Web3 to oszustwo. Web3 może zmienić świat, jest szansą na stworzenie lepszej wersji internetu, na odebranie go kontrolującym go dziś behemotom. Web3 sprawi, że niektórzy ludzie bardzo się wzbogacą. Ale wielu innych ludzi straci wszystko. To tylko przykład teorii na temat przyszłości internetu i wagi Web3, o czym pisze Peter Kafka na łamach serwisu Vox.

Web3 jest trudny do zdefiniowania – to dopiero rodząca się idea, mieszanka medialnego szumu, optymizmu, zamieszania, teologicznych bitew i czystych, niczym nie zmąconych spekulacji, co oznacza, że jest niezwykle plastyczna – zaznacza Kafka. Ale nie można zignorować potencjału Web3. Szefowa YouTube, Susan Wojcicki, niedawno ogłosiła, że Web3 reprezentuje „wcześniej niewyobrażalną okazję do zwiększenia połączenia między twórcami i ich fanów”; w tym samym dniu, dwie osoby z kierownictwa serwisu ogłosiły, że odchodzą do firm zajmujących się Web3. Na temat Web3 sprzeczają się Elon Musk (Tesla, SpaceX), Jack Dorsey (do niedawna Twitter, obecnie: Square), Marc Andreessen (inwestor venture capital z Doliny Krzemowej) i Chris Dixon (prominentny ewangelista idei Web3). Ci ludzie mają wiele do zyskania lub stracenia – w zależności od sposobu, w jaki Web3 się rozwinie. Web3 „jest nieodłącznie związany z wartością finansową” – twierdzi Li Jin, inwestorka venture capital i jedna z niewielu wpływowych kobiet w świecie Web3.

Reklama

A nawet jeśli mamy do czynienia z bańką technologiczną, to efektem ubocznym jej nadmuchiwania mogą okazać się pomysły ważne i użyteczne – tak jak miało to miejsce z bańką internetową i powstaniem przeglądarek. Może to być np. startup Station – dzieło m.in. 25-letniej projektantki produktów Tiny He. Ma to być nowa wersja LinkedIn, łączącą pracowników w dowolnym miejscu na świecie. Zamiast polegać na życiorysie, Station ma wykorzystać technologię, aby zapewnić kompleksowe, sprawdzone dowody rzeczywistej pracy – aby ludzie mogli ocenić cię na podstawie twoich wyników, a nie nazwy stanowiska lub referencji. Tina He uważa, że Web3 odmieni życie ludzi na całym świecie. „To ogromna szansa, by dać ludziom możliwość przekroczenia ograniczeń czasowych, przestrzennych i finansowych” – komentuje. Ten techno-optymizm jest krzepiący – zauważa Kafka. Wielu pracowników technicznych, którzy są już bardzo dobrze wynagradzani, opuszcza swoje obecne miejsca pracy w uznanych firmach Web 2.0 na rzecz Web3.

Co to Web3?

W swojej istocie Web3 jest rebrandingiem kryptowalut i blockchain, technologii opartej na światowej sieci komputerów, które „rozmawiają” ze sobą i zatwierdzają oraz zapisują transakcje bez interwencji człowieka lub scentralizowanego nadzoru.

Technologia blockchain istnieje w jakiejś formie od ponad dekady, a przez większość tego czasu większość ludzi, którzy o niej myśleli, skupiała się na bitcoinie – cyfrowej walucie stworzonej w 2009 roku. Ale tak naprawdę z bitcoinem nie można było zrobić wiele poza kupnem lub sprzedażą i debatowaniem, czy wartość idzie w górę, czy w dół. A wzrosła – i to bardzo. Pod koniec 2014 roku pojedynczy bitcoin był wart około 400 dolarów; dziś, nawet po krachu o ponad 40 proc. od swojego szczytu, jest wart 38 tys. dolarów.

Teraz można już inaczej wykorzystywać blockchain. Większość z pomysłów nadal polega na kupowaniu i sprzedawaniu rzeczy – z tą różnicą, że teraz zamiast cyfrowej waluty można kupować i sprzedawać cyfrową sztukę, działki cyfrowej ziemi lub inne przedmioty, które można zdobyć w kilku grach wideo. Dlatego głośno jest o tym, że ktoś zapłacił 69 milionów dolarów za cyfrowy kolaż, albo ktoś inny omyłkowo sprzedał cyfrowy obrazek małpy, który miał być warty 300 tys. dolarów za 3 tys. dolarów. Są też gry „play to earn”, które mają pozwolić zarobić prawdziwe pieniądze poprzez zdobywanie cyfrowych dóbr, które z kolei można sprzedać innym graczom.

Jest całkiem możliwe, że to wszystko, czym będzie Web3: interesującym sposobem dla ludzi na kolekcjonowanie i/lub spekulowanie na temat cyfrowych artefaktów. Jest to potencjalnie znaczące dla ludzi, którzy tworzą sztukę i ludzi, którzy lubią ją kupować – a, jak zaznacza Peter Kafka, tutaj można używać słowa „sztuka” w bardzo szerokim znaczeniu. Ale jeśli na tym się skończy, nie zmieni to świata.

Czas na przebudowę internetu?

Jednak najbardziej zagorzali ewangeliści Web3 uważają, że idzie on znacznie dalej. Wierzą, że doprowadzi to do przebudowy całego internetu. Web1 polegał na wprowadzeniu zwykłych ludzi do internetu, w czym pomogły im najpierw przeglądarki (nieprzypadkowo dzieło Marca Andreessena), a następnie dostęp do internetu i usługi wyszukiwania, takie jak AOL i Yahoo. Web2 polegał na przekształceniu czasu spędzanego przez ludzi w internecie i wszystkich treści, którymi się dzielą, w prawdziwe biznesy, a następnie konsolidacji tych biznesów w ogromne operacje, które teraz wydają się zbyt duże, by upaść (np. Facebook i Google). Ale – jak twierdzą – z Web3 można przejąć kontrolę z powrotem od Facebooków świata.

Jak to ma się stać? Cóż, to skomplikowane. I, w przeważającej części, teoretyczne. Ale, jak tłumaczy Kafka, blockchain pozwala ludziom tworzyć własne pieniądze, bez pozwolenia jakiegokolwiek kraju czy banku. Mógłby również, jak twierdzą zwolennicy Web3, pozwolić im budować w internecie wszystko, co chcą: bez konieczności polegania na istniejących platformach, takich jak Google czy Facebook, lub narzędziach, takich jak usługi przetwarzania w chmurze AWS firmy Amazon. I co najważniejsze, nowe usługi mogą być własnością, przynajmniej częściowo, ludzi, którzy je zbudowali i z nich korzystają.

To właśnie ekscytuje wielu wyznawców Web3. Jest tu możliwość zysku: wielu z tych, którzy są zaintrygowani Web3, czuje się również spętanych obecną wersją internetu, gdzie ich zdolność do tworzenia znaczących nowych firm – zwłaszcza tych skierowanych do konsumentów – wydaje się ograniczona przez obecnych gigantów internetowych, którzy mogą kupować, budować lub miażdżyć nowe firmy.

Część zainteresowania Web3 wynika z politycznych obaw, prawdziwych lub wyimaginowanych. Fakt, że były prezydent USA został pozbawiony platformy na Facebooku i Twitterze, może cieszyć, ale jednocześnie – budzić obawy. W świecie Web3, Donald Trump zostałby wyrzucony z sieci społecznościowej tylko wtedy, gdyby użytkownicy sieci (którzy byliby jej właścicielami) chcieli, by to się wydarzyło. A nawet gdyby tak się stało, na Web3 byłyby inne platformy, na których Donald Trump mógłby się udzielać.

Możliwości są pozornie nieskończone. I głównie teoretyczne

Kafka uważa, że główny urok Web3 wynika z faktu, że tak naprawdę jeszcze nie istnieje. Więc w swoim nieistniejącym jeszcze kształcie może być wszystkim.

Zwolennicy Web3 próbują znaleźć obszary, w których nowy internet byłby pomocny. Wskazują na NFT: „niezbywalne tokeny”. NFT są blockchainową wersją tytułu własności samochodu lub aktu notarialnego – mają dowodzić, że jesteś właścicielem przynajmniej części danej rzeczy cyfrowej. (Czy jest to prawda, czy nie, i co oznacza „własność” w przypadku cyfrowego dobra, które każdy może skopiować, to już zupełnie inna dyskusja – zaznacza Kafka). Dwa lata temu NFT prawie nie istniały. W zeszłym roku ludzie wydali na nie podobno 25 miliardów dolarów. Wydaje się to podręcznikowym przykładem bańki.

Ale fakt, że NFT mają być zautomatyzowanymi umowami, które eliminują potrzebę przeglądania i zatwierdzania ich warunków i realizacji przez ludzi oznacza, że można zastosować tę technologię do dowolnego dobra cyfrowego, a także, że można zapisać w umowie interesujące zasady, które np. wypłacają oryginalnemu twórcy NFT część ceny transakcyjnej za każdym razem, gdy owe aktywo jest sprzedawane. W teorii mogłoby to stworzyć nowe sposoby finansowania i czerpania zysków z wszelkiego rodzaju nowych projektów, co może mieć więcej sensu niż tradycyjne modele.

DAO: sposób na kolektywny internet

Niektórzy wyznawcy Web3 uważają, że najważniejsza część technologii nie ma nic wspólnego z kupowaniem rzeczy. Najbardziej interesuje ich sposób, w jaki może ona pomóc ludziom organizować się w sieci i tworzyć organizacje, które mogłyby rywalizować lub zastąpić istniejące firmy, takie jak Facebook czy Google. Dzieje się to głównie poprzez coś, co nazywa się DAO – zdecentralizowane organizacje autonomiczne – które są w zasadzie kolektywami internetowymi, gdzie zautomatyzowana technologia blockchain ma ułatwić podział własności i władzy decyzyjnej wśród członków. Do DAO można się dostać poprzez kupno, można też otrzymać udziały na podstawie pracy, jaką wykonało się dla grupy lub cokolwiek innego.

Ale podobnie jak w przypadku NFT, istnieje duża szansa, że o DAO głośno jest w skrajnych przypadkach: takich jak DAO, które zebrało miliony na zakup kopii Konstytucji USA, a następnie zostało przebite przez potentata z Wall Street. Inne bezsensowne DAO to takie, które chce kupić drużynę NBA, albo takie, które kupiło rzadki egzemplarz książki „Dune” i myślało, że da im to możliwość zrobienia filmu lub serialu na podstawie jej treści (nie daje).

Ale bardziej racjonalni ludzie, którzy mówią o DAO, uważają, że są one doskonałym sposobem na szybkie i uczciwe tworzenie grup ludzi do wspólnej pracy – niezależnie od tego, czy jest to pełnoprawna firma, czy jednorazowy projekt. Można np. skutecznie rozdać udziały w projekcie inwestorom finansowym, partnerom strategicznym i ludziom, którzy nad nim pracują – wszystko to, co tradycyjnie wymaga wielu prawników, papierkowej roboty i czasu, a staje się jeszcze bardziej skomplikowane, jeśli uczestnicy mieszkają w różnych krajach.

Dobre, złe i nieznane

Wszystko to brzmi interesująco. Ale jeśli jest coś, czego nauczyło nas Web 2.0, to to, że nawet najbardziej ekscytująca technologia przychodzi z komplikacjami i niezamierzonymi konsekwencjami.

Według niektórych ekspertów blockchain jest niewiarygodnie złym sposobem na wykorzystanie mocy obliczeniowej, a wykopywanie kryptowalut – nieodpowiedzialnym marnotrawstwem energii w świecie stojącym w obliczu poważnego kryzysu klimatycznego. Niektóre szacunki mówią, że roczne zużycie energii elektrycznej przez bitcoiny odpowiada krajowi wielkości Szwecji.

Kolejnym wyzwaniem jest fakt, że Web3, przynajmniej w swojej obecnej formie, nie jest nawet w najmniejszym stopniu przyjazny dla użytkownika. Web3 jest tak nowy – i sama jego koncepcja odrzuca scentralizowaną kontrolę lub zarządzanie – że w tej chwili nie oferuje praktycznie żadnej ochrony konsumenta. Fani Web 3 twierdzą, że skoro każda transakcja jest rejestrowana publicznie i weryfikowana przez blockchain, nie potrzeba nadzoru Wielkiego Rządu ani Wielkich Firm. W rzeczywistości w Web3 roi się od luk, kosztownych błędów i jawnych oszustw, takich jak intrygujące projekty, które znikają, gdy tylko organizatorzy zbiorą pieniądze. Nawet najbardziej optymistyczna wersja Web3 może odtworzyć niektóre z istniejących problemów Web2 lub reszty świata.

Web3: internet dla wszystkich?

Zwolennicy Web3 lubią podkreślać, że każdy, kto ma połączenie z siecią, może w nim uczestniczyć, bez względu na to, kim jest i jak wygląda (wiele osób korzystających z Web3 jest całkowicie anonimowych). Jednak jego wczesna baza użytkowników i zwolenników wydaje się być tak samo męska, jak tradycyjna technologia.

Podstawowy popyt i podaż nadal istnieje na Web3, co oznacza, że nadal można tam tworzyć hierarchie, gdzie ludzie w krajach rozwijających się są skłonni wykonywać więcej pracy za mniejszą płacę niż ludzie, którzy są już bogaci. Na przykład: gra Axie Infinity szybko rozwinęła ogromną bazę użytkowników – siłę roboczą na Filipinach. To stało się nowym sposobem na zarabianie na życie, ale jako że nowych graczy jest zbyt dużo, obniżyli oni wartość waluty Axie. W efekcie gracze podobno zarabiają mniej niż minimalna płaca w tym kraju.

Peter Kafka podkreśla jeden z kluczowych argumentów Web3: że można teraz posiadać swoje cyfrowe aktywa w internecie. Może być to użyteczne dla rzeczy, które naprawdę chcemy posiadać. Ale czy trzeba angażować się w transakcje za każdym razem i być właścicielem platform i usług, z których korzystamy w internecie? O tym, co dalej z Web3, możemy przekonać się już wkrótce – zwłaszcza jeśli wartość kryptowalut będzie nadal spadać. Jednak jeśli tylko niektóre z twierdzeń fanów Web3 się sprawdzą, to świat technologii czeka co najmniej przetasowanie.