• Streaming zaczyna przejmować kontrolę nad sektorem rozrywkowym
  • Największe sieci kin walczą o przetrwanie
  • Najwięksi gracze branży rozrywkowej zaczynają odpuszczać kina i zwracają swoją uwagę w kierunku streamingu

Na początku 2020 roku, gdy opinia publiczna nie wiedziała jeszcze o koronawirusie, telewizyjna i rozrywkowa branża czyniły prowizoryczne wysiłki w celu rzucenia wyzwania Netflixowi, niekwestionowanemu liderowi sektora streamingowego. Wystartowały właśnie wtedy Disney+ i Apple TV, natomiast HBO Max, Peacock oraz obecnie już dawno nieaktywne Quibi dopiero co weszły na rynek. Brakowało im strategii biznesowych. Nowi gracze pragnęli sukcesu Netflixa, jednocześnie opierając się jego sposobowi działania, czyli dostarczaniu bogatej oferty treści, przy jednoczesnym niezaangażowaniu w bardziej dochodowe biznesy jak branża filmowa czy telewizja kablowa.

Potem świat się zmienił, a model biznesowy Netflixa stał się jedynym sensownym.

Streaming zaczynał przejmować kontrolę nad sektorem rozrywkowym już przed pandemią, ale w tempie przypominającym powolne ładowanie się wideo, gdy internetowe połączenie jest obciążone zbyt wieloma urządzeniami. W branży istniały inne wymagające uwagi i zasobów duże obszary, których firmy nie chciały marnotrawić. Jednak nagle wszystkie rywalizujące „urządzenia” zostały wyłączone, a uwaga została przesunięta w stronę streamingu.

nieznane

Przypomnij sobie, jakie aktywności podejmowałeś w połowie stycznia. Mogłeś coś przekąsić z przyjaciółmi, zarezerwować wakacje na nartach, a może nawet pójść do kina. W weekend 17-19 stycznia kina w Ameryce Płn. sprzedały bilety za 62,5 mln dol. na premierowy film „Bad Boys for Life” Sony Picture, w którym wystąpili Will Smith i Martin Lawrence – to nie superbohaterski przebój Marvela, ale kasowy hit sprzedający się na swój własny sposób. W sumie wygenerował jak dotąd 204 mln dol., co w typowym roku byłoby około 10. wynikiem na świecie. Tymczasem ta komedia akcji, która jest threequelem (kontynuacją sequela – przyp. red.) i została oceniona na portalu Rotten Tomatoes na 77 proc., jest według The Numbers najbardziej dochodowym filmem 2020 roku. Zarobiła w weekend otwarcia więcej niż cały box office w listopadzie.

Oczywiście niedługo po tym jak „Bad Boys” trafiły na duży ekran, Covid-19 zmusił sieci takie jak największe w USA AMC Entertainment Holdings Inc. do zamknięcia wszystkich kin (jak sądzili wszyscy co najwyżej na kilka miesięcy). Potem kilka miesięcy zamieniło się w dziewięć. W międzyczasie ponad 60 milionów ludzi zarejestrowało konto w Disney+, około 30 w Netflixie i mniej więcej 13 proc. w nowym HBO Max. Netflix wprowadzał jeden za drugim do oferty streamingowe hity, począwszy na „Tiger Kingu”, a skończywszy na „Gambicie Królowej”. Co zrobiło AMC? Ostrzegło w zeszłym tygodniu, że jeżeli rynkowa sytuacja nie ulegnie zmianie, to do końca stycznia skończy mu się gotówka.

Giganci odpuszczają kina

Do tej pory duże wytwórnie były ostrożne w relacjach z sieciami kin, ponieważ ten sektor był zbyt ważny, by go utracić. W końcu Disney zgarnął jedną trzecią z 11,3 mld dol. wygenerowanych w 2019 roku ze sprzedaży biletów, podczas gdy należące do AT&T Inc. Warner Bros., Sony oraz wchodzące w skład Comcast Corp. Universal podzieliły pomiędzy siebie kolejną jedną trzecią zysków. Jednak w wyniku skutków Covid firmy zdają się rezygnować w pewnym sensie z kin. Nawet w przypadku upowszechnienia szczepionek stała widownia może nigdy nie wzrosnąć do poziomu, który uzasadniałby faworyzowanie kin kosztem streamingu. Warner poinformował w tym miesiącu, że każdy jego film, który pojawi się w kinach w przyszłym roku zostanie natychmiast udostępniony w aplikacji HBO Max (miesięczna subskrypcja kosztuje 15 dol.) na miesiąc.

Disney podąża inną drogą: „Czarna wdowa”, jego następny marvelowski film, trafik podobnie jak inne wyłącznie do kin. Firma zamierza jednak w dużej mierze wykorzystać lukratywne marki Marvel i Star Wars do napędzenia wzrostu liczby subskrybentów Disney+, natomiast na najbliższe kilka lat zaplanowała produkcję około 20 nowych tytułów powiązanych z tymi dwiema franczyzami. Niektóre z tych seriali stałyby się przed pandemią prawdopodobnie filmami. Następny kinowy film z uniwersum Star Wars („Roque Squadron”) nie pojawi się w kinach przed grudniem 2023 roku.

Rynek serwisów streamingowych w 2020 roku / Bloomberg

Plany Warnera i Disneya zostały dobrze przyjęte przez ich udziałowców, pomimo ceny jaką ich finanse zapłacą za tę decyzję. Disney nie spodziewa się, by jakikolwiek należący do niego serwis streamingowy zaczął przynosić zyski w ciągu najbliższych kilku lat; łącznie wygenerowały w 2020 roku (fiskalnym) stratę na poziomie 2,8 mld dol. A jednak cena ich akcji wzrosła o 22 proc., czyli więcej niż indeks S&P 500. Z drugiej strony – akcje sieci kinowych zostały „zniszczone”. Rynkowa kapitalizacja Cineworld Group Plc, brytyjskiej sieci, która przejęła amerykańskie Regal w 2018 roku, spadła o 71 proc. Strata z działalności operacyjnej AMC wzrosła w ostatnim kwartale do 675 mln dol., co nie pozwoliło na pokrycie kosztów związanych ze spłatą odsetek wynoszących 94 mln dol.

Rynek serwisów streamingowych w 2020 roku / Bloomberg

Streamingowe rankingi

Celem Disney+, HBO Max oraz innych serwisów jest zdominowanie list takich jak zestawienie 10 najlepszych streamingowych tytułów Nielsena. Zwykle składa się ono (jak poniższe) wyłącznie z propozycji Netflixa, może z wyjątkiem jednego tytułu konkurencji:

Rynek serwisów streamingowych w 2020 roku / Bloomberg

Nie chodzi też wyłącznie o pozyskanie setek milionów abonentów opłacających miesięczną subskrypcję (Disney prognozuje przyciągnięcie do 2024 fiskalnego roku 300 milionów subskrybentów). Chodzi o wartość jaką mają dane o wszystkich tych użytkownikach. „Słoniem” w tym „pokoju” jest branża reklamy telewizyjnej, która ślini się na myśl o wejściu do sektora streamingowego (należące do Comcastu Peacock już ją wita). Poza tym sukces Disney+ i jego tytułów z uniwersum Star Wars będzie na przykład zwiększał tempo innowacji w parkach rozrywki, zainteresowanie statkami wycieczkowymi i sprzedaż produktów w taki sam sposób, w jaki robiły to tradycyjne biznesy rozrywkowe Disneya. Pomyślcie o całej sprzedaży „baby Yody”, która rozpoczęła się po wypuszczeniu na rynek „The Mandalorian”. CEO AT&T John Stanley postrzega streaming także jako posób na powstrzymanie nie-internetowych klientów przed przejściem do innych operatorów.

Na początku roku wyniki finansowe ze streamingowej działalności firmy zostały przeniesione do innej sekcji kwartalnych raportów – stając się dodatkiem do sieci telewizji kablowych, studiów filmowych, parków rozrywki, kurortów i statków wycieczkowych. Firma o wartości 318 mld dol. została niedawno zreorganizowana do zaledwie dwóch jednostek raportujących – Disney Media and Entertainment oraz Disney Parks, Experiences and Products. Pierwsza z nich zdaje się eksponować przede wszystkim streaming. Dyrektor generalny firmy Bob Chapek nazwał to „strategią, która oddaje kontrolę konsumentowi”. Poniżej znajduje się slajd, który Disney pokazał inwestorom podczas prezentowania nowej struktury:

Serwisy streamingowe - Disney / Bloomberg

Zwróćcie uwagę na to, gdzie siedzą dwie osoby ze zdjęcia z lewej – nie w sali kinowej, a w domu. To może być najbardziej trwała zmiana, do jakiej doszło w 2020 roku. Netflix powinien cieszyć się samotną zimą na szczycie, ponieważ w 2021 roku wojny streamingowe nareszcie przybiorą na sile.