Jak wynika z najnowszej analizy HRE Investments, liczba składanych wniosków kredytowych jest bardzo wysoka. Z danych BIK wynika, że popyt na kredyt w kwietniu był nieco niższy niż w rekordowym pod tym względem marcu br. Powodem była mniejsza liczba dni roboczych.

„W kwietniu było ich 21, a w marcu 23. Gdyby to uwzględnić i przeliczyć popyt na kredyty na dni robocze, to okazałoby się, że od 5 miesięcy popyt na kredyty rośnie nieprzerwanie” – pisze Bartosz Turek, analityk HRE Investments, w swoim raporcie.

Reklama

Czytamy w niej, że banki chętnie udzielają kredytów mieszkaniowych, co widać w ankiecie przeprowadzonej przez NBP. Dominuje pogląd, że w kolejnych tygodniach będziemy obserwować dalsze łagodzenie wymagań stawianych przed klientami.

„Nie wszystkim będzie jednak łatwiej. Osoby, które w oczach banków są bardziej ryzykownymi klientami powinni spodziewać się wyższego oprocentowania długów” – pisze Bartosz Turek.

Wyliczył on, że według deklaracji banków trzyosobowa rodzina, w której oboje rodzice pracują i przynoszą do domu łącznie dwie średnie krajowe, mogłaby się zadłużyć się na kwotę prawie 736 tys. złotych.

„Mówimy tu o medianie. To znaczy, że połowa banków chciałaby naszej hipotetycznej rodzinie pożyczyć więcej (np. ING, Bank Pocztowy, BNP Paribas czy Pekao), a połowa instytucji zaproponowałaby niższy kredyt (np. PKO, Millennium, Citi czy BOŚ)” – pisze analityk HRE Investments.

Jest to kwota o prawie 100 tys. zł wyższa niż przed rokiem, choć też o 8 tysięcy wyższa niż w kwietniu 2021 r. Jednak aby zaciągnąć taki kredyt, trzeba mieć co najmniej 200-250 tysięcy złotych w gotówce. Taka kwota byłaby niezbędna, aby przedstawić odpowiedni wkład własny i pokryć koszty transakcyjne – czytamy w analizie.

„W tym całym kredytowym szale kupujący powinni pamiętać o jednym. Jeśli faktycznie nasza gospodarka ma przed sobą dobre perspektywy, to za kilka kwartałów kredyty zaczną drożeć. Będzie to konsekwencja spodziewanych podwyżek stóp procentowych. Trzeba mieć świadomość, że z każdym mijającym miesiącem i coraz lepszymi danymi z gospodarki, zbliża się moment, w którym w końcu dojdzie do podwyżek stóp procentowych. Wtedy raty wzrosną. Podwyżki nie powinny jednak być zbyt gwałtowne – tak przynajmniej sugerują obecne prognozy” – ostrzega Bartosz Turek.

Na podstawie aktualnych notowań kontraktów terminowych szacuje on, że koszt pieniądza może wrócić do poziomu sprzed epidemii za około 3-4 lata. To oznacza, że posiadacze kredytów powinni się spodziewać stopniowo rosnących rat.

„Weźmy pod uwagę konkretny przykład – kredyt na 300 tys. złotych zaciągnięty na 25 lat z marżą na poziomie 2,6 proc. Taki kredyt dziś kosztuje niecałe 1,4 tys. zł miesięcznie. Za 2 lata rata powinna przekroczyć 1,5 tys. zł, a w 2031 roku będzie to już prawie 1,8 tys. złotych miesięcznie” – napisał analityk HRE Investments.