"Koalicja chętnych" na co? Opozycja pyta, czy Tusk chce wysłać polskich żołnierzy na Ukrainę!

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
12 maja 2025, 06:24
[aktualizacja 12 maja 2025, 06:24]
Donald Tusk, Emmanuel Macron, Keir Starmer, Wołodymyr Zełenski, Ołena Zełenska, Friedrich Merz w Kijowie
Donald Tusk, Emmanuel Macron, Keir Starmer, Wołodymyr Zełenski, Ołena Zełenska, Friedrich Merz w Kijowie/PAP
Sobotnia wizyta Donalda Tuska w Kijowie wywołała falę domysłów i spekulacji. Głównym pytaniem, które zadają sobie dziś komentatorzy i politycy, jest: czy Polska zamierza wysłać żołnierzy na Ukrainę? Spotkanie liderów europejskich państw w ukraińskiej stolicy oraz wspólne oświadczenia na temat zawieszenia broni w Rosji wywołały spore emocje – zwłaszcza że pojawiło się w nim sformułowanie „koalicja chętnych”.

Tajemnicza koalicja, czyli kto i do czego jest „chętny”

„Koalicja chętnych” to nieformalna grupa 33 państw, które zadeklarowały wsparcie dla Ukrainy – również militarne. Inicjatywa zrodziła się 2 marca z pomysłu premiera Wielkiej Brytanii Keira Starmera. Uczestnicy chcą zapewnić Ukrainie stały dostęp do broni, wsparcie logistyczne, a potencjalnie także – swoją obecność wojskową w terenie. Co ciekawe, w koalicji nie ma Stanów Zjednoczonych, ale są m.in. Francja, Australia, Japonia, Nowa Zelandia i większość krajów Europy. Nie ma tam jednak przykładowo Węgier i Słowacji.

Jak dotąd tylko niektóre państwa „koalicji chętnych” – w tym Francja i Wielka Brytania – zobowiązały się do wysłania żołnierzy na Ukrainę. Oczywiście nie chodzi tu o działania bojowe, ale o misje wsparcia, stabilizacji i szkoleniowe. Przy tym Rosja nie zgadza się na taki udział wojsk państw Zachodu i deklaruje że wysłane bez jej akceptacji jednostki staną się celem.

Reszta państw koalicji chętnych jest ostrożna i nie chce wysyłać swych wojsk na taką misję. Do takich krajów należa m.in. Grecja i Włochy. Także Polska oficjalnie nie deklaruje takiego kroku. Premier Tusk i minister spraw zagranicznych Sikorski zapewniali, że obecność naszego kraju w koalicji nie oznacza automatycznego udziału wojskowego w ewentualnych działaniach koalicji. Minister Obrony Narodowej Kosiniak-Kamysz zaznaczył, że decyzję o wysłaniu wojsk może podjąć jedynie prezydent – i to za zgodą parlamentu.

Błaszczak uderza w Tuska i Trzaskowskiego: „Czy to przygotowania do wysłania żołnierzy na Ukrainę?”

Po sobotnim spotkaniu w Kijowie, były szef MON i czołowy polityk PiS Mariusz Błaszczak nie kryje obaw co do obecności Donalda Tuska w „koalicji chętnych”. W swoim wpisie na platformie X napisał:

„Tusk w Kijowie w ramach koalicji chętnych? Czy to oznacza przygotowywanie do wysłania polskich żołnierzy na Ukrainę?” – zapytał wprost.

Błaszczak przypomniał również, że do wysłania wojsk konieczna jest decyzja prezydenta, po czym dodał: „Kosiniak-Kamysz wprost mówił o tym, że do wysłania wojsk potrzebne jest postanowienie prezydenta. Czyli Trzaskowski. Bo ani prezydent Andrzej Duda, ani Karol Nawrocki się na to nigdy nie zgodzą.”

Wpis wyraża sprzeciw wobec domniemanego zaangażowania Polski w ewentualną misję wojskową na Ukrainie. Jednocześnie politycy opozycji zarzucają Tuskowi brak przejrzystości i apelują o jasne stanowisko rządu w sprawie ewentualnego udziału w konflikcie .

Donald Tusk stawia Rosji ultimatum
Donald Tusk stawia Rosji ultimatum i daje opozycji powód do ataku./Darek Delmanowicz

"Nie jesteśmy chętni". Krytyka z prawej strony sceny politycznej

Nie wszyscy zatem wierzą w zapewnienia rządu o tym że polskie władze nie zamierzają wysłać wojsk na Ukrainę. Opozycja – w tym politycy Konfederacji – otwarcie krytykują udział Polski w „koalicji chętnych”. Ich zdaniem, to droga do wciągnięcia Polski w konflikt zbrojny. W sieci krążą również dokumenty, które mają świadczyć o planowanym szkoleniu polskich żołnierzy do misji zagranicznych na Ukrainie. Ministerstwo Obrony odpiera zarzuty, twierdząc, że chodzi jedynie o standardowe procedury związane z ochroną placówek dyplomatycznych i operacjami wywiadowczymi. Jednak trzeba przyznać, że wczorajsze wystąpienie Tuska w roli jednego z przywódców koalicji „chętnych”, nie uspokoi osób wierzących, że na Ukrainę zostanie wysłana polska armia.

Wojna słów zamiast pokoju?

Spotkanie w Kijowie miało być sygnałem jedności Zachodu i próbą wywarcia presji na Rosję. Jednak forma ultimatum, jaką przyjęto w komunikacie końcowym, została skrytykowana nawet przez część komentatorów wspierających Ukrainę. Co więcej polska opozycja wykorzystała obecność Donalda Tuska w Kijowie do sugerowania, że oznacza ona przygotowania do wysłania polskich żołnierzy na Ukrainę. Ta sprawa powinna być jednoznacznie wyjaśniona przez rząd. Bo jak stwierdził jeden z komentatorów, nie chciałby się dowiedzieć po wyborach, że tzw. „koalicja chętnych” to państwa chętne wysłać wojsko na Ukrainę. Wszystko to oczywiście należy uznać, za element przedwyborczej kampanii w Polsce.

Polska w roli logistyka, nie żołnierza?

Rząd utrzymuje, że Polska pełni kluczową, ale nie bojową rolę w pomocy Ukrainie. Wsparcie logistyczne, transport broni, szkolenia, działania wywiadowcze – to zakres działań, który ma nie przekraczać granicy czynnego udziału w wojnie. Jednak sama obecność Tuska wśród przywódców „koalicji chętnych” budzi pytania – zwłaszcza w okresie przedwyborczym. Czy coś się zmieni po drugiej turze wyborów prezydenckich, co chęci Polski do wysłania wojska? To pytania coraz częściej stawiają zarówno komentatorzy, jak i wyborcy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj