Na koniec sierpnia w ZUS było zarejestrowanych 658 tys. pracowników z zagranicy. To wciąż o 12 tys. mniej niż lutowy rekord, ale o ponad 30 tys. więcej niż miesiąc wcześniej. Od marca, gdy wprowadzono pierwsze obostrzenia związane z wybuchem epidemii, ich liczba zaczęła spadać. Dołek, czyli 605 tys. osób, osiągnięto w maju.

Cudzoziemcy zarejestrowani w ZUS to osoby zatrudnione na wszystkie formy, od których opłaca się ubezpieczenia społeczne, a więc na etat, umowy-zlecenia czy samozatrudnieni, ale już nie na umowy o dzieło. Od maja przyrost pracowników z zagranicy jest coraz szybszy. W czerwcu było ich 606 tys., a w lipcu 628 tys. – Dziś zbliżyliśmy się prawie do poziomu sprzed epidemii, ale to nie znaczy, że nic się nie stało. Gdybyśmy mieli kontynuację poprzednich trendów, to zapewne mielibyśmy ok. 700 tys. pracowników z zagranicy zarejestrowanych w ZUS – podkreśla Andrzej Kubisiak z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Obecnie spośród 685 tys. ubezpieczonych 73 proc. stanowią Ukraińcy. To głównie ich zachowania decydowały więc o zmianie liczby zatrudnionych cudzoziemców. Ukraińcy zaczęli wyjeżdżać, gdy w Polsce ogłoszono lockdown i część branż, w których pracowali, została zamknięta. W wielu przypadkach nie pracowali oni na etaty, lecz umowy-zlecenia, więc lockdown często oznaczał dla nich utratę źródła utrzymania z dnia na dzień. Zaczęli wracać, gdy gospodarka zaczęła się otwierać, a jednocześnie zaczęły się prace sezonowe w budownictwie, handlu i usługach.

Dalszy rozwój sytuacji będzie zależał także od sytuacji na Ukrainie. – Wirus nadal rozdaje karty. Z jednej strony na Ukrainie mamy wyższe wzrosty zachorowań, z drugiej – pogarsza się tam też sytuacja gospodarcza. To może sprzyjać przyjazdom do Polski. Pytanie, jak długo otwarte będą granice z Ukrainą. Z powodów epidemicznych rząd znów może je zamknąć – podkreśla Kubisiak.

Drugą pod względem liczebności grupą cudzoziemców ubezpieczonych w ZUS są Białorusini. W sierpniu było ich 44 tys., czyli 6 proc. wszystkich. Zawirowania polityczne na Białorusi, represje wobec obywateli tego kraju oraz pogarszająca się sytuacja gospodarcza mogą sprawić, że wkrótce pojawi się ich więcej. Według ekonomistów banku PKO BP dane ZUS potwierdzają, że rynek pracy powraca do normalności po zniesieniu przeciw epidemicznych ograniczeń.

Reklama

„Prawdopodobnie pierwszą reakcją na pandemię było ograniczenie zatrudnienia cudzoziemców, które jednak dotyczyło w większym stopniu osób nieubezpieczonych, m.in. pracowników sezonowych i osób pracujących w szarej strefie. W miarę powrotu aktywności gospodarczej do poziomów sprzed kryzysu i dzięki względnej swobodzie przemieszczania się pracodawcy ponownie zatrudniają cudzoziemców” – napisali w jednym ze swoich raportów. Eksperci podkreślają, że podnoszenie się po ciosie, jakim był wiosenny lockdown, następuje dość szybko.

Może to świadczyć o tym, że przedsiębiorcy nie ograniczyli swojego potencjału (np. tnąc zatrudnienie), ale przeczekali najgorsze dzięki wsparciu z rządowych tarcz antykryzysowych. To, że rynek pracy udało się zahibernować na czas zamrożenia gospodarki, widać w danych, które publikował GUS. Co prawda liczba pracujących spadła w II kw. o ponad 151 tys. (a porównując do II kw. 2019 r. – o 210 tys.), ale skala tego spadku mogła być znacznie większa, biorąc pod uwagę, że niektóre branże wygasiły aktywność niemal do zera.

Zamiast masowych zwolnień firmy wybierały postojowe, o czym świadczy bezprecedensowy wzrost liczby absencji w pracy wywołanych przerwą w działalności pracodawcy. W II kw. liczba osób, które choć formalnie zatrudnione, nie wykonywały pracy z tego powodu, wynosiła aż 684 tys. Dla porównania kwartał wcześniej było to 207 tys., a rok wcześniej zaledwie 7 tys. Wyraźnie wzrosła także liczba pracujących w zmniejszonym wymiarze pracy. Według danych GUS było ich 513 tys. w porównaniu do 138 tys. w I kw. Rok temu pracujących krócej niż zwykle z powodów związanych z zakładem pracy było jedynie 18 tys. ©℗