Powyżej znajduje się hrabalowski cytat: „Ja nie chcę żadnej tablicy, ale jeśli już, to na takiej wysokości, gdzie sikają psy”. Nie muszę chyba dodawać, na jakiej wysokości wmurowano tablicę.

Nic więc dziwnego, że Jiří Menzel, najwybitniejszy filmowy interpretator prozy Hrabala, książkowe wydanie swoich felietonów rozpoczął następująco: „Kiedy przed wielu laty ukazała się w Pradze poprzedniczka tej książki, zmobilizowałem w sobie całą bezczelność i ofiarowałem jeden egzemplarz naszemu Drogiemu Panu Prezydentowi (Václavowi Havlowi – red.). Wpisałem tam dedykację, której fragment pozwolę sobie zacytować: «…to książka takiego rodzaju, jakie ja czytuję w toalecie. Ma więc tę zaletę, że można ją otworzyć na dowolnej stronie i czytać jedynie tak długo, jak długo to potrzebne»”.

To gest charakterystyczny dla pewnej formacji cywilizacyjno-kulturowej w swoim czasie właściwej Czechom – potrzeba natychmiastowej neutralizacji i rozładowania patosu, jakby był czymś wstydliwym. A może żałośnie śmiesznym, bo dorosłemu człowiekowi, który wie, jak działa świat i jak niewiele dzieli zapach róż od zapachu gówna, po prostu nie wypada się nadymać.