisław Kluza, prezes Instytutu Debaty Eksperckiej i Analiz Quant Tank i były minister finansów, podczas zorganizowanej przez Instytut debaty eksperckiej pt. "Sytuacja w gospodarce polskiej i sektorze bankowym". Agencja ISBnews była patronem medialnym tego wydarzenia.

"W roku 2020 polskiej gospodarce będzie towarzyszył 'efekt gorącego pieniądza'. To sytuacja, kiedy oprocentowanie depozytów i bezpiecznych instrumentów finansowych nie będzie nadążać za inflacją, a w szczególności postrzeganą przez ceny zakupów dóbr podstawowych np. żywność, energia, utrzymanie mieszkania, etc. Wówczas wzrasta skłonność do poszukiwania środków w mniej bezpiecznych aktywach, a także wzrasta skłonność do zakupów wyprzedających i zapobiegawczych" - powiedział Kluza podczas debaty.

Według niego, w okresie kilkunastu miesięcy będzie to korzystne z punktu widzenia koniunktury i zakupów konsumenckich - gospodarka będzie miała kolejne bodźce do podtrzymania wzrostu przez zakupy zapobiegawcze, wymuszone, wyprzedzające itd. Z drugiej strony, procesy te będą większym dylematem dla polityków i decydentów gospodarczych.

>>> Czytaj też: Analityk Fitch: Inflacja w Polsce jeszcze wzrośnie, ale wróci do celu do końca roku

"Problemy z zabezpieczeniem wartości pieniądza w czasie oraz znaczący wzrost kosztów konsumpcji podstawowej przy jednoczesnym realnym spadku siły nabywczej transferów socjalnych będzie kreować wzrost niezadowolenia społecznego w licznych grupach gospodarstw domowych niezamożnych i średniozamożnych. Analizy wskazują na kilka możliwych sposobów zaradzenia tym procesom. Wybór optymalnej ścieżki będzie decyzją polityczną" - stwierdził były minister finansów.

Reklama

Podkreślił, że niepokoi go proces przejścia od inflacji homogenicznej do heterogenicznej w Polsce.

"Otóż w 2020 może nasilić się istotnie ekonomiczne odczuwanie wzrostów cen produktów i usług konsumpcyjnych w zależności od poziomu dochodów i zamożności. Osoby mniej zamożne i o niższych dochodach mają wyższy udział wydatków na tzw. konsumpcję podstawową. A to właśnie ceny energii i innych mediów, np. śmieci oraz żywności podstawowej będą rosły najszybciej. Przykładowo ziemniaki w rok zdołały zdrożeć o 100%. Podobnie dwucyfrowo ma się sprawa z licznymi przykładami w grupie: pieczywo, nabiał, mięso wieprzowe, warzywa i owoce, ryby" - wyjaśnił.

Jeśli chodzi o perspektywy na 2020 rok, wszyscy uczestnicy debaty (prezes PGNiG Jerzy Kwieciński, wiceprezes PKO BP Maks Kraczkowski, prezes Silesia Banku Józef Myrczek oraz szef programowy Komitetu Dialogu Społecznego KIG Zbigniew Derdziuk) zgodzili się, że koniunktura w polskiej gospodarce będzie nadal korzystna.

"Koniunktura w 2020 będzie korzystna, chociaż jest wiele zagrożeń. Pierwsze to sytuacja koniunktury na świecie oraz u naszych sąsiadów szczególnie w Niemczech. Wzrost inflacji, już się ujawnił. Ceny energii hamowane, w obecnym roku wpłyną na wzrost cen innych czynników. Wzrost inflacji i stóp procentowych wpłynie na wzrost kosztów obsługi zadłużenia" - powiedział Derdziuk podczas debaty.

Według Kraczkowskiego, obecny rok nie zmieni trendu zwalniania tempa wzrostu PKB rozpoczętego w II poł. 2019 r., po długim okresie spektakularnego rozwoju.

"Na hamowanie polskiej gospodarki wpłynie osłabienie tempa wzrostu gospodarczego w Niemczech, nadchodzący Brexit, a także wciąż nierozwiązany spór handlowy na linii USA-Chiny. Spowolnienie będzie jednak najprawdopodobniej łagodniejsze niż można się było obawiać jeszcze kilka miesięcy temu" - wskazał wiceprezes PKO BP.

