To kolejny z serii strajków w sektorze publicznym w tym tygodniu po protestach pracowników służby zdrowia, policjantów i strażaków.

W ogólnokrajowym strajku bierze udział ok. 38 tys. nauczycieli, a ponad 10 tys. uczestniczyło w demonstracji w Lublanie, trzymając w rękach kolorowe transparenty i flagi związków zawodowych.

"Domagamy się zwiększenia o ok. 10 proc. średniego wynagrodzenia nauczycieli, ponieważ płaci się nam znacznie mniej niż innym osobom z podobnym wykształceniem, np. lekarzom lub tym, którzy pracują w administracji publicznej" - powiedział rzecznik związków zawodowych nauczycieli SVIZ Sandi Modrijan.

Związki zawodowe pracowników sektora publicznego wywierają presję na centrolewicowy rząd, domagając się podwyżek płac w związku z trwającym ożywieniem gospodarczym. Według analityków te żądania odzwierciedlają też oczekiwanie, że rząd może być bardziej hojny przed wyborami parlamentarnymi, które najpewniej odbędą się w czerwcu.

W styczniu jednodniowy strajk zorganizowało ok. 30 tys. pracowników sektora publicznego, a w poniedziałek swą akcję protestacyjną rozpoczęli policjanci. We wtorek przez dwie godziny nie pracowały pielęgniarki.

Reklama

Rząd twierdzi, że żądania płacowe sięgają prawie 1 mld euro i że większość z nich jest nie do zaakceptowania, gdyż nie są one uzasadnione wzrostem wydajności i mogą zagrozić planowanej konsolidacji fiskalnej.

Rząd planuje zakończyć 2018 rok z nadwyżką budżetową sięgającą 0,4 proc., podczas gdy w ubiegłym roku deficyt wyniósł 0,8 proc.

Słowenia, która z trudem uniknęła międzynarodowej pomocy dla banków w 2013 roku, rok później wróciła na ścieżkę rozwoju, a rząd oczekuje, że w tym toku gospodarka wzrośnie o 3,9 proc. PKB w porównaniu do 4,4 proc. w 2017 roku - m.in. dzięki zwiększeniu eksportu i inwestycji.(PAP)