Strajk pracowników firmy Paroc w Trzemesznie rozpoczął się 4 sierpnia. Wcześniej pracownicy przez ponad rok domagali się m.in. lepszych warunków płacowych, a także gwarancji umów o pracę na czas nieokreślony. W referendum poprzedzającym strajk takie rozwiązanie poparło ponad 97,5 proc. pracowników. Strajk zakończył się w nocy z 10 na 11 sierpnia. Pełnomocnik prawny organizatorów strajku, pełnomocnik Zarządu Krajowego OPZZ Konfederacja Pracy, prawnik związkowy Grzegorz Ilnicki mówił wówczas PAP, że strajkujący osiągnęli sukces. "We wszystkich punktach osiągnęliśmy to, co chcieliśmy" – podkreślił.

Strajkujących pracowników wspierał m.in. Zandberg, który – jak informowała partia Lewica Razem – nie tylko spotkał się ze strajkującymi pracownikami, ale wziął także udział w rozmowach związkowców z kierownictwem zakładu.

Reklama

W piątek na konferencji prasowej w Poznaniu Zandberg podkreślił, że „po raz pierwszy od wielu lat został zorganizowany duży strajk w firmie, w międzynarodowej korporacji i ta grupa robotników z Trzemeszna wygrała z tą wielką międzynarodową korporacją”.

Jak mówił, pracownicy wygrali, ponieważ nie dali się zastraszyć, nie dali się podzielić i podeszli do sprawy rozumnie i rozsądnie.

„Od samego początku domagali się rozsądnych, skromnych podwyżek i rozsądnej zasady, w myśl której, ludzie którzy pracują w danej firmie, trwale, mają mieć normalne, stabilne umowy o pracę na czas nieokreślony. Udało im się to wywalczyć i to jest wielka rzecz, bo to jest pierwszy od wielu lat wygrany strajk w sektorze prywatnym, w firmie produkcyjnej, w wielkiej międzynarodowej korporacji. Naprawdę czapki z głów dla tych pracowników z Trzemeszna, którzy wykazali się wielką determinacją, wielką solidarnością i wielkim rozsądkiem i to dzięki nim udało się doprowadzić do dobrego porozumienia” - zaznaczył.

Zandberg stwierdził że „historia z Trzemeszna pokazuje coś całej Polsce". „Ona pokazuje, że droga do wyższych płac, droga do lepszych warunków pracy – to jest przez to, żeby pracownicy się organizowali. To jest droga przez to, żeby zakładać związki zawodowe” - mówił.

Poinformował, że odwiedził w czwartek Trzemeszno i było tam – jak mówił – prawdziwe święto; cała miejscowość cieszyła się z tego, że wzrosną płace i będą lepsze warunki pracy u jednego z największych pracodawców w regionie.

„To święto miało jeszcze jeden bardzo ciekawy charakter. Tam byli pracownicy z innych firm, którzy przychodzili i pytali tych z Trzemeszna, tych którzy strajkowali: +jak założyć związek zawodowy? Jak prowadzić negocjacje zbiorowe? Jak także u nas można doprowadzić do tego, żeby płace poszły w górę+? Bo dobry przykład, taki jak ten z Trzemeszna, dobrego porozumienia, on jest zaraźliwy. I myślę, że zobaczymy to i w Trzemesznie, i w okolicach, i w wielu innych miejscach w Polsce – bo cała pracownicza Polska patrzyła na ten strajk w Trzemesznie i jego zwycięstwo. To, że udało się wypracować dobre, sensowne, rozsądne porozumienie, to jest znak dla wielu pracowników w innych miastach jak działać po to, żeby realnie zdobyć wyższe płace, i porządną jakość pracy” – zaznaczył.

Dodał, że zasada, że „pracownicy tylko wtedy są silni, jeżeli są zjednoczeni” działa tak samo wszędzie - i w Trzemesznie, i w Poznaniu, i w Warszawie.

„Jeżeli chcemy żeby Polska była krajem nowoczesnym, sprawiedliwym społecznie, takim, w którym nie musimy się wstydzić za to, że ciągle mamy wyspy ubóstwa, takim, w którym ludzie mogą bezpiecznie czuć się wtedy kiedy ciężko pracują, nie muszą bać się, że pracując cały czas są zagrożeni ubóstwem, to droga do tego wiedzie przez Trzemeszno. Droga do tego wiedzie przez to, żeby pracownicy organizowali się i wspólnie negocjowali warunki swojego zatrudnienia” – powiedział Zandberg.

Dodał, że przykład strajku pracowników z Trzemeszna pokazuje pewną zmianę. "Przez długie lata Polacy słyszeli, że jeżeli upominają się o swoje prawa w miejscu pracy, to są roszczeniowi. To jest jakaś ironia zresztą, że takie słowa padały w kraju, który swoją wolność zawdzięcza zorganizowanym pracownikom, którzy zorganizowali się w związki zawodowe właśnie. Ale myślę, że to się zmienia” – podkreślił Zandberg.

Wskazał również, że rolą państwa jest to, by wspierać tych, którzy są słabsi, a w relacji pomiędzy pracownikiem a pracodawcą – jak zaznaczył - to pracownik niemal zawsze jest słabszy. Zandberg dodał, że aby właściwie dbać o prawa pracowników w Polsce potrzeba m.in. sprawnie działającej Inspekcji Pracy, respektowania prawa pracy, a także regulacji, które ukrócą nadużywanie tzw. umów śmieciowych.