Podczas telewizyjnego przemówienia Netanjahu zapowiedział, że mimo międzynarodowych wezwań do przerwania przemocy izraelskie wojsko będzie kontynuować swoje działania.

"Nasza kampania przeciwko organizacjom terrorystycznym jest kontynuowana z pełną siłą. Działamy teraz, tak długo, jak to konieczne, by odzyskać pokój i ciszę dla was, obywateli Izraela. To zajmie trochę czasu" - oświadczył szef rządu, obok którego podczas wystąpienia stał jego polityczny rywal, minister obrony Beni Ganc. Jak dodał, Izrael chce, by przywództwo Hamasu zapłaciło wysoką cenę za ostrzał Izraela i by zniechęcili się do podobnych ataków w przyszłości.

Reklama

W późniejszym wywiadzie dla amerykańskiej telewizji CBS szef rządu bronił również decyzji izraelskiego wojska, by zniszczyć wieżowiec, w którym mieściły się biura zagranicznych mediów w Gazie, w tym agencji AP. Netanjahu powiedział, że w budynku działał wywiad Hamasu, wobec czego był to "absolutnie uzasadniony cel" bombardowań.

W podobnym tonie wypowiedział się w niedzielę dowódca Sił Obronnych Izraela (IDF) generał Awiw Kohawi. Według niego Hamas "źle obliczył skalę" izraelskiej odpowiedzi na ostrzał rakietowy, a Izrael ma po swojej stronie "poczucie słuszności" swoich działań.

Niedziela jest dotąd najkrwawszym dniem trwającej od poniedziałku nowej fazy konfliktu. Według strony palestyńskiej w wyniku izraelskich nalotów na Strefę Gazy zginęły tego dnia 42 osoby. Jak oświadczyły IDF, zabici w niedzielę cywile zginęli w wyniku niezamierzonych konsekwencji zbombardowania podziemnych schronów i tuneli używanych przez Hamas. Ich zawalenie się spowodowało runięcie bloku mieszkalnego.

"IDF aspiruje do unikania ofiar cywilnych na ile to możliwe. Ale Hamas ponosi odpowiedzialność za celowe lokalizowanie swojej militarnej infrastruktury pod cywilnymi domami" - podano w oświadczeniu.

Strefa Gazy: co najmniej 40 zabitych w niedzielnych nalotach Izraela

Ministerstwo zdrowia Strefy Gazy podało, że w wyniku izraelskich nalotów w niedzielę zginęło 40 Palestyńczyków, w tym ośmioro dzieci. To najkrwawszy bilans od początku eskalacji palestyńsko-izraelskiego konfliktu. Według Czerwonego Krzyża intensywność walk jest bezprecedensowa.

Wcześniejsze doniesienia mówiły o 33 zabitych Palestyńczykach. Na skutek bombardowań runęły trzy budynki mieszkalne.

Dotychczasowy bilans trwającej od poniedziałku wymiany ognia to - według strony palestyńskiej - 188 zabitych w Strefie Gazy, w tym 55 dzieci, oraz 1230 rannych.

Z kolei według Izraela rakiety wystrzelone przez Hamas zabiły 10 osób i raniły 288.

Jak podaje AFP, w ciągu ostatniej doby Izraelskie Siły Obronne (IDF) przeprowadziły naloty na 90 celów związanych z Hamasem.

Tymczasem jak poinformowało izraelskie wojsko, niedzielny ostrzał rakietowy ze strony palestyńskiej jest najintensywniejszy od czasu wojny z Libanem w 2006 roku. W ciągu ostatnich sześciu dni Hamas wystrzelił ok. 3 tys. rakiet w stronę terytorium Izraela, choć większość z nich została przechwycona przez Żelazną Kopułę - izraelski system obrony powietrznej. Podczas wojny w 2006 r. z południowego Libanu wystrzelonych zostało 4,5 tys. rakiet w ciągu 19 dni.

Według Roberta Mardiniego, dyrektora generalnego Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża, intensywność obecnej fazy konfliktu jest "czymś, czego nigdy nie widzieliśmy, z nieprzerwanymi nalotami w gęsto zaludnionej Gazie i rakietami docierającymi do dużych miast Izraela". Czerwony Krzyż wezwał w niedzielę do zawieszenia broni. Eskalacja konfliktu będzie tematem niedzielnych obrad Rady Bezpieczeństwa ONZ.

W niedzielę działania Izraela potępiła Organizacja Współpracy Islamskiej, która określiła je jako "brutalną agresję" i zarzuciła Izraelowi łamanie prawa międzynarodowego.