Kwieciński przypomniał, że Bank Światowy ostatnio obniżył prognozy wzrostu za 2020 rok praktycznie dla całego świata z kilkoma wyjątkami. Polska jest jednym z nich: wzrost PKB Polski szacowany jest na poziomie 4,3% w 2019 r., 3,6% w 2020 r. i 3,3% w 2021 r.

"Konsumpcja pozostanie motorem napędzającym polską gospodarkę. Sytuacja budżetu nadal ma być bardzo dobra, wspierana przez poprawę ściągalności podatków, podwyżkę akcyzy, nadal wysokie dochody gospodarstw domowych oraz niski poziom bezrobocia. Należy zauważyć, że inflacja, choć przekracza cel inflacyjny to jednak jest znacznie niższa niż wzrost płac w gospodarce. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej w okresie trzech kwartałów 2019 roku wyniosło 4 907,95 zł. Było o 7,3% wyższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku" - wskazał były minister rozwoju.

Według niego, w perspektywie lat 2020-2022 nie należy spodziewać się istotnego wzrostu inflacji w Polsce. Pozostali dyskutanci oczekiwali jednak wyższych poziomów inflacji.

"W pierwszym kwartale roku inflacja może powędrować wyraźnie powyżej 4% zwiększając oczekiwania na podwyżki stóp ze strony RPP. Wydaje się jednak, że ta wciąż opowiadać się będzie za stabilizacją stóp, obawiając się o wpływ podwyżek na spowalniającą gospodarkę. Dyskusja nad obniżkami stóp powinna jednak wygasnąć. Inflacja przekraczająca 3% w całym roku (od kwietnia inflacja powinna już wyhamowywać) oznacza, że wrócimy do niej najwcześniej w 2021" - powiedział Kraczkowski.

Uczestnicy debaty byli podzieleni co do tego, czy pracownicze plany kapitałowe (PPK) wpłyną znacząco na poziom oszczędności Polaków i czy pozwolą instytucjom finansowym na istotne poszerzenie bazy klienckiej dzięki cross sellingowi. Na pozytywne efekty nowego programu emerytalnego liczyli Kraczkowski i Kwieciński.

"PPK już wpływają na wzrost skłonności Polaków do oszczędzania - liczba osób oszczędzających dobrowolnie na emeryturę już się podwoiła dzięki PPK. Po I etapie wdrażania PPK liczba Polaków oszczędzających na emeryturę przekroczyła ponad 1,5 mln" - powiedział Kwieciński.

Partycypacja w samym PPK to 39% uczestników i 1,1 mln pracowników. Dodatkowo w wyniku wejścia w życie ustawy o PPK ponad 150 tys. osób z największych firm stało się od grudnia 2018 r. uczestnikami PPE. Łącznie - dzięki wdrożeniu programu PPK - na jesień życia zaczęło oszczędzać dodatkowo blisko 1,3 mln Polaków. Daje to łączną partycypację na poziomie 41%, przypomniał były minister.

"Jeżeli aż 3/4 zatrudnionych zdecyduje się na udział w programie PPK, a część z nich będzie wpłacać więcej niż ustawowe minimum, PKB powinien być za 10 lat wyższy o 2 pkt proc. niż w scenariuszu bez PPK. Na wdrożeniu PPK skorzysta też warszawska giełda, którą zasilić może nawet 8-10 mld zł rocznie dodatkowego kapitału. Taki wzrost popytu powinien zachęcić zagranicznych inwestorów do powrotu na GPW, co da impuls do rozwoju polskiego rynku kapitałowego w najbliższych latach i będzie z korzyścią zarówno dla rozwoju spółek, jak i samych osób oszczędzających na emeryturę" - dodał prezes PGNiG.

"PPK w pierwszych latach funkcjonowania raczej o niczym nie przesądzą. Zaś w następnych zależeć będzie to od wzrostu zaufania społecznego do tej formy oszczędzania" - stwierdził Myrczek.

Derdziuk z kolei wskazywał, że obecne instrumenty, takie jak IKE, PPE, IKZE, nie dały wzrostu innym produktom.

>>> Czytaj też: Polska liderem wzrostu cen. Pod względem inflacji zostawiliśmy Unię w tyle