"Kanclerz w kryzysie". Mnożą się problemy Olafa Scholza

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
11 sierpnia 2022, 06:40
Olaf Scholz
<p>Olaf Scholz</p>/shutterstock
Do niepewnej sytuacji na świecie dochodzi “skandal z dawnych czasów” – informują niemieckie media, komentując problemy kanclerza Olafa Scholza.

Nie widać szans na szybkie zakończenie rosyjskiej inwazji na Ukrainie. Sytuacja przynosi także coraz bardziej widoczne skutki dla Zachodu (w tym m.in. obawy o ewentualne niedobory gazu w zimie).

„[...] Nadciągają do nas nowe kryzysy, groźby wojny” – podkreśla Stephan-Andreas Casdorff w komentarzu dla serwisu „Tagesspiegel”, nawiązując do konfliktu Kosowo-Serbia oraz napięć na linii Tajwan-Chiny. Jak dodaje, „gospodarka obawia się o łańcuchy dostaw, my obywatele obawiamy się o przystępność cenową codziennego życia”.

„Kanclerz w kryzysie – to będzie dwuznaczne określenie” – zaznacza Casdorff, pisząc o obecnej sytuacji Olafa Scholza na tle problemów dla RFN. SPD traci zaufanie Niemców w sondażach (spadając do 17 proc.). W październiku – jak przypomina niemiecki dziennikarz – odbędą się wybory w Dolnej Saksonii, co przynosi ryzyko utraty władzy w regionie. 

Czego od kanclerza wymaga społeczeństwo? Casdorff zaznacza: „zmartwieni ludzie” oczekują „poczucia, że są w dobrych rękach”.

Ostatnie działania Scholza spotykają się z krytyką. 3 sierpnia polityk odwiedził zakłady Siemens Energy, gdzie turbina (serwisowana wcześniej w Kanadzie) oczekuje na transport do Rosji. „Sesja zdjęciowa z turbiną gazową (do NS1- red.) – z perspektywy czasu niemal błazeńska" – ocenia Casdorff. „[...] Co chce nam powiedzieć Scholz? Czy kanclerz chce rzucić na kolana władcę Kremla i watażkę Władimira Putina, odwiedzając turbinę jednego z rosyjskich gazociągów?”. Jak dodaje, ten ruch był niejasny i niewytłumaczalny.

Zdaniem niemieckiego dziennikarza brakuje „mowy wyjaśniającej” kanclerza Niemiec, która „wzmocniłaby odporność” w obecnej trudnej sytuacji. „Ważne jest, by zwrócić się do wielu w kraju, by aktywować ich siłę przetrwania”.

Afera cum-ex – co wydarzyło się w Hamburgu? 

Do skutków światowych konfliktów dla RFN dochodzą problemy z kraju, a konkretnie z Hamburga. Stephan-Andreas Casdorff zaznacza, iż przeszłość Scholza z Hamburga „może być niebezpieczna w berlińskim biurze”. Jak dodaje, afera cum-ex może nadal przynieść konsekwencje.

O co chodzi w operacjach cum-ex? Sprawa dotyczy obrotu akcjami w dniu wypłaty dywidendy (tak, by uzyskać wielokrotny zwrot podatku od zysków kapitałowych, który w rzeczywistości nie był płacony) – wyjaśnia DW. Sytuację ułatwiały luki w prawie podatkowym. Niemieckie media informują, iż Skarb Państwa stracił w ten sposób miliardy euro.

Komisja śledcza ustala, czy Olaf Scholz (ówczesny burmistrz Hamburga 2011-2018) oraz inni lokalni politycy mieli wpływ na sprawę, ponieważ w aferę zamieszany jest lokalny, prywatny bank Warburg (chodzi o rezygnację ws. wyegzekwowania należności podatkowych na kwotę 47 mln euro).

Niemieckie media informują, iż w marcu prokuratura przeszukała ówczesną skrzynkę mailową Scholza. „Do tej pory Scholz zawsze powtarzał, że nie pamięta najważniejszych punktów –19 sierpnia komisja chce pomóc jego pamięci” – pisze Casdorff, komentując sprawę cum-ex.

Poufne dokumenty w śmietniku? 

Ponadto w środę stacja WDR poinformowała, iż prokuratura w Poczdamie wzięła pod lupę sprawę dokumentów, które należały do kanclerza Niemiec Olafa Scholza i jego żony Britty Ernst, a zostały odnalezione w śmietniku przez ich sąsiadów. 

Prokuratura w Poczdamie rozważa, czy kanclerz w tej sytuacji będzie odpowiadał za naruszenie tajemnicy służbowej. 

Sprawę nagłośnił tygodnik Spiegel pod koniec lipca. Wśród odnalezionych rzeczy była m.in. kartka, na której znalazły się zdjęcia i „krótkie opisy partnerek" głów państw i rządów ze szczytu G7. „Treść dokumentu może na początku brzmieć banalnie, ale został on zakwalifikowany przez ministerstwo spraw zagranicznych jako »informacja niejawna – tylko do użytku służbowego«" – zauważa „Spiegel". W śmietniku odnaleziono również m.in. szkice przemówień i wpisy do kalendarza. 

przede wszystkim Ernst wyrzucała wspomniane papiery (bez uprzedniego zniszczenia) do kontenerów, które są użytkowane także przez sąsiadów. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Media
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj