"Od czasu wybuchu wojny domowej w Syrii w 2011 r. żaden kraj nie odczuł kryzysu humanitarnego tak silnie jak Turcja. Przyjęliśmy 3,6 mln syryjskich uchodźców - więcej niż jakikolwiek inny kraj - i wydaliśmy 40 mld USD na zapewnieni im edukacji, opieki zdrowotnej i schronienia. Nasza kultura gościnności zmusiła nas do przyjęcia ciężaru przyjmowania milionów ofiar wojny przy bardzo niewielkiej pomocy społeczności międzynarodowej" - podkreśla szef tureckiego państwa w pierwszych słowa komentarza.

"Jednak - jak zastrzega dalej Erdogan - w pewnym momencie Turcja osiągnęła swój limit". "Moja administracja wielokrotnie ostrzegała mnie, że nie będziemy w stanie powstrzymać uchodźców przed napływem na Zachód bez międzynarodowego wsparcia finansowego. Ostrzeżenia te jednak pozostawały bez odzewu i przez rządy (innych państw), chcące uniknąć odpowiedzialności, były przedstawiane jako groźba (...)" - zaznaczył prezydent Turcji.

Dodał, że jego administracja doszła do wniosku, iż wspólnota międzynarodowa nie zamierza działać, "dlatego opracowaliśmy plan dla północnej Syrii". Prezydent przypomniał, że podzielił się tym planem ze światowymi przywódcami podczas sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ we wrześniu i zgodnie z nim w zeszłym tygodniu Turcja rozpoczęła operację Źródło Pokoju, aby - jak to ujął - "zakończyć kryzys humanitarny i rozwiązać problem przemocy i braku stabilności, które są podstawowymi przyczynami nielegalnej migracji w naszym regionie".

Erdogan podkreślił, że wobec braku alternatywnego planu radzenia sobie z kryzysem uchodźczym wspólnota międzynarodowa winna "albo przyłączyć się do naszych wysiłków, albo zacząć przyjmować uchodźców".

Następnie wyjaśnił, że w ramach operacji tureckie wojsko wraz z syryjską opozycyjną Armią Narodową "wyeliminuje wszystkie elementy terrorystyczne na północnym wschodzie Syrii". Jak dodał, "ci bojownicy uniemożliwiają syryjskim uchodźcom, w tym ok. 300 tys. Kurdów, powrót do domu". Wskazał, że celem Ankary jest jednocześnie "zwalczanie organizacji terrorystycznej Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), a także jej syryjskiej filii oraz bojowników dżihadystycznego Państwa Islamskiego (IS)".

Erdogan zapewnił, że Turcja nie toczy sporu z żadną grupą etniczną ani religijną, "z naszej perspektywy wszyscy obywatele Syryjskiej Republiki Arabskiej - którzy nie należą do grup terrorystycznych - są równi". Podkreślił, że jego kraj "w szczególności sprzeciwia się zrównywaniu PKK z syryjskimi Kurdami, tak samo jak zrównywaniu IS, które wymordowało tysiące niewinnych ludzi, z islamem". Dodał, że żaden bojownik IS nie opuści północno-wschodniej Syrii.

Prezydent Turcji zadeklarował, że jest przygotowany do współpracy z krajami, z których pochodzą bojownicy oraz z organizacjami międzynarodowymi w sferze rehabilitacji małżonków i dzieci zagranicznych terrorystów.

"Te same kraje, które dzisiaj robią Turcji wykład na temat zalet walki z IS, nie powstrzymały napływu zagranicznych bojowników terrorystycznych w 2014 i 2015 r." - napisał Erdogan.

Zwrócił również uwagę, że członkowie Ligi Państw Arabskich, która określiła operację Turcji w północnej Syrii jako inwazję, muszą odpowiedzieć na kilka pytań. "Skoro są tak niezadowoleni ze starań Turcji o powrót syryjskich uchodźców na ich ojczyste ziemie, to pytanie brzmi: ile ofiar wojny przyjęli? W jakim stopniu przyczynili się do zakończenia kryzysu humanitarnego w Syrii? Jakie inicjatywy polityczne poparli, aby położyć kres wojnie domowej? Liga Arabska, której oświadczenia nie odzwierciedlają prawdziwych poglądów i nastrojów Arabów, jest pozbawiona legitymacji" - podkreślił Erdogan na łamach "WSJ".

Na koniec ocenił, że społeczność międzynarodowa nie wykorzystała okazji, by zapobiec kryzysowi syryjskiemu, który doprowadził cały region do braku stabilności. "Wiele państw musiało uporać się z negatywnymi skutkami ubocznymi konfliktu, w tym z nielegalną migracją i wzrostem ataków terrorystycznych. Operacja +Źródło Pokoju+ jest drugą szansą, aby pomóc Turcji zakończyć wojny zastępcze w Syrii oraz przywrócić pokój i stabilność w regionie. Unia Europejska i świat powinny wspierać to, co Turcja stara się zrobić" - oświadczył Erdogan.

>>> Czytaj też: "NYT": Trump sprawia, że Syria i Bliski Wschód są coraz bardziej niebezpieczne