Kontrola treści? Ale przez urzędnika, nie sąd

Prezydent Karol Nawrocki podkreślił, że nie miał zastrzeżeń do samego celu ustawy – ochrony użytkowników internetu, zwłaszcza dzieci ale do środków, jakie miały ten cel osiągnąć. Nowelizacja dawała bowiem Urzędowi Komunikacji Elektronicznej oraz Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji prawo do blokowania treści bez wyroku sądu.

ikona lupy />
Karol Nawrocki / PAP / Leszek Szymański

Senat co prawda próbował osłabić kontrowersyjne zapisy np. odbierając decyzjom rygor natychmiastowej wykonalności, jeśli zostanie wniesiony sprzeciw do sądu ale to nie wystarczyło. Taka konstrukcja przypomina Ministerstwo Prawdy z „Roku 1984” Orwella ocenił prezydent. – Nie może być tak, że o tym, co wolno mówić w internecie, decyduje urzędnik, a nie niezawisły sąd tłumaczył swoje weto prezydent.

ikona lupy />
Kancelaria Prezydenta RP o weto / X.com / Kancelaria Prezydenta

Ministerstwo Cyfryzacji: to nie cenzura, tylko ochrona użytkowników

Resort cyfryzacji przekonywał, że nowe przepisy miały właśnie wzmocnić prawa internautów, a nie je ograniczać. Podkreślano, że ustawa uderza w treści nielegalne takie jak pornografia dziecięca, nawoływanie do samobójstwa, czy handel ludźmi i wprowadzała jasne procedury odwoławcze.

ikona lupy />
Ministerstwo Cyfryzacji / Shutterstock

Co więcej, ustawa miała dać obywatelom prawo zgłaszania nielegalnych treści, ale także odwoływania się od decyzji platform cyfrowych takich jak arbitralne kasowanie wpisów przez moderatorów. Zdaniem rządu, dzięki przepisom użytkownik mógłby się skutecznie bronić przed niesprawiedliwym zablokowaniem treści. Dlatego wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski ostro skrytykował decyzję prezydenta. To nie obrona wolności słowa, tylko klauzula bezpieczeństwa dla pedofilów i oszustów, stwierdził. Jego zdaniem weto osłabia walkę z przestępczością w sieci i pozostawia internautów bezbronnymi wobec działań gigantów technologicznych.

ikona lupy />
Koalicja Obywatelska krytykuje weto / X.com / Koalicja Obywatelska

Rzecznik praw obywatelskich: to nie musi być cenzura, ale może być nadużycie

Warto jednak zauważyć że kontrowersje wokół ustawy były zgłaszane jeszcze przed wetem prezydenta. Marcin Wiącek, rzecznik praw obywatelskich, twierdził, że projekt nie zawierał cenzury wprost, ale dawał urzędnikom zbyt duże uprawnienia. To może prowadzić do nieproporcjonalnych skutków ostrzegał. Krytykował też brak realnego udziału autora treści w postępowaniu. Twórca, którego post miałby zostać zablokowany, miał nie być nawet stroną. PO podkreślał również, że decyzja administracyjna, choć mogła zostać zaskarżona do sądu, nie dawała gwarancji pełnej ochrony wolności słowa.

ikona lupy />
Marcin Wiącek RPO / GazetaPrawna.pl / materiały biura prasowego

Nie tylko Polska, ale też Francja i Włochy blokują treści

Zwolennicy ustawy podkreślają, że podobne przepisy działają już w wielu krajach Unii Europejskiej. We Francji czy Włoszech blokowanie nielegalnych treści odbywa się również z udziałem sądów administracyjnych. Tymczasem jednak weto prezydenta zablokowało możliwość wdrożenia w Polsce unijnego Aktu o Usługach Cyfrowych, który ma na celu uregulowanie zasad moderowania treści przez platformy internetowe i zapewnienie większej przejrzystości. Polska pozostaje jednym z ostatnich krajów UE, które jeszcze nie wdrożyły tego prawa.

Spór o DSA pokazuje, jak trudne jest wyważenie między wolnością słowa a bezpieczeństwem użytkowników internetu. Czy można skutecznie walczyć z nielegalnymi treściami, nie oddając zbyt wiele władzy urzędnikom?