Prezydent mówi „weto”, rząd wściekły! Awantura o władzę w Internecie.

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
10 stycznia 2026, 08:16
Krzysztof Gawkowski
Warszawa, 09.01.2026. Wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski na konferencji prasowej w siedzibie resortu w Warszawie, 9 bm. Temat spotkania: "Nowelizacja ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną – działania w związku z wetem prezydenta". (amb) PAP/Szymon Pulcyn/PAP
Ustawa o zmianie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz niektórych innych ustaw, której celem było wdrożenie unijnego Aktu o Usługach Cyfrowych (Digital Services Act, DSA), została w piątek zawetowana przez Prezydenta Karola Nawrockiego. Choć miała zwiększyć bezpieczeństwo internautów, Prezydent RP uznał, że w rzeczywistości otwiera furtkę do cenzury internetu.

Kontrola treści? Ale przez urzędnika, nie sąd

Prezydent Karol Nawrocki podkreślił, że nie miał zastrzeżeń do samego celu ustawy – ochrony użytkowników internetu, zwłaszcza dzieci ale do środków, jakie miały ten cel osiągnąć. Nowelizacja dawała bowiem Urzędowi Komunikacji Elektronicznej oraz Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji prawo do blokowania treści bez wyroku sądu.

Karol Nawrocki
Karol Nawrocki/Leszek Szymański

Senat co prawda próbował osłabić kontrowersyjne zapisy np. odbierając decyzjom rygor natychmiastowej wykonalności, jeśli zostanie wniesiony sprzeciw do sądu ale to nie wystarczyło. Taka konstrukcja przypomina Ministerstwo Prawdy z „Roku 1984” Orwella ocenił prezydent. – Nie może być tak, że o tym, co wolno mówić w internecie, decyduje urzędnik, a nie niezawisły sąd tłumaczył swoje weto prezydent.

Kancelaria Prezydenta RP o weto
Kancelaria Prezydenta RP o weto/Kancelaria Prezydenta

Ministerstwo Cyfryzacji: to nie cenzura, tylko ochrona użytkowników

Resort cyfryzacji przekonywał, że nowe przepisy miały właśnie wzmocnić prawa internautów, a nie je ograniczać. Podkreślano, że ustawa uderza w treści nielegalne takie jak pornografia dziecięca, nawoływanie do samobójstwa, czy handel ludźmi i wprowadzała jasne procedury odwoławcze.

Ministerstwo Cyfryzacji
Ministerstwo Cyfryzacji

Co więcej, ustawa miała dać obywatelom prawo zgłaszania nielegalnych treści, ale także odwoływania się od decyzji platform cyfrowych takich jak arbitralne kasowanie wpisów przez moderatorów. Zdaniem rządu, dzięki przepisom użytkownik mógłby się skutecznie bronić przed niesprawiedliwym zablokowaniem treści. Dlatego wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski ostro skrytykował decyzję prezydenta. To nie obrona wolności słowa, tylko klauzula bezpieczeństwa dla pedofilów i oszustów, stwierdził. Jego zdaniem weto osłabia walkę z przestępczością w sieci i pozostawia internautów bezbronnymi wobec działań gigantów technologicznych.

Koalicja Obywatelska krytykuje weto
Koalicja Obywatelska krytykuje weto/Koalicja Obywatelska

Rzecznik praw obywatelskich: to nie musi być cenzura, ale może być nadużycie

Warto jednak zauważyć że kontrowersje wokół ustawy były zgłaszane jeszcze przed wetem prezydenta. Marcin Wiącek, rzecznik praw obywatelskich, twierdził, że projekt nie zawierał cenzury wprost, ale dawał urzędnikom zbyt duże uprawnienia. To może prowadzić do nieproporcjonalnych skutków ostrzegał. Krytykował też brak realnego udziału autora treści w postępowaniu. Twórca, którego post miałby zostać zablokowany, miał nie być nawet stroną. PO podkreślał również, że decyzja administracyjna, choć mogła zostać zaskarżona do sądu, nie dawała gwarancji pełnej ochrony wolności słowa.

Marcin Wiącek RPO
Marcin Wiącek RPO/materiały biura prasowego

Nie tylko Polska, ale też Francja i Włochy blokują treści

Zwolennicy ustawy podkreślają, że podobne przepisy działają już w wielu krajach Unii Europejskiej. We Francji czy Włoszech blokowanie nielegalnych treści odbywa się również z udziałem sądów administracyjnych. Tymczasem jednak weto prezydenta zablokowało możliwość wdrożenia w Polsce unijnego Aktu o Usługach Cyfrowych, który ma na celu uregulowanie zasad moderowania treści przez platformy internetowe i zapewnienie większej przejrzystości. Polska pozostaje jednym z ostatnich krajów UE, które jeszcze nie wdrożyły tego prawa.

Spór o DSA pokazuje, jak trudne jest wyważenie między wolnością słowa a bezpieczeństwem użytkowników internetu. Czy można skutecznie walczyć z nielegalnymi treściami, nie oddając zbyt wiele władzy urzędnikom?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj