Jak zauważają w środowym komentarzu Bartosz Turek i Oskar Sękowski z HRE Investments, rosnące stopy procentowe podniosły wyraźnie raty kredytów mieszkaniowych, a przez to ograniczyły możliwość zadłużania się.

Eksperci wskazali, że jeszcze we wrześniu 2021 r., przed podwyżkami stóp procentowych, trzyosobowa rodzina z dochodem na poziomie dwóch średnich krajowych mogła pożyczyć na zakup mieszkania przeciętnie 700 tys. zł. Jednak - jak dodali - gdyby wziąć pod uwagę to, jak zmienił się koszt pieniądza, to dziś zdolność kredytową tej rodziny można by oszacować na około 500 tys. zł. To o 200 tys. zł mniej niż pięć miesięcy temu.

Reklama

"Rosnące stopy procentowe powodują dziś jednak, że kredyty są o niemal 40 proc. droższe niż przed podwyżkami stóp procentowych. Ponadto przy droższym długu o kredyt jest po prostu trudniej" - przekazali w komentarzu Turek i Sękowski.

Ich zdaniem, dane NBP sugerują na przykład, że niektóre z instytucji finansowych zdecydowały się na złagodzenie wymagań dotyczących wysokości wkładu własnego. Ponadto, od kilku miesięcy topnieje przeciętna marża kredytowa, a więc stała część oprocentowania (obok WIBOR-u, który jest częścią zmienną oprocentowania hipotek).

"To dobry dowód na to, że banki zaczęły walczyć o skurczone dziś grono klientów. Skoro rynek zaczyna wyraźnie zmieniać swe oblicze z rynku kredytodawców na rynek kredytobiorców, to powinno to też oznaczać większą skłonność banków do negocjacji – szczególnie z klientami o znacznym wkładzie własnym i solidnych zarobkach" - zauważają eksperci.

W ich ocenie, "jeśli Rada Polityki Pieniężnej w miarę szybko – np. jeszcze w tym półroczu - dobrnie do finału podwyżek stóp procentowych, to rodacy mogą znowu ruszyć po kredyty".

"Jeśli nie stanie się nic nieprzewidywalnego, to w 2022 roku należy spodziewać się spadku popytu na kredyty mieszkaniowe względem rekordowego 2021 roku o około 10-20 proc. Erozja popytu nie powinna być zbyt duża, bo wciąż nie brakuje argumentów za tym, aby po kredyty mieszkaniowe sięgać" - tłumaczą Turek i Sękowski.

Ich zdaniem, za popytem na mieszkania wciąż przemawia otoczenie "bardzo niskiego bezrobocia, szybko rosnących wynagrodzeń, rozwijającej się gospodarki i wzmożonej inflacji".

"Skutkiem tej ostatniej jest nie tylko fakt, że jeśli trzymamy pieniądze na lokacie, to siła nabywcza naszych oszczędności topnieje kilka razy szybciej niż banki dopisują do nich odsetki. Ważne jest też to, że oprocentowanie kredytów mieszkaniowych – pomimo podwyżek stóp procentowych – pozostaje realnie ujemne" - wskazali.

W opinii HRE, wyraźnej poprawy popytu na kredyty można się spodziewać pod koniec maja, wraz ze startem rządowego programu gwarancji kredytowych. "W zasadzie chodzi tu o możliwość zaciągania kredytu na zakup pierwszego mieszkania bez posiadania wkładu własnego. Jest to rozwiązanie, które może skrócić drogę do własnego +M+ nawet o kilka lat" - tłumaczą.

Jak dodali, rząd spodziewa się udzielania w ramach tego wsparcia nawet kilkudziesięciu tysięcy kredytów w skali roku. "I choć szacunki te mogą być trochę przesadzone, to bez wątpienia osób, które potencjalnie mogłyby z tego wsparcia skorzystać, bo nie mają własnego mieszkania, są miliony. Problem w tym, że aby skutecznie ubiegać się o kredyt mieszkaniowy trzeba posiadać zdolność kredytową, solidne zarobki i gotówkę co najmniej na przeprowadzenie transakcji, co w praktyce oznacza kilka procent wartości nieruchomości" - zauważyli eksperci.

W ich opinii, powodzenie tego programu zależy od tego, jaką ofertę przygotują banki; może być ona godna uwagi, jeśli instytucje postanowią nadrobić kilka miesięcy niższego popytu na kredyty mieszkaniowe.