Premier Izraela Benjamin Netanjahu powiedział w sobotę, że jego kraj i Stany Zjednoczone rozpoczęły operację, by usunąć egzystencjalne zagrożenie ze strony reżimu irańskiego. Podkreślił, że Teheran nie powinien „w żadnym wypadku” dysponować bronią nuklearną.
- W tym momencie wiemy tylko tyle, że USA razem z Izraelem zaatakowały rakietami Iran po to, aby wyeliminować najwyższych dowódców politycznych i wojskowych. Mamy do czynienia z kolejnym etapem wojny na Bliskim Wschodzie pomiędzy Iranem a Izraelem wspomaganym przez Stany Zjednoczone - powiedział PAP prof. Baecker.
Podkreślił, że głównym celem politycznym operacji jest zniszczenie potęgi militarnej Iranu. - Jeżeli uda się przy okazji wymordować najważniejszych polityków irańskich, to będzie to oznaczało, że możliwe będzie dojście do władzy polityków średniego szczebla, którzy mogą być bardziej chętni do porozumienia z USA oraz z bardzo słabo zorganizowaną opozycją w Iranie - ocenił ekspert.
Zdaniem prof. Baeckera, o tym, czy konflikt przerodzi się w coś więcej dowiemy się najdalej w ciągu kilku dni po reakcji Chin i Rosji.
- I to reakcji nie dyplomatycznej tylko militarnej. Przypomnę, że jeszcze kilka dni temu odbywały się wspólne ćwiczenia morskie chińsko-rosyjsko-irańskie na wodach niedaleko Iranu. Jeżeli zostanie zniszczony jakikolwiek obiekt militarny należący do Chin albo Rosji np. jakiś okręt wojenny, to wtedy sytuacja gwałtownie się zaostrzy. Tak czy inaczej Chiny i Rosja wiedzą, że Iran jest jednym z ostatnich sojuszników, którzy im pozostali. USA wyeliminowały bowiem w styczniu Wenezuelę. Wiedzą, że atak na Iran jest pośrednio skierowany przeciwko nim - zauważył politolog z UMK.
Analizując sytuację dodał, że te państwa będą musiały kalkulować, czy opłaca się im protestować słabo, twardo czy w sposób ekstremalny.
- Mamy w tej chwili bardzo dużo znaków zapytania. Najwcześniej będziemy wiedzieli więcej w ciągu kilkunastu godzin - stwierdził prof. Baecker.
Pytany o reakcję w tej sprawie polskich władz politolog zaznaczył, że obecne reakcje prezydenta i premiera Polski oznaczają brak chęci wyraźnego zajmowania stanowiska w sprawie konfliktu z Iranem. - Musiało to być stanowisko wcześniej uzgodnione. Prezydent w coraz większym stopniu mówi o polityce zagranicznej w sposób podobny do rządu. To nie wynika z jego chęci, ale z konieczności dbania o bezpieczeństwo państwa na coraz to wyższym stopniu zagrożenia - stwierdził politolog.
MSZ, w ocenie prof. Baeckera, musi dbać o polskich obywateli na miejscu. - O to, aby nikomu z polskich obywateli nic się nie stało. I to nie tylko w Iranie, ale również Izraelu, Iraku, Bahrajnie i wszystkich państwach znajdujących się w pasie między Izraelem a Iranem - podsumował prof. Baecker.
Tomasz Więcławski (PAP)
twi/ par/