Kilka skierowanych do protestujących wezwań widzieli przedstawiciele serwisu Civil.ge i innych mediów. Wezwania są wydane przez "wydział spraw szczególnie ważnych głównego dyrektoriatu walki z przestępczością zorganizowaną".

Wezwania rodem z powieści Kafki

Jak czytamy, niektóre wezwania zawierają jedynie numer sprawy, nie ma w nich informacji dotyczących zarzutów czy przedmiotu śledztwa. W innych wskazano na konkretne artykuły kodeksu karnego, dotyczące okupowania albo blokowania obiektu nadawczego, albo innego obiektu o szczególnym znaczeniu, organizacji i udział w zbiorowych aktach przemocy, organizacji zbiorowej akcji zaburzającej porządek publiczny albo aktywnego udziału w takiej akcji. Kodeks przewiduje za te działania kary pozbawienia wolności.

Reklama

Obrońcy praw człowieka oceniają, że wezwania mają służyć do zastraszenia. Przypominają, że osoby wezwane na przesłuchanie nie są prawnie zobowiązane do stawienia się na policji. Zalecają, by zawnioskować o przesłuchanie przed sądem, gdzie oficjalnie musi zostać przedstawiony zarzut i status wezwanej osoby, obowiązkowa jest też obecność adwokata.

Powrót do rosyjskiej strefy wpływów

Od ponad miesiąca w Gruzji trwają masowe protesty przeciwko ustawie o agentach zagranicznych. Według krytyków tzw. rosyjskiej ustawy umożliwi ona władzom zniszczenie społeczeństwa obywatelskiego i stoczenie się w autorytaryzm w stylu rosyjskim. W praktyce też będzie ich zdaniem oznaczała powrót do rosyjskiej strefy wpływów, bo już widać, że przyjęcie ustawy wywołuje bezprecedensowy kryzys w relacjach z Zachodem. Władze Gruzji przekonują, że chodzi im wyłącznie o „przejrzystość i obronę suwerenności”. Krytyków swoich działań nazywają Partią Globalnej Wojny, a o organizację protestu oskarżają „siły zewnętrzne”.

Nowe prawo przewiduje, że osoby prawne i media otrzymujące ponad 20 proc. budżetu z zagranicy podlegać będą rejestracji i sprawozdawczości oraz będą zobowiązane do zgłoszenia się do rejestru agentów obcego wpływu.

Sprzeciw prezydent

W sobotę prezydent Salome Zurabiszwili zawetowała kontrowersyjną ustawę. Partia rządząca ma jednak wystarczającą liczbę głosów, by odrzucić prezydenckie weto.

Natalia Dziurdzińska